"Maria Antonina. Ślad królowej" w reż. Wojciecha Farugi, Teatr Polski w Bydgoszczy, zdjęcie Natalii Kabanow, finalistki IV Konkursu Fotografii Teatralnej w kategorii "Zestaw dokumentacyjny z przedstawienia"
fot. Natalia Kabanow

Czarownice odpalają wrotki

- Spotykając się z innymi aktorami na próbach do "Czarownic z Salem", w końcu poczułam, że mogę przebić to szkło, którym otoczyła mnie szkoła i, mając podstawy zawodu, pozwolić sobie na własny wyraz artystyczny - z aktorką Pauliną Walendziak rozmawia Łukasz Kaczyński w kwartalniku Przekrój.

Łukasz Kaczyński: Szybko weszła Pani na deski profesjonalnego teatru - jeszcze przed spektaklem dyplomowym. Najpierw rolą Betty Parris w "Czarownicach z Salem" Arthura Millera, szybko potem, bo w minionym sezonie, jako Iris w "Otchłani" Jennifer Haley, również w reżyserii Mariusza Grzegorzka, również w łódzkim Teatrze im. Jaracza. Ta sytuacja wymusiła zmianę w myśleniu młodej studentki o sobie na scenie? Paulina Walendziak: "Otchłań" traktuję jako prawdziwy debiut, ale pierwszą profesjonalną pracą, jeszcze w drugim semestrze drugiego roku studiów, była rola Hanny w "Kamieniu" Grzegorza Wiśniewskiego w warszawskim Teatrze Współczesnym, spektaklu, w którym reżyser częściowo powtórzył obsadę znakomitego dyplomu, który zrobił z moim starszymi kolegami z Wydziału Aktorskiego.