EN
14.05.2022, 08:45 Wersja do druku

Paweł Palcat: "Sytuacja, gdy zwierzę jest oczami aktora, jest w teatrze nowa"

Najtrudniejsza była konieczność pogodzenia tego, by konstruując spektakl, który powinien mieć swoją dramaturgię i fabułę, jednocześnie zachować pełen szacunek dla dobrostanu zwierzęcia - z Pawłem Palcatem, reżyserem spektaklu spektakl "Mój niepokój jest Twoim niepokojem", rozmawia Katarzyna Mikołajewska w „Gazecie Wyborczej - Wrocław”.

W najbliższą niedzielę (15 maja) w ostatnim dniu 7. Międzynarodowego Festiwalu Poezji Silesius w klubie Proza zaprezentowany zostanie spektakl "Mój niepokój jest Twoim niepokojem". To duodram Pawła Palcata na motywach "Burzy" Williama Szekspira.

W spektaklu aktor, będąc jednocześnie reżyserem, występuje ze swoim psem, suczką Manią. Wykorzystując szekspirowski dramat, w eksperymentalny sposób bada relację człowiek-zwierzę. Palcat inspirował się także doświadczeniem Veronique Le Guen, która spędziła 111 dni w jaskini, odcięta od świata. O miejscu nadwrażliwców w dzisiejszym świecie artysta opowiada z perspektywy więzi łączącej go z Manią oraz dynamiki, jaka towarzyszy temu szczególnemu rodzajowi relacji - w życiu oraz na scenie.

Rozmowa z Pawłem Palcatem, reżyserem spektaklu "Mój niepokój jest Twoim niepokojem"
Katarzyna Mikołajewska: Nie mogę rozpocząć od innego pytania, ponieważ pomysł na spektakl "Mój niepokój jest Twoim niepokojem" jest tak oryginalny, że muszę zapytać. Skąd pomysł na ten spektakl? Wiadomo już, że sama koncepcja się sprawdziła, bo dostaliście w ubiegłym roku wyróżnienie na Festiwalu Szekspirowskim, ale jak doszło do tego, że w spektakl postanowił pan zaangażować swojego psa - Manię?
Paweł Palcat: Sam temat chodził mi po głowie od 2 lub 3 lat, natomiast forma i zaproszenie mojego psa do tego projektu to pomysł, który narodził się jakieś półtora roku temu. Historia opowiadana przez nas z inspiracji "Burzą" Szekspira wynika z obserwacji tego, co się dzieje z ludźmi, którzy zawodowo zajmują się sztuką. A sama forma spektaklu zrodziła się dużo później i wyniknęła po prostu z faktu, że mam takiego, a nie innego psa, i pomyślałem, że to może być w jakiś sposób zaskakujące. Nie chcę stosować słowa "użycie" zwierzęcia w spektaklu, bo Mania na scenie po prostu jest, ale też jest równoprawną postacią w tym przedstawieniu, a na tym mi bardzo zależało.
Co było najtrudniejsze w pracy nad tym spektaklem, biorąc pod uwagę jego specyficzny walor, czyli obecność psa na scenie?

- Najtrudniejsza była konieczność pogodzenia tego, by konstruując spektakl, który powinien mieć swoją dramaturgię i fabułę, jednocześnie zachować pełen szacunek dla dobrostanu zwierzęcia. Tak aby to nie był pies przebrany w kostium i tańczący na linie, bo to zupełnie nie o to chodzi. Ten spektakl powstał w duchu ekokrytyki. Temat jest już zgłębiany w literaturze, natomiast w teatrze jeszcze jest w tym aspekcie dużo do przepracowania.

Wiemy, że nie jest to spektakl, w którym piesek wykonuje sztuczki, ale czy w jakiś sposób rola Mani jest reżyserowana?

- Ja z Manią od początku, gdy do mnie trafiła, chodzę do szkół, jeżdżę na obozy. Nie po to, by mieć świetnie wyszkolonego psa, ale z chęci dowiedzenia się, co u niej słychać. Chciałem nauczyć się odczytywać sygnały, które zwierzę mi wysyła. Nasza wspólna nauka stworzyła zupełnie niesamowitą więź między nami, która wydała mi się na tyle atrakcyjna, żeby ją pokazać na scenie.

Trudno mówić, czy to jest reżyserowalne - w jakimś stopniu oczywiście tak, ponieważ ona ufa mi na tyle, że zrobi dla mnie wszystko. To nie jest tresura cyrkowa, natomiast pies po prostu wie, odczytuje moje znaki... Nie ukrywam, że miałem taki przebieg, podczas którego mocno się spiąłem, a wtedy ona od razu to wyczuła i odmówiła współpracy. Z tego punktu widzenia, właśnie aktorskiego, to jest zupełnie nowe doświadczenie, bo ja zupełnie nie wiem, jaki będzie spektakl. Za każdym razem muszę pogodzić się z tym, że nie jestem w stanie przewidzieć efektu końcowego. Oczywiście szkielet przedstawienia jakiś jest, ale może się zdarzyć, że pies będzie w gorszej kondycji albo przyjdzie na spektakl ktoś, kto wybitnie ją zainteresuje, i będzie miała w nosie wszystko to, co się dzieje na scenie. To jest wartość dodana, ale też pewne niebezpieczeństwo, że można położyć spektakl.

Dlatego to ja musiałem wykształcić w sobie luz i dopuścić do siebie taką możliwość, że coś pójdzie nie po mojej myśli, a to daje ogromną wolność na scenie. I z tego powodu spektakl nie ma stricte dramaturgii teatralnej, bo cały jego rytm poddany jest zwierzęciu i jego dobrostanowi. Stąd pewnie też ta nagroda w Gdańsku za "zaprzeczenie hegemonii człowieka na scenie i w świecie". To wszystko, co wydarzyło się w spektaklu "Mój niepokój jest Twoim niepokojem", odbywa się w totalnym poszanowaniu dla niej. Podczas przygotowań spektaklu prosiłem też nauczycieli ze szkoły, do której chodzimy, by przyszli i zobaczyli, czy to, co się dzieje na scenie, jest w porządku albo czy ona nie robi niczego wbrew sobie. Powiedzieli mi wtedy, że jest wprost przeciwnie, bo bywały momenty, kiedy Mania wykorzystywała tę moją czujność na jej dobre samopoczucie i potrafiła też mną sprytnie manipulować.
Wspomniał pan o luzie, którego Mania uczy podczas partnerowania na scenie, a czy jest coś jeszcze, czego jako aktor mógł się pan przy pracy nad tym spektaklem dowiedzieć o sobie i nauczyć?

- Na pewno nauczyła mnie pokory. Często jest tak, że w wolnych zawodach, jakim jest też aktorstwo, gdzieś się za bardzo zapędzamy, idąc pomimo i wbrew... na przekór wszystkim okolicznościom, które się wydarzają. Tymczasem zwierzę nie ma poczucia, że trzeba wywiązać się z jakiejś zawartej umowy albo że ludzie kupili bilety na spektakl i chcą go teraz obejrzeć. Nie ma też w sobie takiej odpowiedzialności, jaką ma artysta.

Nie ukrywam, że przez to praca z psem uczy ogromnej pokory, ale też - już tak stricte aktorsko - potężnej uważności. Ten spektakl przede wszystkim polega na tym, że ja patrzę na Manię, a ona patrzy na widza, czyli to ona jest oczami mojej postaci. Ten proces powstał trochę przypadkowo, ale wydaje mi się, że sytuacja, kiedy zwierzę jest oczami aktora, jest czymś nowym w teatrze. To by się oczywiście nie udało, gdyby zamiast mnie grał inny aktor albo zamiast Mani występował inny pies, ponieważ ja ją świetnie znam. Jest to pewnego rodzaju więź, która jest niereżyserowalna. Przypomina pracę z najlepszym partnerem, którego się świetnie zna, ale na którego trzeba zwracać specjalną uwagę. Na tyle mnie ten temat zaciekawił, że będzie przedmiotem mojej pracy doktorskiej.
Praca będzie dotyczyć tylko tego spektaklu czy planuje pan rozwijać podobne projekty?

- Ja w ogóle chcę pisać o zwierzętach w teatrze. Tych spektakli, również we Wrocławiu, było już sporo. Niestety również takich, które krzywdzą zwierzęta albo wykorzystują je w sposób kontrowersyjny. Podczas pracy nad spektaklem "Mój niepokój jest Twoim niepokojem" najbardziej zależało mi na tym, by Mania nie wyczuła ani sekundy sztuczności czy tremy. To jest kluczowe, bo tu nie można kłamać.

Z moim psem mamy taką relację, że ona szybciej niż ja zdążę zareagować, wie, że się na przykład zdenerwuję - na jakąś pierdołę, niedziałający laptop czy coś podobnego. Dlatego na scenie też nie mogę pozwolić sobie na sekundę bycia w tremie czy zdenerwowania, bo ona to przejmuje. I ciekawe jest też to, że w pewnym momencie przestał interesować mnie efekt końcowy naszego spektaklu. Sam proces, bycie na tej scenie z nią, relacja, która się między nami tworzy, to jest prawdziwie interesujące.
Chciałabym dopytać jeszcze o "Burzę", czyli o treść spektaklu. Jak to się udało połączyć?

- To nie jest moje pierwsze spotkanie z tym tekstem, ponieważ 10 lat temu zrobiłem z aktorami z Macedonii, Wielkiej Brytanii, Włoch, Bułgarii i Legnicy spektakl o łączącej się powojennej Europie, właśnie na podstawie "Burzy". Teraz natomiast bardzo zainteresował mnie motyw izolacji człowieka na wyspie. Zastanawiałem się nad tym, co z nami w przyszłości będzie. Czy będziemy zmuszeni do jakiejś ucieczki, czy może wejdziemy z powrotem do jaskini? Ta samoizolacja i emigracja wewnętrzna była czymś, co mnie bardzo zaintrygowało, a odnalazłem też ten motyw w "Burzy" i postaci Prospera. Z kolei jego pozorna władza nad istnieniami na wyspie skierowała moje skojarzenia na relację i władzę nad psem.

Tytuł oryginalny

"Sytuacja, gdy zwierzę jest oczami aktora, jest w teatrze nowa". Palcat o spektaklu "Mój niepokój jest Twoim niepokojem"

Źródło:

„Gazeta Wyborcza - Wrocław” online

Link do źródła

Wszystkie teksty Gazety Wyborczej od 1998 roku są dostępne w internetowym Archiwum Gazety Wyborczej - największej bazie tekstów w języku polskim w sieci. Skorzystaj z prenumeraty Gazety Wyborczej.

Autor:

Katarzyna Mikołajewska

Data publikacji oryginału:

13.05.2022