Z ostatniej chwili:
"Rock of Ages" w reż. Jacka Mikołajczyka w Teatrze Syrena w Warszawie
fot. Klaudyna Schubert

Marta Ziółek: Pochwała dziwności

- Często mówi się, żeby wygaszać gniew - mnie z kolei interesuje sytuacja, kiedy gniew w ciele narasta i narasta aż do momentu rozładowania: eksplozji i rozluźnienia - mówi Marta Ziółek, tancerka i choreografka, w rozmowie z Anką Herbut w Dwutygodniku.

ANKA HERBUT: Od jakiegoś czasu coraz częściej wykorzystujesz w swoich pracach strategie protestu i formy walki. Obydwa narzędzia pojawiały się w twoich pracach wcześniej, ale nie w tak bezpośredni sposób. Co się zmieniło? MARTA ZIÓŁEK: Nie wiem, czy coś się zmieniło. Mam poczucie, że w tej chwili wracam do tego, z czym zaczynałam pracować na studiach w SNDO (School for New Dance Developement w Amsterdamie), a więc do emancypacyjnej mocy tańca. Tak naprawdę właśnie dlatego zajęłam się tańcem i choreografią. Miałam poczucie, że poprzez praktyki somatyczne można w bardzo emancypacyjny sposób odnieść się do zagadnień związanych z tożsamością, podmiotowością, doświadczaniem samej czy samego siebie i doświadczaniem siebie w relacji.