Inne aktualności
- Kraków. Teatr Nowy Proxima zawiesza duże spektakle 03.04.2025 10:23
-
Warszawa. Polscy filmowcy czekają na szefa swojego instytutu 03.04.2025 10:00
- Kraków. Cricoteka zaprasza na kwietniowe pokazy w ramach programu Rollercoaster 2025 03.04.2025 09:59
-
Warszawa. Imieniny Jana Kochanowskiego 21 czerwca w Ogrodzie Krasińskich 03.04.2025 09:46
- Kraj. Pokazy „Inteligentów” we Wrocławiu i Warszawie 03.04.2025 09:26
-
Toruń. Premiera „Jesus Christ Superstar” Teatru Muzycznego – jutro w klubie Od Nowa 03.04.2025 09:20
- Kraj. 33. Kolokwium Teatralne 03.04.2025 09:13
- Słupsk. Nagrody dla aktorek Nowego Teatru 03.04.2025 08:55
- Słupsk. III Festiwal Plastyki Teatrów Lalki i Formy – od 7 kwietnia w Teatrze Tęcza 03.04.2025 08:45
- Łódź. Konkurs grantowy Łódź Pełna Kultury 03.04.2025 08:32
- Warszawa. „Ostatnia lekcja” i „Belfer!” w Teatrze Ateneum 02.04.2025 17:22
- Wrocław. „Piękna i Bestia” w Teatrze Kambak 02.04.2025 17:14
-
Warszawa. Powstała platforma ScriptArt – dla dramaturgów, scenarzystów i... dyrektorów teatrów 02.04.2025 15:43
- Warszawa. „Ile maggi do rosołu?” ponownie w Universum Teatru i Umysłu 02.04.2025 15:34
„Maestro” o Leonardzie Bernsteinie, zrealizowany przez Bradleya Coopera i z nim w roli głównej, od dawna był zapowiadany na filmowy przebój. Czy jednak warto było na niego czekać?
Trudno właściwie zrozumieć, dlaczego dopiero teraz powstała opowieść o Leonardzie Bernsteinie. W końcu to postać o niezwykłym dla Amerykanów znaczeniu. Nie tylko z racji oszałamiającej własnej kariery, ale przede wszystkim on jako pierwszy wprowadził kulturę amerykańską. kojarzoną głownie ze popularną (i nierzadko tandetną) rozrywką, w rejony wielkiej sztuki świata, łącząc w komponowanej przez siebie muzyce niemal wszystkie jej gatunki.
Kim dla Leonarda Bernsteina był Artur Rodziński
Od pierwszych scen „Maestro” pokazuje, jak przyciągał do siebie najwybitniejszych artystów różnych dziedzin: najlepszych muzyków klasycznych: Claudia Arraua, Serge’a (a właściwie Siergieja) Kusewickiego, choreografa Jerome’a Robbinsa, który potem pomógł nadać olśniewający kształt taneczny „West Side Story” czy geniusza musicalu Stephena Sondheima. Ten z kolei debiutował pod okiem Bernsteina.