EN
25.09.2021, 08:05 Wersja do druku

Wtopa w ciemnościach

O premierze „Życie jest snem” Teatru Imka w reżyserii Pawła Świątka rozmawiają Jakub Moroz i Przemysław Skrzydelski


Moroz: Pamiętasz naszą rozmowę z Tomaszem Karolakiem z grudnia tamtego roku?

Skrzydelski: Pamiętam doskonale. Zimno było, że hej. Ale gadaliśmy długo przy napojach parujących.

Moroz: Zaintrygował mnie wtedy dyrektor Imki, przekonując, że odkrył w Warszawie niesamowitą przestrzeń dla swojej nowej teatralnej siedziby. Zwłaszcza tym, że ten budynek to lokal wojskowy, który w dodatku w nieprzyjemnych czasach pełnił funkcję kasyna dla wysokich rangą oficerów.

Skrzydelski: Nic dziwnego. Bemowo to strzeżona dzielnica wojskowo-sądowa z przeszłością. Dużo tam drutu ostrzowego. Tuż obok Imki też zasieki na murach.

Moroz: Dobra atmosfera dla teatru.

Skrzydelski: Uważam, że idealna. Nie wiem, co planuje w swoim repertuarze Tomasz Karolak, ale gdy przyjechałem na ulicę Kocjana, od razu pomyślałem, że to otoczenie, w którym perfekcyjnie odnalazłby się choćby Radosław Rychcik, który szczególnie ostatnimi czasy do swych przedstawień wprowadza thrillerowe napięcie, i to nie tylko wtedy, gdy realizuje „Imię róży”, lecz i wtedy, gdy pokazuje Gombrowicza.

Moroz: Bingo!

Skrzydelski: Jak to w kasynie?

Moroz: A wyobrażasz sobie w tej przestrzeni „Dziady”?

Skrzydelski: Rychcika? Natychmiast.

Moroz: I jeszcze do tego wznowienie „Dziadów”, ale w reżyserii Michała Zadary. Wnętrze Imki jest tak ciemne, że obrzęd, który zaprezentował Zadara w kilkunastogodzinnym wrocławskim maratonie, pasowałby jak ulał do gmachu bemowskiego.

Skrzydelski: Bądź precyzyjny w przypadku arcydzieł: czternastogodzinnym…

Moroz: Czas zaciera detale.

Skrzydelski: Nawet w przypadku wybitnych i kultowych spektakli. Ale prawdę mówisz: u Zadary w pierwszej części inscenizacji było tak mrocznie, że potrzebne były latarki. A dziś do Imkowego seansu Pawła Świątka według Pedra Calderóna de la Barki także nieco światła przydałoby się wpuścić.

Moroz: Żarty żartami, a sprawa jest poważna. Mrocznie u Świątka po prostu ma być. 

Być może to nawet „Życiem snem”, którego akcja rozgrywa się w krypcie wawelskiej.

Na to wskazuje scenografia.

Skrzydelski: Po trosze krypta, po trosze komnata. Coś na kształt królewski.

Moroz: W zgodzie z tekstem. Mogło przecież gorzej być: np. Calderón na stacji benzynowej.

Skrzydelski: Albo w Irlandii. Północnej.

Moroz: Tymczasem jesteśmy w Polsce, tak jak i de la Barca zechciał.

Skrzydelski: W rzeczywistości, którą rządzą duchy przeszłości, duchy dawnych wodzów. Jednak ta ciemność, z której wyłania się postać uwięzionego Segismunda (Andrzej Kłak), przynajmniej na chwilę mnie uwiodła, choć teraz, gdy od premiery upłynęło trochę czasu, nie wiem, dlaczego mnie uwiodła. Bo później już nic się na scenie nie tłumaczy.

Moroz: Obserwujemy coś w rodzaju rytuału wokół postaci Basilia, który przez cały spektakl martwy spoczywa na katafalku. Zatem nic nie mówi. To jednak trochę inaczej niż u autora jednego z najważniejszych tekstów w historii dramatu.

Skrzydelski: Wiele wymagasz. Może zabrakło aktora? Może źle policzono obsadę, a potem – było już za późno? Bo trudno nie zauważyć, że Basilio u Calderóna jest żywy, choć stary; co więcej: dużo się wypowiada, decydując o losie Segismunda.

Moroz: Skoro wszystko jest snem, to wszystko wolno.

Skrzydelski: Wolno wszystko, kiedy o coś w tym wszystkim chodzi.

Moroz: 

Przyznaję, że dość szybko w przedstawieniu Pawła Świątka można się pogubić. Wiem jedno: że to przynajmniej w założeniu teatr polityczny.

Basilio, mimo że już martwy, znajduje się w centrum zainteresowania Segismunda, który pragnie zemsty za swój los syna więzionego przez ojca. Przeczuwam też kontekst walki pokoleń. Oto młodzi, reprezentowani właśnie przez Segismunda, chcą ustanowić lepszy porządek, bo przeszłość to krypta zamieszkana przez cienie przebrzmiałych ideologów.

Skrzydelski: I zapewne z tego powodu na ścianach tej krypty wiszą zdjęcia m.in. Thatcher i Piłsudskiego. Ale motyw zemsty, choć pokazany z przymrużeniem oka – aktorzy grają to z wyraźnym dystansem – wydaje się w kontekście dramatu Calderóna naiwnym uproszczeniem. „Życie jest snem” to opowieść o przebaczeniu i nieograniczonej sile ludzkiej woli, która potrafi zaskakiwać nawet wyraziciela tej woli i działać przekornie, wbrew wszystkiemu, a przede wszystkim wbrew przeznaczeniu. Mnie ten dramat nadal fascynuje, mieści się w nim tak wiele odniesień metafizycznych i religijnych, również związanych z pułapkami żądzy władzy, że niełatwo je sobie tak na szybko poukładać. A myślę, że Paweł Świątek popełnił ten błąd, jakże dziś częsty wśród reżyserów: wydobył z tekstu samą intrygę i nałożył na nią łatwe skojarzenia. Można powiedzieć, że wszyscy bohaterowie próbują w adaptacji Świątka się odnaleźć, ale nie wiadomo w jakim celu.

Moroz: Powiem więcej: w wielu fragmentach aktorzy nie wiedzą, do jakiego problemu mają się odnieść, a zatem rodzi się pytanie, co stanowi motyw ich postępowania. Na tej niewielkiej scenie Imki nie znajdują swojego miejsca. Sporo w tym przypadkowości. I nie pomaga to wyprowadzanie publiczności poza salę teatralną po to, by zmusić ją do wysłuchania w foyer monologu Segismunda. Z kolei początek przedstawienia polega na tym, że Rosaura (Monika Janik) i Klaryn (Łukasz Wójcik) widzów na salę zapraszają.

Skrzydelski: To takie usprawiedliwianie się, próba skupienia uwagi odbiorców, ale niestety to trzeba umieć przeprowadzić, tę uwagę przyszpilić. Choćby samym sposobem wypowiadania słów Calderóna. To dramat poetycki i retoryczny. Niestety ani Paweł Świątek, ani nikt z zespołu tego nie rozumie. A myślę, że dałoby się to zrobić. Astolfa gra Adam Szczyszczaj, świetny aktor, dziś w drużynie Teatru Narodowego.

Moroz: Pamiętam „Pawia królowej” według Masłowskiej w reżyserii Pawła Świątka (2012). Zaskoczył mnie bardzo pozytywnie energią skupioną w formalnych i niezwykle zdyscyplinowanych rozwiązaniach. Sam tekst był fenomenalnie wypowiadany. O to przecież Masłowskiej także chodziło.

Skrzydelski: Zatem w przypadku tej wersji Calderóna można stwierdzić, że zagrano go jak kryminał z elementami ironicznymi. Nie chcę się już znęcać nad nowym przekładem i opracowaniem dramatu przygotowanym przez Tomasza Jękota… A pojąłeś tę scenę, w której Segismundo włącza magnetofon z nagraniem głosu Jerzego Radziwiłowicza grającego Astolfa w legendarnym spektaklu Jerzego Jarockiego (1983)?

Moroz: Efekt tego pomysłu jest taki, że przynajmniej rozumiemy, na jakim poziomie się znaleźliśmy z pomocą Pawła Świątka.

Skrzydelski: Czy zostało coś jeszcze do powiedzenia?

Moroz: Całkiem sporo, bo o Calderónie można w nieskończoność. Jak sam wspomniałeś, warto by wiedzieć, kim jest dziś Segismundo i co to znaczy walka z predestynacją, paradoks istnienia, przewrotność losu, tajemnica własnego „ja”. I w końcu co znaczy mądrość władzy.

Skrzydelski: Hiszpański autor zawsze kojarzył mi się z możliwością rozmawiania w teatrze o sprawach absolutnie najważniejszych, o człowieczeństwie. Zawsze osobiście łączę Calderóna – jego „Księcia niezłomnego” i „Życie jest snem” – z dramatem pochodzącym już z późniejszej epoki, wyróżniającej się innym, racjonalnym stylem myślenia, ale także skupiającym się na woli człowieka i jego zdolnościach – mówię o „Natanie mędrcu” Gottholda Ephraima Lessinga.

Moroz: Rozumiem cię. W teatrze chętnie bym się czegoś o tym dowiedział. Ale epoka nie najlepsza.

Skrzydelski: Innej puenty dziś nie będzie.


Ocena: 1,5 / 6

Pedro Calderón de la Barca

„Życie jest snem”

tłumaczenie i opracowanie tekstu: Tomasz Jękot

reżyseria: Paweł Świątek

scenografia i kostiumy: Karolina Mazur

muzyka: Weronika Krówka

Teatr Imka

premiera: 10 września 2021 r.


Poprzednie rozmowy Skrzydelskiego i Moroza:

„Między ziemią a niebem”. Rozmowa o „Matce Joannie od Aniołów”, reż. Wojciech Faruga, Teatr Narodowy

„Gombro na oparach”. Rozmowa o „Ślubie”, reż. Radosław Rychcik, Teatr Zagłębia

„Bandaż na krwawiące serce”. Rozmowa o „Lazarusie”, reż. Jan Klata, Teatr Capitol we Wrocławiu

„Wszystko, czego dziś chcesz”. Rozmowa o „Oszustach”, reż. Jan Englert, Och-Teatr

„Ćwiczenia z nienawiści”. Rozmowa o „Sonacie jesiennej”, reż. Grzegorz Wiśniewski, Teatr Narodowy

„Czas kochania, czas umierania”. Rozmowa o „Trzech wysokich kobietach”, reż. Maksymilian Rogacki, Teatr Polski w Warszawie

„Wuefiści kontra literaci”. Rozmowa o „Końcu z Eddym”, reż. Anna Smolar, Teatr Studio

„Walka postu z karnawałem”, rozmowa o „Czerwonych nosach”, reż. Jan Klata, Teatr Nowy w Poznaniu

„Czyja to właściwie kwestia?”, rozmowa o „M. G.”, reż. Monika Strzępka, Teatr Polski w Warszawie

„Rozpacz i zmierzch”, rozmowa o „Trzech siostrach”, reż. Jan Englert, Teatr Narodowy

„Ocalony?”. Rozmowa o „Powrocie do Reims”, reż. Katarzyna Kalwat, Nowy Teatr w Warszawie

„Wojna to ich największa rozkosz”, rozmowa o „Lilli Wenedzie”, reż. Grzegorz Wiśniewski, Teatr Wybrzeże

„Jarzyna 2020/2021 – zestaw do wyświetlania”, rozmowa o „2020: Burzy”, reż. Grzegorz Jarzyna, TR Warszawa

„Teatr wtrąca się w turystykę”, rozmowa o „Biegunach”, reż. Michał Zadara, Teatr Powszechny w Warszawie 

„Strefa zgniotu”, rozmowa o „Kraszu”, reż. Natalia Korczakowska, Teatr Studio

„Oldschool dla oldboyów”, rozmowa o „Fataliście”, reż. Wojciech Urbański, Teatr Dramatyczny w Warszawie

„Kilka ciepłych chwil”, rozmowa o „Minettim”, reż. Andrzej Domalik, Teatr Polonia

„Majestat na manowcach”, rozmowa o „Królu Learze”, reż. Wawrzyniec Kostrzewski, Teatr Dramatyczny w Warszawie

„Tuląc nieobecnych”, rozmowa o „Odysei. Historii dla Hollywoodu”, reż. Krzysztof Warlikowski, Nowy Teatr w Warszawie

„Eseje znad Styksu”, rozmowa o „3SIOSTRACH”, Reż. Luk Perceval, TR Warszawa, Narodowy Stary Teatr

„Ziemio, przebacz”, rozmowa o „Pikniku pod Wiszącą Skałą”, reż. Lena Frankiewicz, Teatr Narodowy

„Rewolta w podrygach”, rozmowa o „Biesach”, reż. Paweł Miśkiewicz, Narodowy Stary Teatr

„Babski stan”, rozmowa o „Uszedłem tylko ja sam”, reż. Agnieszka Glińska, Teatr Dramatyczny w Warszawie

„Falowanie i spadanie”. Rozmowa podsumowująca sezon 2020/2021

„Prawdziwe kłamstwa”, rozmowa o „Balkonie”, reż. Jan Klata, Teatr Wybrzeże

„Wirówka z toksynami”, rozmowa o „Tramwaju zwanym pożądaniem”, reż. Małgorzata Bogajewska, Teatr Ochoty

Źródło:

Materiał własny