EN
14.05.2022, 10:14 Wersja do druku

Przy okazji, do kolacji

O „Mężu i żonie”, premierze Teatru Polonia w reżyserii Krystyny Jandy, rozmawiają Jakub Moroz i Przemysław Skrzydelski

Moroz: Krystyna Janda znowu reżyseruje.

Skrzydelski: I zero w tym ironii, bo przecież jej „Wiśniowy sad” z warszawskiego Teatru Polskiego, wystawiony pół roku temu, nie był rozczarowaniem. Więcej – jak najbardziej wart był dyskusji. Ale tym razem Janda występuje w dość typowej dla siebie reżyserskiej roli i na swojej scenie pokazuje kolejną rzecz łatwą, miłą i radosną.

Moroz: I jeszcze coś: w sprawie formalnej, gdyby ktoś wątpił. To, że dwa razy z rzędu omawiamy przedstawienia z teatrów Jandy (tydzień temu był „Ożenek”), nie świadczy o tym, że mamy dodatkowy, tajny etat w biurze PR-owym Polonii i Och-u. Po prostu tak się ułożyły terminy i nasze możliwości czasowe. A wysyp premier – w drugiej połowie maja.

Skrzydelski: Chyba nie zgrzeszyliśmy nadto. Wracając do meritum: wybór „Męża i żony” Fredry warto podkreślić. Bo to Fredro Jandy – a to już właściwie termin specjalny. Janda dba o to, by hrabia był w jej firmie obecny. „Pana Jowialskiego” w reżyserii Anny Polony i Józefa Opalskiego oglądaliśmy w 2010 roku, a „Zemstę” w reżyserii Waldemara Śmigasiewicza trzy lata później. W tym pierwszym tytule Janda grała Szambelanową, w drugim zaś nie występowała, jednak przede wszystkim liczy się to, że w ogóle stara się dbać o tego autora jako szefowa sceny. Poza tym w „Ślubach panieńskich” (reż. Jan Świderski) jako Aniela w Teatrze Ateneum praktycznie debiutowała w roku 1976. No i w końcu fakt dla dzisiejszej sprawy najważniejszy: grała w „Mężu i żonie” Elwirę u boku Janusza Gajosa w stołecznym Powszechnym niemal trzydzieści lat temu (reż. Krzysztof Zaleski).

Moroz: Jednym słowem naszego klasyka komedii zna jak dziś rzadko który z teatralnych twórców. Pytanie tylko, czy ma to znaczenie dla tej realizacji. Można tylko powiedzieć, że to atrakcyjny wybór repertuarowy.

Skrzydelski: I dalej już, panie redaktorze, zaczynają się schody.

Moroz: I następuje lekkie zdziwienie.

Skrzydelski: Odniosłem wrażenie, że Janda paradoksalnie zdradza Fredrę. Wystawia go, lecz nie traktuje poważnie. Tak, jakby chciała dać do zrozumienia, że dylematy tych bohaterów są nieaktualne. Że obcujemy ze światem przebrzmiałych form i obyczajów. A sztukę oglądamy po to, by ciepło się z nich ponaśmiewać. Stąd częste puszczanie oka do widowni, sugerujące, że przecież tylko się bawimy, i to ma być jednocześnie przyczyna i cel tego wieczoru. Wymownie potwierdza to zakończenie spektaklu, w którym Janda wyraźnie zaznacza ramy tej zabawy. Jednak bardzo doceniam robotę aktorską, szczególnie Małgorzaty Kożuchowskiej (Elwira) i Marcina Hycnara (Wacław). Ciut mniej Marii Dębskiej (Justysia), Jędrzeja Hycnara (Alfred) i Tomasza Drabka (Kamerdyner).

Moroz: Jesteś zbyt łaskawy. Szlachetne to spojrzenie, ale niecelne. Otóż jestem przekonany, że Krystyna Janda uważa raczej tekst Fredry za aktualny. W sam raz na dzisiejsze czasy. Rzecz dotyczy w końcu kryzysu instytucji małżeństwa. To świat nieustannych zdrad, łatwych romansów i lekceważenia wierności. I właśnie dlatego Janda nie daje wiary umoralniającemu finałowi. Odwraca go do góry nogami, by powiedzieć nam, że nikt już nie liczy się z wartością małżeństwa. Dlatego morał byłby niewskazany.

Skrzydelski: Obojętnie jednak, który z nas ma w tym sporze rację, istotne jest, że to się Jandzie nie udało. Choć może ja jestem bardziej pobłażliwy, bo zawsze zwracam oddzielną uwagę na aktorów. Ci starają się dać z siebie wszystko. A mamy tu ekipę znakomitą. Po pierwsze, Małgorzata Kożuchowska. Gra zgodnie z tradycją odczytań tej postaci: pretensjonalną, zaczytaną w melodramatach żonę, która w życiu chciałaby naśladować książkowe romanse. I dlatego, a także z powodu zaniedbania przez męża, wplątuje się w relację z jego przyjacielem. Aktorka wypada świetnie, to znaczy, jest to bardzo efektowne – to chyba najtrafniejsze określenie. Widać, że sama forma gatunku stanowi dla Kożuchowskiej meritum, i to w jakimś stopniu zasługa nauk choćby Jerzego Jarockiego. Przy pozorach prostoty to poza tym rola naprawdę złożona. Trzeba zagrać tę podwójność: szczere zaangażowanie połączone z naśladowaniem książkowych wzorów. Równie wysoko oceniam Marcina Hycnara, także z racji jego szacunku dla formy, ale też z racji jego wspaniałego wyczucia żartu sytuacyjnego.

fot. Robert Jaworski / mat. teatru

Moroz: Tu mój sprzeciw. Kożuchowska robi to nazbyt wprost, na każdym kroku zaznaczając, że gra kobietę pretensjonalną. Zagrywa się w tym, nie zauważając, jak bardzo jej rola oparta jest na jednej tylko nucie…

Skrzydelski: …Tak, tu tracę argumenty. Za dużo w tym wciąż tej samej tonacji. Wygląda to trochę tak, jakby nawet w ostatnich scenach żadna z postaci nie była w stanie wyciągnąć jakichkolwiek wniosków. Ale to przewina reżyserska.

Moroz: Znacznie bardziej trafia mi do przekonania Marcin Hycnar. Zgadzam się, jest klasycznym oszukanym oszustem. Rogaczem, który sam pozostaje niewierny. Pchają go do tego próżność, rodzaj głupoty i duży temperament. I wszystko to natychmiast u Hycnara widać. Nie poradził sobie z kolei brat Marcina Hycnara, Jędrzej. Jest w nim coś wyblakłego. Brakuje mu emocji i siły wyrazu.

Skrzydelski: Jędrzej jest prawie tak samo dobry jak Marcin. To po prostu inna koncepcja postaci. Alfred to kawaler, człowiek młodszy, bardziej także podatny na miejskie mody. Trochę fircyk. Trudno, by powtarzał sarmacką krewkość, wpisaną w postać Wacława. Razem tworzą całkiem udany kontrast.

fot. Robert Jaworski

Moroz: Jeśli o duetach i kontrastach mowa, to przyjrzyjmy się jeszcze Marii Dębskiej. W tekście Fredry Justysia jest przeciwstawiona swojej pani, Elwirze. Szlachcianka buja w obłokach, co chwila egzaltuje się i wzrusza bez przyczyny. Justysia z kolei twardo stąpa po ziemi, ze znawstwem i sprytem nawigując pomiędzy zagrożeniami, na jakie naraża ją wikłanie się w romanse. Zawsze trzeźwo myśli przy tym o własnym interesie. Nie daje zbyt łatwo ponosić się emocjom, choć wobec mężczyzn skłonna jest odgrywać niczego nieświadomą młódkę. Fredro wyraźnie czerpie ze wzorca obrotnej służki, sięgającej w tradycji teatralnej antyku i obecnej w commedii dell’arte oraz u Szekspira. Dębska wyczuwa ten typ.

Skrzydelski: Jest jeszcze Tomasz Drabek. To rola maleńka, lecz i charakterystyczna. Lokaj jest wciąż pijany albo zbyt ospały, żeby dostrzec uczuciowe burze, jakie dzieją się tuż pod jego nosem. Ta nieobecna obecność wywołuje niewymuszony śmiech. No i udowadnia – według Jandy – że dziś zdrada nawet w minimalnym stopniu nie może być skandalem.

Moroz: Ale to tylko tanie gagi rodem z podrzędnej farsy. Bo – niestety – w wielu momentach do tego właśnie w Polonii sprowadzono tę arcykomedię.

Skrzydelski: Rzeczywiście farsowość niektórych scen razi. Weźmy ciągłe nadużywanie przez aktorów przedniojęzykowo-zębowego „ł”, znanego z wzorca dawnej, zwłaszcza kresowej, polszczyzny. Czy tylko tyle zostało z tradycji Fredrowskiej? To pełne namaszczenia „ł”, z którego dworują sobie aktorzy wespół z publicznością? A przecież w 1999 r. Grzegorz Jarzyna w Rozmaitościach potrafił wystawić „Magnetyzm serca” ambitnie, wnikliwie, ale i w sposób żywotny przekładając go na współczesność. Dla mnie to było jedno z ważniejszych przeżyć w teatrze i pokaz tego, jak ożywić z pozoru przebrzmiałą tradycję. Krystyna Janda zdaje się w ogóle nie walczyć o taką stawkę. Szkoda. Poza tym przecież można też zaryzykować i wystawić „Męża i żonę” zupełnie wbrew wszystkim i wszystkiemu. Choćby przyciemniając barwy i unaoczniając – nawet na wyrost – że komedia ta nosi w sobie ładunek niepokojący i brutalny. Dlaczego nie? Czy to nie opłaca się bardziej niż oczywista oczywistość po raz enty?

Moroz: Do porażki przyczynia się jeszcze kilka elementów. Tę wierszowaną frazę podaje się w Polonii, generalnie, zbyt szybko. Często brzmi to prawie jak wystrzał serii z karabinu. Aktorzy, może poza Dębską i Marcinem Hycnarem, nie pozwalają słowom wybrzmieć i nabrać znaczenia. To męczące. No i scenografia. Jej zgaszone kolory, beże, kremowe biele i szarości nie skłaniają do wejścia w ten świat. Umowność wystroju ma w sobie też coś klaustrofobicznego. Zamiast otwierać akcję, zamyka ją.

Skrzydelski: Za kostiumy, odtwarzające te z epoki, wzięła się sama Dorota Roqueplo, mistrzyni w swoim fachu. Ale i epoka nie wystarcza. Pamiętam zresztą „Męża i żonę” z warszawskiego Teatru Polskiego sprzed pięciu lat (reż. Jarosław Kilian). Tam Fredrę przeniesiono do dwudziestolecia międzywojennego, a postacie były zdecydowanie odmłodzone, co dawało do myślenia, zwłaszcza że domyślaliśmy się, że chodzi o czas kilka chwil przed katastrofą. Co prawda Janda także stawia na młodość, ale zmienia to niewiele. No chyba, że znów wracamy do wątku, w którym istotą jest udowodnienie, że młodzi mają dzisiaj małżeństwo za nic. Zbyt to jednak łatwe.

Moroz: Równie przypadkowa i pretekstowa wydaje się muzyka. Cóż z tego, że sekwencje otwiera i zamyka zgrabnie wycięty cytat z Moniuszki? Z czym poza ornamentem mamy tu do czynienia?

Skrzydelski: Korci mnie, by na koniec raz jeszcze przywołać Gogolowski „Ożenek” w reżyserii Janusza Gajosa. Nie tylko dyrektorski patronat Jandy łączy te dwie premiery. Także małżeństwo w obu znajduje się w centrum uwagi.

Moroz: Pod adresem Gajosa również zgłaszaliśmy zastrzeżenia...

Skrzydelski: Tak, a jednak to właśnie „Ożenek” z Och-Teatru wydaje się w tym porównaniu zwycięzcą. Gajos, owszem, uprościł Gogola, ale i tchnął w niego trochę życia. Nie da się tego powiedzieć o „Mężu i żonie” z Polonii. To nieco zaskakujące.

Moroz: Przyklaskuję twym słowom. A nawet mogę wstać, by oddać im sprawiedliwość. Standing ovation to u Jandy oczywista oczywistość każdego wieczora.

Skrzydelski: 2 / 6; Moroz: 2 - / 6

Aleksander Fredro

„Mąż i żona”

reż.: Krystyna Janda

scenografia: Natalia Kitamikado

kostiumy: Dorota Roqueplo

Teatr Polonia (Duża scena)

premiera: 7 maja 2022 r.


Poprzednie rozmowy Skrzydelskiego i Moroza:

„Między ziemią a niebem”. Rozmowa o „Matce Joannie od Aniołów”, reż. Wojciech Faruga, Teatr Narodowy

„Gombro na oparach”. Rozmowa o „Ślubie”, reż. Radosław Rychcik, Teatr Zagłębia

„Bandaż na krwawiące serce”. Rozmowa o „Lazarusie”, reż. Jan Klata, Teatr Capitol we Wrocławiu

„Wszystko, czego dziś chcesz”. Rozmowa o „Oszustach”, reż. Jan Englert, Och-Teatr

„Ćwiczenia z nienawiści”. Rozmowa o „Sonacie jesiennej”, reż. Grzegorz Wiśniewski, Teatr Narodowy

„Czas kochania, czas umierania”. Rozmowa o „Trzech wysokich kobietach”, reż. Maksymilian Rogacki, Teatr Polski w Warszawie

„Wuefiści kontra literaci”. Rozmowa o „Końcu z Eddym”, reż. Anna Smolar, Teatr Studio

„Walka postu z karnawałem”, rozmowa o „Czerwonych nosach”, reż. Jan Klata, Teatr Nowy w Poznaniu

„Czyja to właściwie kwestia?”, rozmowa o „M. G.”, reż. Monika Strzępka, Teatr Polski w Warszawie

„Rozpacz i zmierzch”, rozmowa o „Trzech siostrach”, reż. Jan Englert, Teatr Narodowy

„Ocalony?”. Rozmowa o „Powrocie do Reims”, reż. Katarzyna Kalwat, Nowy Teatr w Warszawie

„Wojna to ich największa rozkosz”, rozmowa o „Lilli Wenedzie”, reż. Grzegorz Wiśniewski, Teatr Wybrzeże

„Jarzyna 2020/2021 – zestaw do wyświetlania”, rozmowa o „2020: Burzy”, reż. Grzegorz Jarzyna, TR Warszawa

„Teatr wtrąca się w turystykę”, rozmowa o „Biegunach”, reż. Michał Zadara, Teatr Powszechny w Warszawie 

„Strefa zgniotu”, rozmowa o „Kraszu”, reż. Natalia Korczakowska, Teatr Studio

„Oldschool dla oldboyów”, rozmowa o „Fataliście”, reż. Wojciech Urbański, Teatr Dramatyczny w Warszawie

„Kilka ciepłych chwil”, rozmowa o „Minettim”, reż. Andrzej Domalik, Teatr Polonia

„Majestat na manowcach”, rozmowa o „Królu Learze”, reż. Wawrzyniec Kostrzewski, Teatr Dramatyczny w Warszawie

„Tuląc nieobecnych”, rozmowa o „Odysei. Historii dla Hollywoodu”, reż. Krzysztof Warlikowski, Nowy Teatr w Warszawie

„Eseje znad Styksu”, rozmowa o „3SIOSTRACH”, Reż. Luk Perceval, TR Warszawa, Narodowy Stary Teatr

„Ziemio, przebacz”, rozmowa o „Pikniku pod Wiszącą Skałą”, reż. Lena Frankiewicz, Teatr Narodowy

„Rewolta w podrygach”, rozmowa o „Biesach”, reż. Paweł Miśkiewicz, Narodowy Stary Teatr

Polska plaża". Rozmowa o „Don Juanie”, reż. Mikołaj Grabowski, Teatr Ateneum

„Babski stan”, rozmowa o „Uszedłem tylko ja sam”, reż. Agnieszka Glińska, Teatr Dramatyczny w Warszawie

„Falowanie i spadanie”. Rozmowa podsumowująca sezon 2020/2021

„Prawdziwe kłamstwa”, rozmowa o „Balkonie”, reż. Jan Klata, Teatr Wybrzeże

„Spokojnie, to tylko początek sezonu”, rozmowa o „Jak wam się podoba”, reż. Krzysztof Rekowski, Teatr Jaracza w Olsztynie

„Wirówka z toksynami”, rozmowa o „Tramwaju zwanym pożądaniem”, reż. Małgorzata Bogajewska, Teatr Ochoty

„Wtopa w ciemnościach”, rozmowa o „Życie jest snem”, reż. Paweł Świątek, Teatr Imka

„Rach-ciach”, rozmowa o „Inteligentach”, reż. Wojciech Malajkat, Scena Mała Warszawa

„Dzielenie przez zero”, rozmowa o „Krumie”, reż. Małgorzata Warsicka, Teatr Polski w Bielsku-Białej

„Ente piętro świadomości”, rozmowa o „Twarzą w twarz”, reż. Maja Kleczewska, Teatr Powszechny w Warszawie i Teatr Polski w Bydgoszczy

„Poszaleć bez okazji”, rozmowa o „Don Kichocie”, reż. Igor Gorzkowski, Teatr Soho

„Poczciwa norma”, rozmowa o „Wachlarzu”, reż. Maciej Englert, Teatr Współczesny w Warszawie

„Nie zaznasz spokoju”, rozmowa o „Śniegu”, reż. Bartosz Szydłowski, Teatr Łaźnia Nowa, Studio, Śląski, Szekspirowski

„Chichot zza winkla”, rozmowa o „Zamku”, reż. Paweł Miśkiewicz, Teatr Narodowy

„Dziecko z kąpielą”, rozmowa o „Pułapce”, reż. Wojciech Urbański, Teatr Dramatyczny w Warszawie

„Przecena dla bystrych”, rozmowa o „Dziadach”, reż. Maja Kleczewska, Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

„Świat jako kłębek nerwów”, rozmowa o „Wiśniowym sadzie”, reż. Krystyna Janda, Teatr Polski w Warszawie

„Ludzie, którzy jątrzą”, rozmowa o „Młodziku”, reż. Igor Gorzkowski, Teatr Ochoty

„Kisiel w miodzie cukrem doprawiony”, rozmowa o „Wieczorze Trzech Króli”, reż. Piotr Cieplak, Teatr Narodowy 

„Spopieleni”, rozmowa o „Rewizorze”, reż. Jurij Murawicki, Teatr Dramatyczny w Warszawie

„Opowieści z meblościanki”, rozmowa o „Bowiem w Warszawie”, reż. Marcin Liber, Teatr Studio

„Ponad wszelką wątpliwość”, rozmowa o „Kto chce być Żydem?”, reż. Wojciech Malajkat, Teatr Współczesny w Warszawie

„Oświeć mnie, oświeć”, rozmowa o „Wyszedł z domu”, reż. Marek Fiedor, Wrocławski Teatr Współczesny

„Teatr jest tylko formą (miłości)”, rozmowa o „Przybyszu”, reż. Wojciech Kościelniak, Teatr Rampa

„Głos sponad”, rozmowa o „Don Juanie”, reż. Piotr Kurzawa, Teatr Polski w Warszawie

„Namiastka życia, przedsionek śmierci”, rozmowa o „Judaszu”, reż. Adam Sajnuk, Teatr WARSawy

„Żegnajcie, bogowie”, rozmowa o „Sztuce intonacji”, reż. Anna Wieczur, Teatr Dramatyczny w Warszawie

„Zagraj to jeszcze raz, wolniej”, rozmowa o „Don Juanie”, reż. Radosław Rychcik, Teatr Nowy w Łodzi

„Snuj się, snując”, rozmowa o „Mieszkaniu na Uranie”, reż. Michał Borczuch, Nowy Teatr w Warszawie

„Przeklęte rzemiosło”, rozmowa o „Baronie Münchhausenie dla dorosłych”, reż. Maciej Wojtyszko, Teatr Narodowy

„Na koniec i tak zostajemy sami”, rozmowa o „Filoktecie ex machina”, reż. Agata Koszulińska, Teatr Powszechny w Warszawie

„Siódmy stopień oddalenia”, rozmowa o „Wiśniowym sadzie”, reż. Małgorzata Warsicka, Teatr Jaracza w Łodzi

„Podług zasług”, rozmowa o „Byku”, reż. Robert Talarczyk, Szczepan Twardoch, Teatr Studio, Łaźnia Nowa, Śląski, Instytut Grotowskiego

Trud pokrzepiania”, rozmowa o „Historyji o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim”, reż. Jarosław Gajewski, Teatr Osterwy w Lublinie

„Koniec i początek”, rozmowa o „Mama zawsze wraca”, reż. Marek Kalita, Muzeum Polin

„Nagość króla”, rozmowa o „Imagine”, reż. Krystian Lupa, Teatr Powszechny w Warszawie i Teatr Powszechny w Łodzi

„Bezpieczny wirus”, rozmowa o „Ożenku”, reż. Janusz Gajos, Och-Teatr

Źródło:

Materiał własny