EN
28.01.2022, 18:03 Wersja do druku

Teatr jest tylko formą (miłości)


O „Przybyszu”, premierze Teatru Rampa w reżyserii Wojciecha Kościelniaka, rozmawiają Jakub Moroz i Przemysław Skrzydelski

Skrzydelski: Tak naprawdę to mieliśmy dziś – po tygodniowej przerwie spowodowanej tym, że dopadł cię wiadomy wirus – rozmawiać o czymś zupełnie innym.

Moroz: Ale po co o tym rozmawiać?

Skrzydelski: Właśnie – po co? Przyzwyczailiśmy się, że warszawski Powszechny nierzadko proponuje nastawione na prowokację wydarzenia na granicy półamatorstwa i amatorstwa. Z teatrem mają one wspólnego tyle, że korzystają z przestrzeni sceny.

Moroz: Zaraz ktoś na takie dictum odpowie, że jak to, przecież to właśnie teatr społeczny, wtrącający się, mający za sobą długą tradycję.

Skrzydelski: Zgoda, ale to pozorne objaśnianie sprawy. „Radio Mariia” w reżyserii pochodzącej z Charkowa Rozy Sarkisian nie jest teatrem społecznie zaangażowanym. To tylko rzecz, która ma wywołać ustaloną reakcję: kłótnię, protest, zadymę, ale w sensie intelektualnym to jest żadne. To nie pierwszy taki przypadek w chwalebnych dziejach najnowszych Powszechnego. Przypomnijmy – może niektórzy zapomnieli – projekt Michała Zadary pt. „Sprawiedliwość” (2018), który winą za Marzec ’68 obarczał posłankę, dziś należącą do Platformy Obywatelskiej, która za swój grzech sprzed pięćdziesięciu lat i tekst w gazecie z tamtego czasu przepraszała już wielokrotnie, zresztą zdaje się, że miała też na tym tle problemy osobiste. Ale dla Zadary, lecz zwłaszcza dla Pawła Łysaka i Pawła Sztarbowskiego, szefów Powszechnego, nie miało to znaczenia. Perfidne. Taka to uczciwość „teatru, który się wtrąca”.

Moroz: Nie widziałem „Sprawiedliwości”, ale pamiętam, jak opowiadałeś mi o tym szerzej. Byłem w szoku. Trzeba mieć sporo brawury, by ze sceny wygłaszać akt oskarżenia wobec jednej, nie tak ważnej przecież w swych dokonaniach, osoby. Popełniła błąd, co więcej, przyznała się do niego i wyraziła ubolewanie. A co z innymi, realnie odpowiedzialnymi za Marzec ’68? Może cała zagwozdka tkwi w tym, że Michał Zadara i dyrektorzy Powszechnego znaleźli sobie łatwą ofiarę, a nie mieli odwagi, by w performansie zaatakować prawdziwych tuzów życia publicznego.

Skrzydelski: „Sprawiedliwość” Zadary nadal jest grana, zapewne w formie podobnej jak na premierze. A teraz mamy „Radio Mariia”.

Moroz: Czyli konglomerat złych emocji, fatalnej energii i, łagodnie mówiąc, niechęci wobec katolików, choć w rzeczywistości wobec wszystkich chrześcijan.

Skrzydelski: Zauważ, że to podkręcana kpina, która narodziła się wśród ludzi, którzy kiszą się we własnym sosie i są przekonani, że robią coś istotnego.

Moroz: I w tym wszystkim to koszmarne udawanie, że teatr ma tu jakąkolwiek rolę, mimo że widać, że do wygłupów wystarczy placyk w centrum miasta czy zaułek ulicy.

Skrzydelski: Słynna „Klątwa” Olivera Frljicia (2017) była przynajmniej – trudno zaprzeczyć – wyreżyserowana. Choć też byłem przeciwnikiem tego, również nieuczciwego intelektualnie, przedsięwzięcia.

Moroz: Ale „Radio Mariia” już nawet nie ukrywa pogardy wobec ludzi, którzy mają poglądy na świat inne niż koledzy Pawła Łysaka i Pawła Sztarbowskiego. Warto to wyśmiać.

Skrzydelski: Zostawmy gry i zabawy z ulicy Zamoyskiego, przynajmniej do momentu, aż znów pojawi się przy niej ze swoją premierą Krystian Lupa, która zapewne znów warta będzie dyskusji. Skupmy się dziś na przedstawieniu, które wysyła emocje zgoła inne i zachwyca na niemal każdym poziomie.

fot. Monika Stolarska / mat. teatru

Moroz: Zaskoczyłeś mnie, bo gdy krzyknąłeś: chodźmy na „Przybysza” Wojciecha Kościelniaka, coś mi się nie zgadzało. Wspominałeś niegdyś o tym tytule, ja z kolei nie miałem szansy, aby dwa lata temu wybrać się do warszawskiej Akademii Teatralnej, ponieważ nastał pierwszy lockdown. Zdziwiłem się, kiedy niedawno powiedziałeś, że dyplom absolwentów aktorstwa muzycznego powrócił, chociaż już na innej scenie.

Skrzydelski: Na innej scenie, lecz praktycznie niezmieniony. Michał Walczak, nowy dyrektor Teatru Rampa, postanowił umieścić go w swoim repertuarze. Znakomity ruch. Premiera „Przybysza” w Akademii odbyła się pod koniec listopada 2019 r. O tytule natychmiast zrobiło się głośno, był często prezentowany, jednak w lutym następnego roku ostatecznie, jak się okazało, pandemia przerwała jego żywot. Mówię, że Michał Walczak wykonał znakomity ruch, ale przecież dla Wojciecha Kościelniaka zwołanie tej samej obsady po długiej przerwie raczej nie było łatwe. Tak znakomici artyści na pewno zdążyli już powędrować w różne strony. Pewnie dotyczy to też grupy muzycznej.

Moroz: Moje doświadczenie z „Przybyszem” jest inne. Dobrych kilka lat temu poznałem album z obrazkową opowieścią Shauna Tana. Byłem pod dużym wrażeniem, bo to przecież nie komiks, choć zdaje się, że niektórzy wobec tej pracy używają tego określenia. To jednak inny gatunek: wyłącznie rysunki w odcieniu sepii, czasem czarno-białym, zero słów. No i ta historia człowieka, który opuszcza rodzinę, by poszukać dla niej lepszego bytu w zupełnie innym kraju. Kontekst wskazuje na to, że do wyjazdu zmusza go sytuacja, opresja panująca w miejscu, w którym żyje, zapewne totalitaryzm władzy. O albumie Tana powiadano, że to hołd złożony wszystkim zmuszonym do emigracji. Z różnych zresztą powodów. Autor stara się opowiedzieć nam baśń. Baśń o uczuciach, które towarzyszą nam w wymuszonej, samotnej podróży i później w nowej rzeczywistości. Szybko wychodzi na jaw, że to przede wszystkim lęk i tęsknota za najbliższymi (u Kościelniaka w jednym z jego pierwszych tekstów do muzyki słyszymy: „Trzeba obraz wryć w pamięci, żeby później za nim tęsknić”), każda grafika z „Przybysza” nimi emanuje. Choć też jest w tym ukazaniu zagubienia bohatera coś ambiwalentnego: z jednej strony wyobraźnia staje się jego przeciwnikiem, z drugiej – chwilami sprzymierzeńcem, który pomaga oswoić codzienność, okiełznać to, co nieznane i bezwzględne.

Skrzydelski: Ja z kolei poznałem dzieło Tana już po obejrzeniu pokazu w 2019 r., ale wtedy jakoś nie miałem już czasu, żeby prześledzić oryginał dokładniej, rysunek po rysunku. Teraz, przed ponowną premierą, gdy pożyczyłem album od ciebie, nabrałem przekonania, że w porównaniu z „Przybyszem” scenicznym to historia wyjątkowo smutna (finał niby raduje, ale pojawiają się kolejne obawy). I rzeczywiście po dwóch latach, kiedy znów zobaczyłem spektakl, tylko się w tym utwierdziłem. Wojciech Kościelniak do rozmyślań i losu Przybysza wpuścił jednak sporo światła. Uderza mnie nadzieja, którą dają nam reżyser i cała jego ekipa. Tak, jakby w domyśle refrenu każdego wyśpiewanego utworu zapisano okrzyk: nie martw się, wszystko będzie dobrze.

fot. Monika Stolarska / mat. teatru

Moroz: Także w ten sposób to odebrałem. I chyba na tym Wojciechowi Kościelniakowi zależało, bo sam napisał słowa każdej piosenki do muzycznego „Przybysza”, sam zbudował scenariusz. I od razu powiedzmy, że to jego osobista interpretacja. Obrazy Shauna Tana są tylko punktem wyjścia, otwierają szufladki skojarzeń. Aktorzy Kościelniaka również to wykorzystują; 

widać, że reżyser proponuje narrację, jednak to, co robi z nią zespół, to jeszcze inna sprawa, bo pomysłowość wykonawców jest tu nieokiełznana. Już dawno nie widziałem takiej współpracy w tworzeniu inscenizacji.

Chociaż – żeby nie było tak bez żadnych wątpliwości – chwilami same teksty Kościelniaka wydały mi się zbyt bezpośrednie, odwołujące się do konkretnych sytuacji, w których znajduje się każdy podróżujący. W tej sprawie pozostawiłbym więcej niedopowiedzenia, które stanowi fundament dzieła Tana. Może nawet więcej zadumy i ciszy? (choć w kontekście teatru muzycznego brzmi to paradoksalnie, lecz jest coś na rzeczy). Myślę, że Kościelniak zasmakował w żonglerce słowem, rozpędził się w układaniu kolejnych fraz, a ich nadmiar czasem mi przeszkadzał. Ale nie jest to moja wielka pretensja. W każdym razie to chyba muzyka i współpraca bandu z aktorami zrobiła na mnie największe wrażenie.

Skrzydelski: To z tego powodu utwory z „Przybysza” ukazały się na podwójnym wydawnictwie płytowym. I to też oddzielna wartość, bo można je traktować niezależnie – zarówno od teatru, jak i albumu.

Moroz: Czy to dobry moment, by wymienić nazwiska wszystkich muzyków? Chyba tak, bo grzechem byłoby później o tym zapomnieć. Przede wszystkim Mariusz Obijalski jako autor.

Skrzydelski: Teraz już chyba można powiedzieć, że stały współpracownik Kościelniaka. Pisał także muzykę choćby do znakomitego „Blaszanego bębenka” (2018) wystawionego we wrocławskim Capitolu.

Moroz: A poza tym na pianinie jako kierownik muzyczny Jacek Kita; oraz Andrzej Zielak (bas) i Maciej Wojcieszuk na zmianę z Kacprem Majewskim (perkusja).

Skrzydelski: Wspomniałeś o tym, że nieco przeszkadzał ci nadmiar słowa. Mnie z kolei absolutnie nie i zaraz powiem dlaczego. Ale jeśli już coś mi trochę przeszkadzało, to powtarzalność niektórych układów choreograficznych. Właściwie tylko tych, których zadaniem było ogranie przestrzeni, która jest spora. Zresztą to częsty problem teatru muzycznego, zwłaszcza wtedy, gdy trzeba znaleźć rozwiązania, które wypełnią dwie godziny.

Moroz: To prawda. Są fragmenty, nad którymi można by popracować.

Skrzydelski: Pamiętajmy jednak, że mimo wszystko początkiem był dyplom czwartego roku.

Moroz: Ale jeśli przedstawienie trafia teraz do repertuaru Rampy, to można dokonać korekt. Mówię to bez złośliwości.

Skrzydelski: Pan redaktor dziś wymagający i pedantyczny, ja zaś wyrozumiały i – nie ukrywam – poruszony realizacją Kościelniaka, i to nawet bardziej niż przy pierwszym podejściu. Kocham taki teatr, kocham opowieści tak uniwersalne, w których centrum znajduje się człowiek w okolicznościach, którym musi sprostać.

Moroz: Jeszcze miałeś wyjaśnić, jak traktujesz teksty Kościelniaka. Powtarzam: zgłaszam wątpliwości na poziomie ogólnym. W albumie Tana ważną rolę gra surrealizm, z kolei poetyka Kościelniaka uderza w ton bardziej sentymentalny. Według mnie ciut go za dużo.

fot. Monika Stolarska / mat. teatru

Skrzydelski: Pewnie masz na myśli to, że Kościelniak każe Przybyszowi oraz postaciom i stworzeniom, które napotyka na swej drodze (wszyscy przecież są tu istotni, w różnych rolach, każdy ma perspektywę, którą się dzieli), wypowiadać się językiem, który ma być uniwersalną metaforą, wyjętą z wyobraźni dziecka. Tak rzeczywiście jest, bo w jakimś sensie Przybysz cały czas pisze list do syna. Opisuje swe przygody za pomocą obrazów z niepokojącej baśni (która jest dla ciebie oczywista w albumie Tana, choć u niego to baśń „industrialna”, ukazująca pułapki miasta niczym groźnej maszyny), ale już chwilę potem pozwala, by smutek ustąpił przed opisem ze zwariowanej bajki. Uważam, że dzięki temu „Przybysz” staje się przedstawieniem otwartym, familijnym i udowadniającym siłę teatru, który zaprasza i godzi wszystkich w każdym miejscu, pod każdą szerokością geograficzną. To teatr bez granic i bez warunków brzegowych. To naprawdę się udało.

Moroz: Odbierasz to bardzo osobiście i nie odbieram ci takiego prawa. Mnie zaś szczególnie zachwyciło to, że zupełnie naturalnie, jakby bez wysiłku, udało się artystom połączyć tak wiele: muzykę, słowo, śpiew, rytm i przestrzeń . No i raptem skrajnie naturalne wydaje się to, że siedem postaci i ich siedem walizek wystarczy za opis całego świata. A nigdy nie przepadałem za teatrem, w którym wszyscy z uporem godnym lepszej sprawy, pełni zachwytu i uśmiechu na ustach, przekonują mnie, że asceza rekwizytu jest wszystkim, czego potrzeba (nieco wbrew słowom Kościelniaka w ustach Przybysza, że „przecież można, gdy się chce, w kapeluszu zmieścić dom”). Okazuje się, że czasem jest tym wszystkim, ale trzeba umieć ją wyzyskać za pomocą formy. A może w ogóle teatr muzyczny jest dziś odpowiedzią, na którą czekamy? W spektaklu pada nawet żart na ten temat.

Skrzydelski: Peter Brook napisał niegdyś książkę o Grotowskim i nadał jej tytuł „Teatr jest tylko formą”. A w moim przekonaniu ten najlepszy teatr powstaje zawsze z miłości i dla miłości do człowieka. Przepraszam za banał, jednak bywają sytuacje, kiedy banał oddaje istotę problemu, choć nieraz boimy się go wypowiedzieć.

Moroz: Zatem co mógłbym dodać? Chyba jedynie to, że zazdroszczę aktorom z „Przybysza”, bo przed nimi świetlista droga. Nie wyobrażam sobie, by mogli ją porzucić. Tutaj każdy ma swoje więcej niż pięć minut, zespołowo pokazują równie wiele, a przed nimi kosmos sukcesów.

Skrzydelski: Patrycja Grzywińska, Natalia Kujawa, Małgorzata Majerska, Dominik Bobryk, Filip Karaś, Michał Juraszek, Jakub Szyperski. Szczęśliwi czarodzieje.


Ocena:

Skrzydelski: 5 / 6

Moroz: 4 / 6

„Przybysz”

na motywach Shauna Tana

scenariusz, teksty i reżyseria: Wojciech Kościelniak

muzyka: Mariusz Obijalski

scenografia i kostiumy: Bożena Ślaga

choreografia: Ewelina Adamska-Porczyk

Teatr Rampa (Duża scena)

premiera w Akademii Teatralnej w Warszawie: 29 listopada 2019 r.

premiera w Rampie: 14 stycznia 2021 r.

Poprzednie rozmowy Skrzydelskiego i Moroza:

„Między ziemią a niebem”. Rozmowa o „Matce Joannie od Aniołów”, reż. Wojciech Faruga, Teatr Narodowy

„Gombro na oparach”. Rozmowa o „Ślubie”, reż. Radosław Rychcik, Teatr Zagłębia

„Bandaż na krwawiące serce”. Rozmowa o „Lazarusie”, reż. Jan Klata, Teatr Capitol we Wrocławiu

„Wszystko, czego dziś chcesz”. Rozmowa o „Oszustach”, reż. Jan Englert, Och-Teatr

„Ćwiczenia z nienawiści”. Rozmowa o „Sonacie jesiennej”, reż. Grzegorz Wiśniewski, Teatr Narodowy

„Czas kochania, czas umierania”. Rozmowa o „Trzech wysokich kobietach”, reż. Maksymilian Rogacki, Teatr Polski w Warszawie

„Wuefiści kontra literaci”. Rozmowa o „Końcu z Eddym”, reż. Anna Smolar, Teatr Studio

„Walka postu z karnawałem”, rozmowa o „Czerwonych nosach”, reż. Jan Klata, Teatr Nowy w Poznaniu

„Czyja to właściwie kwestia?”, rozmowa o „M. G.”, reż. Monika Strzępka, Teatr Polski w Warszawie

„Rozpacz i zmierzch”, rozmowa o „Trzech siostrach”, reż. Jan Englert, Teatr Narodowy

„Ocalony?”. Rozmowa o „Powrocie do Reims”, reż. Katarzyna Kalwat, Nowy Teatr w Warszawie

„Wojna to ich największa rozkosz”, rozmowa o „Lilli Wenedzie”, reż. Grzegorz Wiśniewski, Teatr Wybrzeże

„Jarzyna 2020/2021 – zestaw do wyświetlania”, rozmowa o „2020: Burzy”, reż. Grzegorz Jarzyna, TR Warszawa

„Teatr wtrąca się w turystykę”, rozmowa o „Biegunach”, reż. Michał Zadara, Teatr Powszechny w Warszawie 

„Strefa zgniotu”, rozmowa o „Kraszu”, reż. Natalia Korczakowska, Teatr Studio

„Oldschool dla oldboyów”, rozmowa o „Fataliście”, reż. Wojciech Urbański, Teatr Dramatyczny w Warszawie

„Kilka ciepłych chwil”, rozmowa o „Minettim”, reż. Andrzej Domalik, Teatr Polonia

„Majestat na manowcach”, rozmowa o „Królu Learze”, reż. Wawrzyniec Kostrzewski, Teatr Dramatyczny w Warszawie

„Tuląc nieobecnych”, rozmowa o „Odysei. Historii dla Hollywoodu”, reż. Krzysztof Warlikowski, Nowy Teatr w Warszawie

„Eseje znad Styksu”, rozmowa o „3SIOSTRACH”, Reż. Luk Perceval, TR Warszawa, Narodowy Stary Teatr

„Ziemio, przebacz”, rozmowa o „Pikniku pod Wiszącą Skałą”, reż. Lena Frankiewicz, Teatr Narodowy

„Rewolta w podrygach”, rozmowa o „Biesach”, reż. Paweł Miśkiewicz, Narodowy Stary Teatr

„Babski stan”, rozmowa o „Uszedłem tylko ja sam”, reż. Agnieszka Glińska, Teatr Dramatyczny w Warszawie

„Falowanie i spadanie”. Rozmowa podsumowująca sezon 2020/2021

„Prawdziwe kłamstwa”, rozmowa o „Balkonie”, reż. Jan Klata, Teatr Wybrzeże

„Spokojnie, to tylko początek sezonu”, rozmowa o „Jak wam się podoba”, reż. Krzysztof Rekowski, Teatr Jaracza w Olsztynie

„Wirówka z toksynami”, rozmowa o „Tramwaju zwanym pożądaniem”, reż. Małgorzata Bogajewska, Teatr Ochoty

„Wtopa w ciemnościach”, rozmowa o „Życie jest snem”, reż. Paweł Świątek, Teatr Imka

„Rach-ciach”, rozmowa o „Inteligentach”, reż. Wojciech Malajkat, Scena Mała Warszawa

„Dzielenie przez zero”, rozmowa o „Krumie”, reż. Małgorzata Warsicka, Teatr Polski w Bielsku-Białej

„Ente piętro świadomości”, rozmowa o „Twarzą w twarz”, reż. Maja Kleczewska, Teatr Powszechny w Warszawie i Teatr Polski w Bydgoszczy

„Poszaleć bez okazji”, rozmowa o „Don Kichocie”, reż. Igor Gorzkowski, Teatr Soho

„Poczciwa norma”, rozmowa o „Wachlarzu”, reż. Maciej Englert, Teatr Współczesny w Warszawie

„Nie zaznasz spokoju”, rozmowa o „Śniegu”, reż. Bartosz Szydłowski, Teatr Łaźnia Nowa, Studio, Śląski, Szekspirowski

„Chichot zza winkla”, rozmowa o „Zamku”, reż. Paweł Miśkiewicz, Teatr Narodowy

„Dziecko z kąpielą”, rozmowa o „Pułapce”, reż. Wojciech Urbański, Teatr Dramatyczny w Warszawie

„Przecena dla bystrych”, rozmowa o „Dziadach”, reż. Maja Kleczewska, Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

„Świat jako kłębek nerwów”, rozmowa o „Wiśniowym sadzie”, reż. Krystyna Janda, Teatr Polski w Warszawie

„Ludzie, którzy jątrzą”, rozmowa o „Młodziku”, reż. Igor Gorzkowski, Teatr Ochoty

„Kisiel w miodzie cukrem doprawiony”, rozmowa o „Wieczorze Trzech Króli”, reż. Piotr Cieplak, Teatr Narodowy 

„Spopieleni”, rozmowa o „Rewizorze”, reż. Jurij Murawicki, Teatr Dramatyczny w Warszawie

„Opowieści z meblościanki”, rozmowa o „Bowiem w Warszawie”, reż. Marcin Liber, Teatr Studio

„Ponad wszelką wątpliwość”, rozmowa o „Kto chce być Żydem?”, reż. Wojciech Malajkat, Teatr Współczesny w Warszawie

„Oświeć mnie, oświeć”, rozmowa o „Wyszedł z domu”, reż. Marek Fiedor, Wrocławski Teatr Współczesny

Źródło:

Materiał własny