26.10.2006 Wersja do druku

Czas zakreślił pętlę

- Dobrze pamiętam nastrój tamtych czasów. W mojej pamięci, do której prawie nie wracam, tkwi przytłumiona minionymi latami traumatyczna chwila: kryję się na górze schodów i przez poręcz obserwuję dwóch mężczyzn w długich płaszczach, którzy przyszli po Ojca - Małgorzata Dzieduszycka podaje w Odrze dramatyczne fakty związane ze sprawą Wojciecha Dzieduszyckiego.

Przed kilkoma tygodniami ktoś zadzwonił do mnie, że we Wrocławiu mówią, iż Ojciec był tajnym agentem UB. Uznałam to za głupi dowcip. Plotki się powtarzały. Mówiono, że ma ukazać się jakaś publikacja. Ojciec był wtedy w sanatorium, zadzwoniłam i zapytałam: - Tata, sprawa poważna. Mówią, że byłeś płatnym agentem UB. - To niemożliwe - powiedział Ojciec. - Ale powiedz mi, podpisałeś coś kiedyś? - Tak - mówi cicho Tata. - Podpisałem. Przyszło mi na myśl, że zrobiłam błąd, dzwoniąc do sanatorium. Trzeba było poczekać. Dać mu spokój, porozmawiać po powrocie za kilka dni. Zawsze byłam w gorącej wodzie kąpana, a Ojciec był receptą na wszystkie kłopoty. Nawet teraz, kiedy ja już jestem więcej niż dorosła, a Ojciec skończył 94 lata. Wrócił z sanatorium jeszcze słabszy niż przed wyjazdem. Wchodząc po schodach w domu, upadł na wznak. Cud, że się nie połamał. Gdy przyjechałam z Warszawy, ktoś akurat przyszedł z prośbą o

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Odra nr 10

Autor:

Małgorzata Dzieduszycka

Data:

26.10.2006

Tematy w toku