EN
16.03.2021, 09:16 Wersja do druku

Złoty róg z foliowej reklamówki, czyli „Wesele” naszych czasów

Dziś mija 120. rocznica prapremierowego wystawienia „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego. 16. marca 1901 roku dramat Wyspiańskiego, w inscenizacji i scenografii autora, w reżyserii Adolfa Walewskiego, wystawiono na scenie Teatru Miejskiego w Krakowie (obecnie Teatr im. Juliusza Słowackiego), a w obsadzie znaleźli się m.in. Wanda Siemaszkowa w roli Panny Młodej i Aleksander Zelwerowicz w roli Kaspra. W ostatnich latach nie brakowało ważnych i niejednokrotnie zaskakujących inscenizacji „Wesela”.

"Wesele" w reż. Radosława Rychcika / fot. Krzysztof Lisiak/mat. Teatru Śląskiego

W 2013 roku Marcin Liber wystawił „Wesele” w Teatrze Polskim w Bydgoszczy. Reżyser umieścił akcję w wiejskiej dyskotece, przy akompaniamencie bardzo głośnej, kiczowatej muzyki, wódka lała się strumieniami, a postaci oddawały się nieprzerwanej zabawie. Nieustannie pulsujący, żywy spektakl trafnie uwypuklił gorzką wymowę dramatu Wyspiańskiego o polskiej niemocy. Wśród znakomitych aktorów, w bydgoskiej inscenizacji wyróżniła się Magdalena Łaska jako Chochoł i Joanna Drozda jako Rachela. Aktorki zagrały zjawiskowo i daleko odbiegały od standardowego spojrzenia na interpretację obu postaci.

W 2016 roku - w Teatrze Śląskim w Katowicach, którego patronem jest Stanisław Wyspiański - Radosław Rychcik umiejscowił akcję „Wesela” w irlandzkim pubie w Belfaście, w atmosferze konfliktu między protestantami i katolikami. Irlandzki trop wcale nie pasował do dramatu Wyspiańskiego, a katowicki spektakl okazał się porażką – nie cieszył się uznaniem ani recenzentów, ani publiczności i szybko zszedł z afisza. Przedstawienie nie zachwycało też pod względem aktorskim, zawiedli zwłaszcza aktorzy gościnni: Ewelina Żak w roli Panny Młodej (Penny) i Marcin Rychcik w roli Pana Młodego (Rob). Najlepszym elementem spektaklu była muzyka, często współpracujących z reżyserem, Michała Lisa i Piotra Lisa, ale nie sama oprawa muzyczna tworzy siłę teatralnego przekazu.

Radosławowi Rychcikowi nie udało się powtórzyć sukcesu „Dziadów” Adama Mickiewicza, zrealizowanych wcześniej wg podobnej metody w Teatrze Nowym w Poznaniu (w przypadku „Dziadów” było to nawiązanie do symboli amerykańskiej historii i popkultury).

"Wesele" w reż. Jana Klaty / fot. Magda Hueckel / mat. Starego Teatru w Krakowie

12 maja 2017 roku Jan Klata wystawił „Wesele” w Narodowym Starym Teatrze, jak się okazało, na zakończenie swojej dyrektorskiej kadencji. Kontekst mocno kontrowersyjnego ministerialnego konkursu, w którym Jan Klata nie został wybrany na kolejną kadencję, miał wpływ na emocje na scenie i na widowni, zwłaszcza podczas pierwszych trzech pokazów (piątek, sobota i niedziela), ale niezależnie od dodatkowych okoliczności, spektakl bez wątpienia należy zaklasyfikować jako teatralne arcydzieło.

Jan Klata przygotował przedstawienie wierne Wyspiańskiemu, nie rezygnując z charakterystycznego dla siebie posiłkowania się popkulturą w warstwie wizualnej i muzycznej. Spektakl wspaniale współtworzyła scenografia Justyny Łagowskiej, m.in. z pustą przydrożną kapliczką. Za perfekcyjną reżyserię światła odpowiadała również Justyna Łagowska.

Świetnym pomysłem było zaproszenie metalowego zespołu „Furia”, który grał i śpiewał w trakcie przedstawienia, a wokalista Michał Kuźniak wystąpił w roli Chochoła.
Gorzki śmiech, po tym, jak Czepiec (świetny Krzysztof Zawadzki) pyta Dziennikarza (znakomity Roman Gancarczyk): "Cóż tam Panie, w polityce?" to fascynujący początek spektaklu, a ciąg dalszy był równie pasjonujący. Reżyser wybrał do obsady „Wesela” aktorów wszystkich pokoleń Starego. Wymowę dramatu o braku porozumienia i trwaniu w gnuśności, podkreślało „rozdwojenie” postaci Jaśka, którego grał najpierw Krystian Durman, znakomity aktor młodego pokolenia, a następnie wybitny Andrzej Kozak – nestor krakowskiej sceny.

Zjawiskowo w epizodzie Rycerza Czarnego, pomalowanego w barwy narodowe, zaprezentowała się Małgorzata Gorol, której kreacja to najbardziej przejmująca i wstrząsająca rola w spektaklu. Wspaniały w roli Wernyhory, ze złotym rogiem w formie nadmuchanej foliowej reklamówki, był – nieżyjący już – Zbigniew Ruciński. Genialni byli Katarzyna Krzanowska jako Rachel i Zbigniew W. Kaleta jako Poeta. Fantastyczne aktorskie duety stworzyli: Monika Frajczyk (Panna Młoda) i Radosław Krzyżowski (Pan Młody), Anna Dymna (Radczyni) i Elżbieta Karkoszka (Klimina), Beata Paluch (Gospodyni) i Juliusz Chrząstowski (Gospodarz) oraz Anna Radwan (Zosia) i Ewa Kaim (Haneczka), ale na uznanie zasługuje cała wspaniała „międzypokoleniowa” obsada.

"Wesele" w reż. Wawrzyńca Kostrzewskiego / fot. Teatr TV

Pulę istotnych inscenizacji „Wesela” ostatnich lat uzupełnia telewizyjny spektakl w reż. Wawrzyńca Kostrzewskiego. „Wesele” w ujęciu Wawrzyńca Kostrzewskiego na swoich zwolenników, ale wydaje mi się zbyt publicystyczne i doraźne (np. smoleńskie schody), a także nie przekonuje mnie, sprzeczne z diagnozą Wyspiańskiego, optymistyczne przesłanie w finale spektaklu – dziecko w objęciach Gospodyni (Dominika Kluźniak). Przedstawienie rozczarowuje również aktorsko, np. Olga Sarzyńska całkowicie nie poradziła sobie z rolą Racheli, a Piotr Ligienza - z rolą Pana Młodego, a przyznanie nagrody im. Aleksandra Zelwerowicza za sezon 2018/2019 Piotrowi Adamczykowi za rolę Poety budzi kontrowersje. Spektakl sprawia wrażenie zrealizowanego „na specjalne zamówienie”, a to nigdy sztuce nie wychodzi na dobre.

Przywołane inscenizacje pokazują, że każdy z reżyserów próbował znaleźć własny sposób odczytania ponadczasowego dzieła Wyspiańskiego. Moim zdaniem, najlepszy klucz do drzwi z napisem: „Wesele”, znalazł Jan Klata, a przedstawienie  Narodowego Starego Teatru to bezkonkurencyjnie numer 1 wśród wystawień arcydramatu Wyspiańskiego w polskim teatrze nie tylko ostatnich lat. Spektakl otrzymał grad nagród, w tym nagrodę główną, na 43. Opolskich Konfrontacjach Teatralnych „Klasyka Żywa”.
„Wesele” w reżyserii Jana Klaty  to bezsprzecznie „klasyka żywa”, dynamiczna, podana w atrakcyjnej formie dla współczesnego widza, żyjącego w obrazkowo-smartfonowym świecie, ale równocześnie inscenizacja wierna przesłaniu i tekstowi autora.

Godnym uczczeniem 120. rocznicy wystawienia „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego byłaby rejestracja przez telewizję publiczną przedstawienia Narodowego Starego Teatru. Ale ten pomysł to pewnie fantasmagoria, niczym zjawa z „Wesela”.

Źródło:

Materiał nadesłany

Autor:

Artur Stanek