Nie pamiętaliśmy najczęściej ani imion, ani nazwisk jego bohaterów, ale widząc Bronisława Pawlika na ekranie, czuło się, że jest dobrze, że to jest polskie kino, a skoro polskie kino, to zawsze pan Bronisław – pisze Łukasz Maciejewski w AICT Polska.
Inne aktualności
- Warszawa. Zmarł scenarzysta filmowy Krzysztof Piesiewicz 14.05.2026 18:46
- Poznań. Cienkowska na Impact: państwo, które wspiera wyłącznie to, co opłacalne, przestaje być wspólnotą 14.05.2026 16:35
- Poznań. Noc Muzeów w Polskim Teatrze Tańca 14.05.2026 15:45
- Częstochowa. Na Cmentarzu św. Rocha stanął pomnik Marka Perepeczki 14.05.2026 15:32
- Chorzów. Zespół „Śląsk” zaprezentuje spektakl inspirowany filmami Wajdy i muzyką Kilara 14.05.2026 15:28
- Tychy. Premiera spektaklu „Historia pewnego przedmiotu” w Teatrze Małym 14.05.2026 15:20
- Bytom. „Aida” ostatni raz w tym sezonie na deskach Opery Śląskiej 14.05.2026 14:52
- Warszawa. W weekend „Przed wschodem / przed zachodem” – sztuka Teatru WARSawy 14.05.2026 14:50
- Katowice. Zbliża się premiera „Udręki życia” Hanocha Levina w Teatrze Śląskim 14.05.2026 14:29
-
Warszawa. Spotkanie z Tadeuszem Kornasiem w ramach cyklu „Czytelnia. Rozmowy o książkach”
14.05.2026 13:52
-
Kraj. Maj w Multikinie pod znakiem opery, teatru i sztuki
14.05.2026 13:40
- Katowice. W siedzibie NOSPR rozpoczyna się Festiwal Katowice Kultura Natura 14.05.2026 12:46
- Niemcy. Joanna Lewicka reżyseruje spektakl „Królowa Lear” w Detmold 14.05.2026 12:38
- Chorzów. Upiornie widowiskowy musical: premiera „Beetlejuice” już 16 maja w Teatrze Rozrywki 14.05.2026 12:30
Ma się poczucie, że grał we wszystkich polskich filmach i serialach.
Że zawsze w pewnym momencie, po kwadransie, po dwóch, albo siedemnaście minut przed finałem, pojawiał się on.
I że to w zasadzie wystarczyło.
Nie pamiętaliśmy najczęściej ani imion, ani nazwisk jego bohaterów, ale widząc Bronisława Pawlika na ekranie, czuło się, że jest dobrze, że to jest polskie kino, a skoro polskie kino, to zawsze pan Bronisław.
Nie mam pojęcia, jak to naprawdę wyglądało, czy ktoś to zatwierdził, że skoro robi się film, trzeba mieć na planie Pawlika, na moment chociaż, na dzień, na pół, na dwa. Może to zresztą złudzenie, może wcale tak znowu wiele nie grał, ale chyba jednak występował często, od epizodu do epizodu, czasami zdarzyło się coś większego, a czasami wprost wspaniałego – jak Rzecki w „Lalce” Bera.
Tylko ta jego twarz, postura, spojrzenie, to była czysta poczciwość w mało poczciwym świecie, co zresztą wcale nie minęło. Świat i bez Pawlika nie będzie poczciwy.
On to jednak dawał, wnosił na ekran. Poczciwość, zawstydzenie, nie chciałbym napisać „fajtłapowość”, ale samo się ciśnie na usta.
W kurtce, w koszuli w kratę, role petentów, żebraków, urzędników niższego szczebla, dozorców.
„Chłopi”, „Polskie drogi”, „Ziemia obiecana”, „Ewa chce spać”, „Tabu”, filmy Hasa, Buczkowskiego, Kutza, Marczewskiego, Barańskiego, Zygadły. „Mąż swojej żony” u Barei, Rzecki. A jeszcze „Miś z okienka”, nie zapominajmy o misiu.
Losy tego aktora, ponure jak losy prawie całego tamtego pokolenia. Dzieciństwo, całe dzieciństwo, wchodzenie w dorosłość to była wojna. Decyzja o aktorstwie, szkolenie się u Iwo Galla, wybrzeże i Teatr Wybrzeże, potem Łódź, teatry warszawskie – przez wiele lat Powszechny, Polski, Ateneum, Współczesny. Teatry Warszawy, i współpraca ze wszystkimi świętymi, wieloletnia, cierpliwa, konsekwentna. Axer, Englert, Swinarski, ale i Szajna przecież, tytułowy Danton w spektaklu Wajdy, pod koniec życia otarł się jeszcze o Jarzynę nawet, o Agnieszkę Glińską, Norberta Rakowskiego.
I jeszcze choroba alkoholowa, wpisana w te straszne ciężko wódczane czasy. Wyborowa skoro nie było innych, wolnych wyborów. Tylko wyborowa.
Ostatnia rola, prawdziwie przejmująca. U mojego ukochanego Andrzeja Barańskiego, we „Wszystkich świętych”.
Nie mówił już, nie był w stanie zapamiętać tekstu, linijki nawet, a jednak był, i to dla wszystkich stanowiło wartość.
Prostota zaklęta nie w ciele tylko, to byłoby za mało. Prostota we wszystkim. Inaczej mówiąc: prawda.
Miał to jak nikt inny.