EN
13.11.2021, 14:56 Wersja do druku

Chichot zza winkla

O „Zamku”, premierze Teatru Narodowego w reżyserii Pawła Miśkiewicza, rozmawiają Jakub Moroz i Przemysław Skrzydelski

Moroz: Ostatnio nie mieliśmy litości dla Pawła Miśkiewicza.

Skrzydelski: To raczej reżyser nie miał litości dla widzów, wystawiając w Starym Teatrze „Biesy”, bełkotliwe i autotematyczne. Wyjątkowo męczące. Czego tam nie było? Nawet kabaretowe nawiązania do ataku na amerykański Kapitol ze stycznia tego roku udało się zmieścić.

Moroz: Tymczasem w Teatrze Narodowym Paweł Miśkiewicz pokazał, jak dobrym potrafi być reżyserem.

Skrzydelski: Raczysz żartować. Czasy, w których Paweł Miśkiewicz robił teatr, a nie bawił się w dekonstrukcję, już minęły. Choć może jeszcze wrócą. Co prawda w „Zamku” wg Kafki tej dekonstrukcji jest mniej, niż się spodziewałem – co bardzo doceniam – ale i tak nie wyszedłem z tego przedstawienia powiadomiony o czymkolwiek nowym.

Moroz: Spróbuję cię przekonać. Najpierw scenografia Barbary Hanickiej: drewniana, pociągnięta białą farbą (choć już gdzieniegdzie odrapaną), złożona z drzwi, zakamarków i okien świetnie ewokujących świat zamku i podzamcza, przez które musi przedzierać się geometra K. (Dominika Kluźniak).

"Zamek" Franza Kafki w reżyserii Pawła Miśkiewicza. Premiera w Teatrze Narodowym 6 listopada 2021. Scena zbiorowa, na pierwszym planie: Dominika Kluźniak (K.).

Skrzydelski: Strop z długich belek, które zbiegają się gdzieś w jednym punkcie, tworzy oczywistą, typową dla Barbary Hanickiej przestrzeń. Ukochaną perspektywę.

Moroz: Ale ta przestrzeń świetnie gra w spektaklu. A to rzecz niebagatelna, kiedy wystawia się Kafkę. W końcu w jego rzeczywistości nieprzyjazna przestrzeń jest jednym z bohaterów. Postaci dręczące Kafkowskich nieszczęśników stanowią niemal jedność z topografią świata przedstawionego.

Skrzydelski: Dobrze, że zacząłeś mówić o postaciach, bo w moim odczuciu tę realizację ratuje tylko aktorstwo.

Zauważam w „Zamku” z Narodowego to, co jest cechą wspólną wielu prac Miśkiewicza: nazwałbym to walką między wystudiowaną teorią, która akurat na dłuższy czas zafascynowała reżysera, a sceniczną praktyką. I niestety najczęściej nie powstaje z tego żadne napięcie, lecz niedający się zlikwidować klincz, który paraliżuje całość przedsięwzięcia. Wydaje mi się, że Paweł Miśkiewicz ma z tym zasadniczy kłopot od dawna, może od momentu premiery swojego „Peera Gynta” (2007) z warszawskiego Teatru Dramatycznego? Osobowość słynnego egoisty rozbił wówczas na cztery postaci, bo tak łatwiej mu było zamienić tekst w „szkice z dramatu Henryka Ibsena” (umieszczone zresztą w podtytule), które składały się na coś w rodzaju akademickiego wykładu o istocie miejsca człowieka w świecie. Grali wyśmienici aktorzy, więc to się oglądało, ale to właśnie była już teoria, nie dramat. 

Paweł Miśkiewicz tak po prostu uważa: że widzowi należy się dyskurs, propozycja filozoficzna.

Moroz: Narzekanie, narzekanie…

Skrzydelski: Nic z tych rzeczy. Paweł Miśkiewicz ma prawo tak postępować, ale ja mam również prawo się nudzić, oczywiście nudzić z przerwami, bo i w „Zamku” są fragmenty frapujące.

Moroz: Zgodzę się, że słabością tego spektaklu jest nazbyt jednostajny rytm. Przydałoby się nad tym dużo więcej popracować. Szczególnie że losy K. musimy obserwować przez ponad trzy godziny. Pewnie przydałyby się też reżyserskie nożyczki.

Skrzydelski: Fabuła zresztą została pokazana tak, jakby opowiadał ją bardziej czytelnik niż reżyser. Paweł Miśkiewicz z jakiegoś powodu nie potrafi spojrzeć na materiał literacki z lotu ptaka, zastanowić się nad nim, a potem wybrać z niego to, co najważniejsze. Bez potrzeby np. eksploruje się w tym „Zamku” kolejne wątki w podobny sposób, tak jakby sytuacja geometry K. wymagała wyjaśniania do upadłego. No dobrze, ale teraz broń swoich racji, bo za dużo gadam.

Moroz: Mówisz o wyjaśnianiu, a przecież postaci mówią słowami, które w ich usta włożył Franz Kafka. Nie bardzo rozumiem, na co tu wybrzydzać. Kafka w powieściach i opowiadaniach nie tworzył żadnych konstruktów, lecz genialne metafory. Rzeczowe i dojmujące obrazy. Ale też wieloznaczne, otwarte na różne interpretacje. Jak wiemy, badacze i czytelnicy widzą w nich rozmaite sensy: od ściśle biograficznych, skupionych na seksualności samego autora, przez prorocze, dotyczące totalitaryzmów, po religijno-pesymistyczne lub kabalistyczne.

Skrzydelski: A na co twoim zdaniem postawił Paweł Miśkiewicz?

Moroz: Chyba warto tym razem pójść za tym, co sam zadeklarował: że 

chce opowiedzieć o próbie niepoddawania się rozpaczy. Czyli miałaby to być lektura egzystencjalna.

Skrzydelski: Jednak rozumiem, że w kontekście rozpaczy w obliczu władzy. Władzy, której celów i filozofii nie da się pojąć.

Moroz: Zauważ, że w gruncie rzeczy zespół Narodowego funduje nam dość tradycyjnie pojętą adaptację.

Skrzydelski: Skoro tak sądzisz… Mnie natomiast bardzo zaciekawiła fonosfera komentująca bieg zdarzeń…

Moroz: Tak, te wszystkie odgłosy z offu, chichot Pawła Miśkiewicza czy inne, mniej artykułowane dźwięki, które reżyser zdaje się podrzucać z ukrycia. Trochę to przypomina pochrząkiwania Krystiana Lupy w trakcie jego własnych przedstawień, ale pełni zupełnie inną funkcję. Otwiera bowiem dodatkowy poziom teatralności, przełamując sceniczną iluzję.

Skrzydelski: Racja. A Miśkiewicz – uczeń Lupy co się zowie – naśladuje mistrza. Bardzo ironiczne, bardzo. Ale oczywiście mimo wszystko chodzi o coś innego.

Moroz: Nie bardzo wiemy przecież, kto mówi, nawet jeśli rozpoznajemy głos Miśkiewicza. Bo jako kto mówi? Jako postać czy zupełnie prywatnie? A może jedno i drugie naraz? Jako reżyser? Jako demiurg, pan rzeczywistości, którą powołał? Jako Hrabia, do którego chce dotrzeć K.? Czy może jako złośliwy Bóg, pastwiący się nad poczciwcem K.?

Skrzydelski: To zasadne pytania. Odpowiem nieco złośliwie: wszystkiego w tym głosie jest po trochu. W każdym razie pomysł na przełamywanie iluzji – skuteczny i pozwalający się osadzić w interpretacji dzieła Kafki.

Moroz: Znakomita jest także muzyka Rafała Mazura, grana na żywo. Odgłosy mieszają się z niskimi lub – dla kontrastu – piskliwymi tonami. Bardzo dobrze współtworzy to nastrój narastającej obsesji i duchoty, w której znalazł się K.

Skrzydelski: Nie zapominaj o dzieciach.

Moroz: Niektóre sceny nawet kradną profesjonalnym aktorom. I świetnie śpiewają. A w finale smutną piosenkę, mającą chyba daremnie dodać nam otuchy, wykonuje Dominika Kluźniak. To ostatnia odsłona walki bohatera o radość, a może już wyraz pogodzenia się z rozpaczą – aktorka trwa w zawieszeniu i zostawia nam miejsce na interpretację tego fragmentu, nie dookreślając jego emocjonalnego sensu.

"Zamek" Franza Kafki w reżyserii Pawła Miśkiewicza. Premiera w Teatrze Narodowym 6 listopada 2021. Dzieci (***), Dominika Kluźniak (K.).

Skrzydelski: Ciebie to zachwyca, mnie raczej pozostawia obojętnym. Choć nie kwestionowałbym obsadzenia kobiety w roli K., gdyby rzeczywiście miało to wywoływać efekt obcości (w pewnym znaczeniu tego pojęcia). Ale Dominika Kluźniak, widać to co chwilę, zwyczajnie męczy się i nie wie, jak rozwiązać zagadkę decyzji Miśkiewicza. Bo kim jest? Chłopcem? Nadwrażliwcem? Zdominowanym przez brutalny świat odrzutkiem? Nie jest to jasne, a Dominika Kluźniak prowadzi tę postać jedynie metodą prób i błędów. W wielu momentach zresztą, niestety, ta rola się jej wymyka.

"Zamek" Franza Kafki w reżyserii Pawła Miśkiewicza. Premiera w Teatrze Narodowym 6 listopada 2021. Na pierwszym planie: Dominika Kluźniak (K.), na drugim planie: Mateusz Rusin (Schwarzer), Dariusz Górski (Woźnica), Justyna Kowalska (Frieda), Kacper Matula (Pomocnik Artur), Adam Szczyszczaj (Nauczyciel/Momus), Karol Dziuba (Pomocnik Jeremiasz), Anna Gryszkówna (Mizzi/Peppi).

Moroz: Mnie Kluźniak przekonuje. Buduje K. w oparciu o jakąś zadziorną, chłopięcą swadę. Raz po raz szarpie cuglami, zdaje się na swoją wolę, energię i siłę charakteru. To jedyne, czym dysponuje. Ale też postaci z zamku pogrążone są w chorobliwym śnie czy transie. Obecne, lecz jakby nieobecne. Nawet poruszają się krokiem osobliwie tanecznym, jak somnambulicy rodem z filmów niemieckiego ekspresjonizmu. Miśkiewicz świadomie kontrastuje K. z pozostałymi postaciami już na poziomie ruchu scenicznego czy cielesności. Jest K. i reszta, niekiedy trudna do odróżnienia, zlewająca się w masę „ludzi zamku”. To zgodne z duchem Kafkowskiego oryginału. A zarazem w ten sposób udaje się uniknąć naiwnego aktorskiego realizmu.

Skrzydelski: Dlatego na początku naszej rozmowy powiedziałem, kto według mnie ocala to przedstawienie. Teraz doprecyzuję, że chodzi mi wyłącznie o role kobiet z drugiego czy trzeciego planu: Ewa Konstancja Bułhak jako Oberżystka, Edyta Olszówka jako Olga, czy wreszcie Justyna Kowalska jako Frieda.

Moroz: Mimo wszystko dostrzegam też kilka ról męskich: Pomocników Karola Dziuby i Kacpra Matuli, czy Nauczyciela Adama Szczyszczaja. Udało im się pokazać dziwną relację, jaką inni zawiązują z K. Bo u Kafki można odnieść wrażenie, że K. jest przedmiotem ciągłej agresji. Rozmowa z nim ma zawsze charakter ukrytego ataku. Jest próbą podważenia wszystkich jego kompetencji i praw.

Skrzydelski: Przyznam jeszcze, że nie do końca rozumiem ideę ubrania części aktorów w kostiumy karnawałowe.

Moroz: To zabieg i dla mnie nie całkiem czytelny. Może stanowi przestrogę przed szukaniem szczęścia w rozrywce, jaką na każdym kroku oferuje nasza cywilizacja? Jednak nie chcę popadać w moralizatorstwo.

Skrzydelski: Więc nie popadaj.

Moroz: Tymczasem pozwól mi się cieszyć, że Paweł Miśkiewicz powrócił do stylu reżyserii, z jakiej znałem go z dawnych lat, gdy jeszcze studiowałem teatrologię.

Skrzydelski: Teatrologia krakowska – bardzo niebezpieczne. By tak rzec.

Moroz: Daję Miśkiewiczowi kredyt zaufania.

Skrzydelski: Nie widzę powodów.

Moroz: Tym razem, ponuraku, pozostaniemy przy swoich opiniach.

Skrzydelski: Odpowiem ci w stylu Toma Waitsa: to teatr jest ponury, nie ja.


Ocena: Moroz: 4 / 6; Skrzydelski: 3- / 6

fot. Maciej Landsberg, projekt: Elipsy; Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego

„Zamek”

wg Franza Kafki

adaptacja i reżyseria: Paweł Miśkiewicz

scenografia, kostiumy: Barbara Hanicka

muzyka: Rafał Mazur

Teatr Narodowy (Scena przy Wierzbowej im. Jerzego Grzegorzewskiego)

premiera: 6 listopada 2021 r.

Poprzednie rozmowy Skrzydelskiego i Moroza:

„Między ziemią a niebem”. Rozmowa o „Matce Joannie od Aniołów”, reż. Wojciech Faruga, Teatr Narodowy

„Gombro na oparach”. Rozmowa o „Ślubie”, reż. Radosław Rychcik, Teatr Zagłębia

„Bandaż na krwawiące serce”. Rozmowa o „Lazarusie”, reż. Jan Klata, Teatr Capitol we Wrocławiu

„Wszystko, czego dziś chcesz”. Rozmowa o „Oszustach”, reż. Jan Englert, Och-Teatr

„Ćwiczenia z nienawiści”. Rozmowa o „Sonacie jesiennej”, reż. Grzegorz Wiśniewski, Teatr Narodowy

„Czas kochania, czas umierania”. Rozmowa o „Trzech wysokich kobietach”, reż. Maksymilian Rogacki, Teatr Polski w Warszawie

„Wuefiści kontra literaci”. Rozmowa o „Końcu z Eddym”, reż. Anna Smolar, Teatr Studio

„Walka postu z karnawałem”, rozmowa o „Czerwonych nosach”, reż. Jan Klata, Teatr Nowy w Poznaniu

„Czyja to właściwie kwestia?”, rozmowa o „M. G.”, reż. Monika Strzępka, Teatr Polski w Warszawie

„Rozpacz i zmierzch”, rozmowa o „Trzech siostrach”, reż. Jan Englert, Teatr Narodowy

„Ocalony?”. Rozmowa o „Powrocie do Reims”, reż. Katarzyna Kalwat, Nowy Teatr w Warszawie

„Wojna to ich największa rozkosz”, rozmowa o „Lilli Wenedzie”, reż. Grzegorz Wiśniewski, Teatr Wybrzeże

„Jarzyna 2020/2021 – zestaw do wyświetlania”, rozmowa o „2020: Burzy”, reż. Grzegorz Jarzyna, TR Warszawa

„Teatr wtrąca się w turystykę”, rozmowa o „Biegunach”, reż. Michał Zadara, Teatr Powszechny w Warszawie 

„Strefa zgniotu”, rozmowa o „Kraszu”, reż. Natalia Korczakowska, Teatr Studio

„Oldschool dla oldboyów”, rozmowa o „Fataliście”, reż. Wojciech Urbański, Teatr Dramatyczny w Warszawie

„Kilka ciepłych chwil”, rozmowa o „Minettim”, reż. Andrzej Domalik, Teatr Polonia

„Majestat na manowcach”, rozmowa o „Królu Learze”, reż. Wawrzyniec Kostrzewski, Teatr Dramatyczny w Warszawie

„Tuląc nieobecnych”, rozmowa o „Odysei. Historii dla Hollywoodu”, reż. Krzysztof Warlikowski, Nowy Teatr w Warszawie

„Eseje znad Styksu”, rozmowa o „3SIOSTRACH”, Reż. Luk Perceval, TR Warszawa, Narodowy Stary Teatr

„Ziemio, przebacz”, rozmowa o „Pikniku pod Wiszącą Skałą”, reż. Lena Frankiewicz, Teatr Narodowy

„Rewolta w podrygach”, rozmowa o „Biesach”, reż. Paweł Miśkiewicz, Narodowy Stary Teatr

„Babski stan”, rozmowa o „Uszedłem tylko ja sam”, reż. Agnieszka Glińska, Teatr Dramatyczny w Warszawie

„Falowanie i spadanie”. Rozmowa podsumowująca sezon 2020/2021

„Prawdziwe kłamstwa”, rozmowa o „Balkonie”, reż. Jan Klata, Teatr Wybrzeże

„Spokojnie, to tylko początek sezonu”, rozmowa o „Jak wam się podoba”, reż. Krzysztof Rekowski, Teatr Jaracza w Olsztynie

„Wirówka z toksynami”, rozmowa o „Tramwaju zwanym pożądaniem”, reż. Małgorzata Bogajewska, Teatr Ochoty

„Wtopa w ciemnościach”, rozmowa o „Życie jest snem”, reż. Paweł Świątek, Teatr Imka

„Rach-ciach”, rozmowa o „Inteligentach”, reż. Wojciech Malajkat, Scena Mała Warszawa

„Dzielenie przez zero”, rozmowa o „Krumie”, reż. Małgorzata Warsicka, Teatr Polski w Bielsku-Białej

„Ente piętro świadomości”, rozmowa o „Twarzą w twarz”, reż. Maja Kleczewska, Teatr Powszechny w Warszawie i Teatr Polski w Bydgoszczy

„Poszaleć bez okazji”, rozmowa o „Don Kichocie”, reż. Igor Gorzkowski, Teatr Soho

„Poczciwa norma”, rozmowa o „Wachlarzu”, reż. Maciej Englert, Teatr Współczesny w Warszawie

„Nie zaznasz spokoju”, rozmowa o „Śniegu”, reż. Bartosz Szydłowski, Teatr Łaźnia Nowa, Studio, Śląski, Szekspirowski

Źródło:

Materiał własny