04.06.2021, 20:31 Wersja do druku

Majestat na manowcach

O „Królu Learze”, premierze warszawskiego Teatru Dramatycznego w reżyserii Wawrzyńca Kostrzewskiego, rozmawiają Jakub Moroz i Przemysław Skrzydelski



Skrzydelski: Dziś zacznę od skromnego oświadczenia: jak tak dalej pójdzie, moja wiara w teatr – już teraz słaba niczym listek na wietrze – zleje się z nicością. Pozostanę obojętny na wszystko, taki nieobecny widz. I może też pora z przekonaniem powtórzyć słowa Koriolana o tym, że „jest świat gdzie indziej”? Zaczynam być zdania, że to poza sceną odsłaniają się przed nami rzeczy ciekawsze, którym warto poświęcać czas.

Moroz: Piękną poezję tworzysz, tym bardziej że rozmawiamy o Szekspirze. Ale ja nie jestem pesymistą. Wspomniałeś „Koriolana”, ale kilka dni temu obejrzeliśmy jednak „Króla Leara”, czyli dramat, wobec którego nie da się nie zająć stanowiska.

Skrzydelski: Jednak to „Lear” bardzo specyficzny.

Moroz: Bazujący na odważnej decyzji obsadowej.

Skrzydelski: Odwaga przede wszystkim...

Moroz: Oraz tolerancja. Szczególnie w dzisiejszych czasach!

Skrzydelski: Ale nie przejmuj się. Powtarzam przecież: „Jest świat gdzie indziej”.

Moroz: A więc – odważna decyzja. Halina Łabonarska w roli tytułowej.

Skrzydelski: Znakomita aktorka. Mówię to, żeby nie było, że nie doceniam. Teraz żarty na bok: jedna z najznakomitszych nawet.

Moroz: I może właśnie dlatego jest w stanie podjąć takie ryzyko. To pewnie także kwestia silnej osobowości.

Skrzydelski: Jest coś na rzeczy, ale liczy się rezultat. I teraz pojawia się podstawowe pytanie, które chciałbym ci zadać. Dlaczego, lecz przede wszystkim po co Halina Łabonarska ma być Learem?

Moroz: Rzecz jakoś zostaje wytłumaczona przez reżysera Wawrzyńca Kostrzewskiego w programie do przedstawienia.

Skrzydelski: Uwielbiam programy do przedstawień. Wyjaśnić w nich można wszystko. A już szczególnie to, czego później na scenie nie dojrzysz nawet z lupą. Lupą pisaną małą literą.

Moroz: Kostrzewski ukazuje Leara jako postać niepełną, niereprezentującą ani męskości, ani kobiecości.

fot. Krzysztof Bieliński / mat. teatru

Skrzydelski: Już się gubię.

Jak Lear może być postacią niepełną, bez doświadczenia męskiego, ojcowskiego, politycznego?

Proszę się gęsto tłumaczyć.

Moroz: Tak, w jakimś sensie chodzi o postać niepełną, ale nie ma w tym pomylenia interpretacji, bo niegdyś nawet Mircea Eliade w rozważaniach o rozmaitych mitach i ich symbolice pisał, że osobowość wyróżniająca się cechami i męskimi, i kobiecymi może być pełniejsza, ciekawsza. Natomiast osobowość, która nie jest ani mężczyzną, ani kobietą, staje się kaleka, ułomna. Kostrzewski idzie w tę stronę.

Skrzydelski: To jest odlot, kosmos! Na pewno w przypadku tej tragedii Szekspira taka elastyczna hermeneutyka sprowadza na manowce.

Moroz: Od razu ci przyznam, że też czuję, że to zostało nieco doklejone, że Kostrzewski krąży nad tematem, ale do końca nie potrafi się określić.

Skrzydelski: Halina Łabonarska gra mężczyznę, to nie ulega wątpliwości od pierwszych chwil. Co więcej, to dobrze, że gra mężczyznę, i to władczego, zdecydowanego, bo pierwsza część tej opowieści jedynie w ten sposób może zostać odczytana. Najpierw jest Lear przekonany o tym, że czyni dobrze, że postępuje logicznie. Jego doświadczenie i majestat nie pozostawiają wątpliwości. Potem rozpoczyna się prawdziwa tragedia, rozpad osobowości i tracenie punktów odniesienia. Tym bardziej to dojmujące, że odbywa się w kontekście rodzinnym.

Moroz: Masz rację. 

Ale starzec pozbawiony czci nie jest już ani mężczyzną, ani kobietą. Jest człowiekiem.

Skrzydelski: W szerokim sensie można tak powiedzieć, bo to nas kieruje na trop humanistyczny, jednak dotyczy to już Leara, który poznaje prawdę, i okazuje się, że doświadczenie, które nagle staje się jego udziałem, jest nieporównywalnie większe niż to, które zdobył przez całe dekady. Na tym polega szaleństwo Leara: nikt na Ziemi nie ma sił, aby znieść tak wiele.

Moroz: I Łabonarska to pokazuje.

Skrzydelski: Naprawdę? Chyba dopiero wtedy, gdy przemienia się w wędrowca w łachmanach. Wówczas pojawia się refleksja. Zresztą jest w tym spektaklu jeden dłuższy moment, który zapamiętam: to rozmowa między Learem a oślepionym Gloucesterem (Mariusz Wojciechowski). W skupieniu, na krawędzi sceny, dwóch nieszczęśników dzieli się goryczą poznania bezlitosnych reguł rządzących ludźmi. Ale Halina Łabonarska wcześniej udaje mężczyznę, nic więcej. Chce być zasadnicza, nawet stara się za wszelką cenę kroczyć jak mąż stanu, wydawać rozkazy. W takim razie po co? Widać przecież, że powinien to grać aktor. Adama Ferencego nie ma w zespole Teatru Dramatycznego?

Moroz: Tak, Ferency mógłby to zagrać. Z pewnością w Dramatycznym jest kłopot, bo poza kilkoma nazwiskami to niestety nie jest zbyt mocna drużyna.

Skrzydelski: Rozumiem, że to pięćdziesięciolecie pracy świetnej aktorki i była potrzeba celebry, ale czy nie można było wybrać racjonalnego rozwiązania? Choćby roli Winnie w „Szczęśliwych dniach” Becketta? Rzucam tylko przykład. No dobrze, ale broń propozycji Kostrzewskiego, oddaję ci głos.

Moroz: W wielu fragmentach Łabonarska jednak mnie przekonała. Absolutnie nie tylko w późniejszych odsłonach upadku Leara. Przede wszystkim wyczuwam w tej aktorce trudno dającą się zignorować siłę intelektualną, powagę, decorum. Te wartości w dużej mierze determinują jej sposób wypowiadania tekstu. Trafiło to do mnie. Jej słowa docierały do mnie bezpośrednio, powiedziałbym: prostą drogą. Jasne i przejrzyste. Co więcej, jest w tej roli ukochana przeze mnie dyscyplina.

Skrzydelski: Według mnie słowa aktorki są trochę wymuszone, sztuczne. Jakby Halina Łabonarska w głębi duszy mówiła sobie: muszę sprostać tonacji Szekspira. Ale to nie wystarcza. Zresztą powiem ci szczerze: niemal wszystko w tym przedstawieniu to taki ogólny rejestr szekspirowski. Z jego pomocą da się pokazać i „Leara”, i „Hamleta”, i „Otella” – i tak dalej, i tak dalej. Scenografia to udowadnia. Mroczne ściany zamkowych komnat, wysokie schody w dalszym planie. Każdy to już zna.

Moroz: Przesada z twojej strony!

Skrzydelski: Teatr dzieli rodaków, niczym polityka. No proszę! I to rodaków tolerancyjnych.

fot. fot. Krzysztof Bieliński / mat. teatru

Moroz: Jeśli już mówisz o przestrzeni, to jest ona uniwersalna. Po prostu. To Peter Brook radził reżyserom: nie definiuj niczego od razu, zobacz, dokąd dramat cię zaprowadzi, i wypełnij pustkę sensami.

Skrzydelski: To prawda, ale Brookowi chodziło o to, by aktorzy i sam reżyser nie znaleźli się w ustalonej scenografii, zanim tak naprawdę praca nad spektaklem ruszy. Natomiast scenografia Martyny Kander po trosze nadaje się do każdej tragedii Szekspira.

Moroz: I przez to pozwala mi skupić się na słowie, na relacjach.

Skrzydelski: To ja bym już wolał pustą przestrzeń.

Moroz: Co kto woli.

Skrzydelski: A Kordelia (Agata Różycka) pojawiająca się również jako Błazen? Ile razy można to interpretować w ten sposób?

Moroz: Tyle razy, ile pozostaje to logiczne.

Skrzydelski: Piękna odpowiedź. Zapewne to, że w finale na scenę spadają z hukiem worki z trupami, co w dużym stopniu zostało zapożyczone z „Makbeta” (2004) w reżyserii Andrzeja Wajdy, także daje się tak objaśnić. Z tym że to podkreśla bezradność Wawrzyńca Kostrzewskiego. Po raz pierwszy chyba tak widoczną. Niezwykle doceniam jego wczesne realizacje, również sprzed kilku lat ze scen Dramatycznego, np. „Wszystkich moich synów” (2014) Arthura Millera, skądinąd z Adamem Ferencym w roli głównej, z którym Kostrzewski nieraz wspaniale się dogadywał. Bardzo doceniam też Kostrzewskiego jako reżysera w teatrze telewizyjnym. Na „Leara” chyba jednak za wcześnie. To przeważnie musi się wiązać z dłuższą teatralną drogą.

Moroz: Kostrzewski nie redukuje tekstu – to istota. A poza tym udaje mu się powołać do życia wielowymiarową fikcję, poza określonym czasem i miejscem.

Skrzydelski: Kilkukrotnie w ostatnich latach na dużej scenie Dramatycznego próbowano wyczarować świat Szekspira i za każdym razem kończyło się to podobnie. Jakby ktoś nakazał reżyserom odrobić zadanie. Wspominałem o tym przy okazji jednej z naszych rozmów.

Moroz: Ale ten „Lear” nie jest muzealny. Nośnikiem mimo wszystko pozostaje tu poetyckie słowo. I ono wybrzmiewa nowocześnie, przekonywająco.

Skrzydelski: Mogę być jeszcze złośliwy? Nośnikiem jest jeszcze ilustracyjna muzyka, trochę jak z taniego kryminału emitowanego późno w nocy. W scenie oślepienia Gloucestera staje się to nie do wytrzymania, jakby informowano nas: uwaga, zbliża się czyn okrutny, proszę się przygotować! No i te czerwono-fioletowe, a chwilami i różowe, zalewające światło, bo przecież to historia krwawa.

Moroz: To jest Szekspir – intryga i mord. Czepiasz się wszystkiego.

Skrzydelski: Czarny mrok ciemnej zbrodni. I te groźnie patrzące twarze wyświetlane z rzutnika…

Moroz: To brutalna tragedia. Co do twarzy w ujęciu quasi-cyfrowym – też mi to przeszkadzało.

Skrzydelski: Ale wracając do planu ogólnego tego spektaklu: nadal nie wiem, o czym to jest.

Moroz: O upadku człowieka, również współczesnego. Zresztą jeszcze nie powiedzieliśmy o tym, że Kostrzewski właściwie wszystkich na scenie traktuje z czułością. To refleksja nad miałkością świata, w którym nieubłagane reguły się nie zmienią.

Skrzydelski: Pan wypracowanie pisze? Trochę takie licealne…

Moroz: Niech każdy zobaczy i sam oceni.

Skrzydelski: Proszę bardzo.

Moroz: Jak widać, wolałbyś Leara jako papieża.

Skrzydelski: O tak, oczywiście. Niegdyś takiego ujrzałem. I było jeszcze gorzej.

Moroz: Tracisz wiarę w teatr, to na pewno.

Skrzydelski: Nie tracę jednak wiary w rozmowę, choć nie wiem, jak to będzie dalej w naszym przypadku. Pierwszy raz nie potrafimy w negocjacjach wyciągnąć średniej oceny i dlatego dajemy oddzielne noty.

Moroz: Spór narasta, teatr realnie dzieli Polaków.

Skrzydelski: Czy uda nam się zasypać te, jak to mówią niektórzy, podziały nie do zasypania?


Ocena:

Moroz – 4 - / 6

Skrzydelski – 1,5 / 6

fot. Weronika Łucjan-Grabowska


William Szekspir

„Król Lear”

przekład: Piotr Kamiński

reż.: Wawrzyniec Kostrzewski

scenografia: Martyna Kander

muzyka: Piotr Łabonarski

reżyseria świateł: Paulina Góral

Teatr Dramatyczny (Scena im. Gustawa Holoubka)

premiera: 29 maja 2021 r.

Poprzednie rozmowy Skrzydelskiego i Moroza: 

„Między ziemią a niebem”. Rozmowa o „Matce Joannie od Aniołów”, reż. Wojciech Faruga, Teatr Narodowy

„Gombro na oparach”. Rozmowa o „Ślubie”, reż. Radosław Rychcik, Teatr Zagłębia

„Bandaż na krwawiące serce”. Rozmowa o „Lazarusie”, reż. Jan Klata, Teatr Capitol we Wrocławiu

„Wszystko, czego dziś chcesz”. Rozmowa o „Oszustach”, reż. Jan Englert, Och-Teatr

„Ćwiczenia z nienawiści”. Rozmowa o „Sonacie jesiennej”, reż. Grzegorz Wiśniewski, Teatr Narodowy

„Czas kochania, czas umierania”. Rozmowa o „Trzech wysokich kobietach”, reż. Maksymilian Rogacki, Teatr Polski w Warszawie

„Wuefiści kontra literaci”. Rozmowa o „Końcu z Eddym”, reż. Anna Smolar, Teatr Studio

„Walka postu z karnawałem”, rozmowa o „Czerwonych nosach”, reż. Jan Klata, Teatr Nowy w Poznaniu

„Czyja to właściwie kwestia?”, rozmowa o „M. G.”, reż. Monika Strzępka, Teatr Polski w Warszawie

„Rozpacz i zmierzch”, rozmowa o „Trzech siostrach”, reż. Jan Englert, Teatr Narodowy

„Ocalony?”. Rozmowa o „Powrocie do Reims”, reż. Katarzyna Kalwat, Nowy Teatr w Warszawie

„Wojna to ich największa rozkosz”, rozmowa o „Lilli Wenedzie”, reż. Grzegorz Wiśniewski, Teatr Wybrzeże

„Jarzyna 2020/2021 – zestaw do wyświetlania”, rozmowa o „2020: Burzy”, reż. Grzegorz Jarzyna, TR Warszawa

„Teatr wtrąca się w turystykę”, rozmowa o „Biegunach”, reż. Michał Zadara, Teatr Powszechny w Warszawie

„Strefa zgniotu”, rozmowa o „Kraszu”, reż. Natalia Korczakowska, Teatr Studio

„Oldschool dla oldboyów”, rozmowa o „Fataliście”, reż. Wojciech Urbański, Teatr Dramatyczny w Warszawie

„Kilka ciepłych chwil”, rozmowa o „Minettim”, reż. Andrzej Domalik, Teatr Polonia

Źródło:

Materiał własny