„The Walker” w reż. Marka B. Chodaczyńskiego, Davida Zuazoli i Unii Teatr Niemożliwy na 32. Międzynarodowym Festiwalu Teatrów Lalek i Formy „Spotkania” w Teatrze Baju Pomorskim w Toruniu. Pisze Wiesław Kowalski.
Nie każdy spektakl potrzebuje rozbudowanej scenografii, słów czy realistycznych obrazów, by pozostawić w widzu ślad, który nie znika wraz z opadnięciem kurtyny. Czasem wystarczy drobny gest, sylwetka zastygła w bezruchu lub przedmiot, który nagle zaczyna opowiadać o ludzkim losie. Taką siłę ma „The Walker” Davida Zuazoli, zrealizowany we współpracy z warszawską Unią Teatr Niemożliwy. Oglądając ten spektakl podczas 32. Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Lalek i Formy w Baju Pomorskim w Toruniu, można było przekonać się, jak niewielkimi środkami teatralnymi opowiedzieć o jednym z najbardziej bolesnych doświadczeń współczesności.
U podstaw przedstawienia leży przymus opuszczenia własnego domu. Wojna odbiera bohaterowi nie tylko poczucie bezpieczeństwa, lecz także dotychczasowy porządek życia. To, co znane i oswojone, nagle staje się przeszłością, a przyszłość przybiera postać drogi, której końca nie sposób przewidzieć. Nie ma pewności, czy przyniesie ocalenie, czy kolejne zagrożenie. Pozostaje konieczność marszu. David Zuazola nie buduje rozbudowanego portretu psychologicznego uciekiniera. Interesuje go raczej człowiek sprowadzony do podstawowych doświadczeń: strachu, samotności, utraty i potrzeby przetrwania. Dzięki temu los jednostki nabiera wymiaru zbiorowego. Wędrowiec może być każdym, kto wbrew własnej woli musi porzucić dotychczasowe życie i szukać miejsca, w którym będzie mógł rozpocząć je na nowo. Nie jest to jednak opowieść o podróży rozumianej jako obietnica przygody czy samopoznania. Tutaj droga zaczyna się od katastrofy. Bohater nie wybiera kierunku dlatego, że pragnie zmiany, lecz dlatego, że pozostanie na miejscu oznacza zagrożenie. Ta różnica nadaje całemu przedstawieniu szczególną powagę.
Lalka jako pełnoprawny bohater
Najbardziej interesujące jest to, w jaki sposób twórcy przekładają tak rozległy problem na język teatru animacji. Zuazola posługuje się lalkami o wydłużonych kształtach, wyrazistych obliczach i nieco osobliwej fizyczności. Ich wygląd nie zmierza do realistycznego odtworzenia ludzkiego ciała. Przeciwnie, podkreśla sztuczność materiału i konstrukcji, a jednocześnie pozwala dostrzec w nich emocjonalną obecność. Właśnie na tym polega paradoks dobrej animacji: przedmiot nie musi przypominać człowieka, byśmy zaczęli odczytywać jego zachowanie w kategoriach ludzkiego doświadczenia. Wystarczy odpowiednio poprowadzony ruch, zmiana położenia głowy, zawahanie albo nagłe zatrzymanie. To, co jeszcze przed chwilą było martwą materią, zaczyna uczestniczyć w dramacie.
Zuazola wykazuje szczególną wrażliwość na możliwości, jakie daje tak rozumiana forma. Nie przeciąża postaci gestami, nie próbuje na siłę zwiększać ich ekspresji. Pozwala, aby znaczenie rodziło się z niewielkich różnic w sposobie poruszania się i z relacji pomiędzy ruchem a bezruchem. Animacja nie służy tu wyłącznie ożywieniu lalki. Jest podstawowym narzędziem prowadzenia narracji. Wymaga to precyzji, cierpliwości i pełnej kontroli nad materią sceniczną. Każdy ruch musi być czytelny, ale nie może zatracić naturalności właściwej światu przedstawionemu. Zbyt mocny gest mógłby odebrać postaci kruchość, zbyt słaby — pozbawić ją wyrazistości. W tej delikatnej równowadze rozgrywa się zasadnicza część artystycznego przedsięwzięcia Zuazoli.
Istotna jest także relacja pomiędzy animatorem a lalką. Uwaga widza koncentruje się na niewielkiej postaci, która stopniowo uzyskuje własną sceniczną tożsamość. Nie chodzi już tylko o sprawność wykonawcy, ale o stworzenie przekonującej obecności. Lalka zaczyna sprawiać wrażenie istoty posiadającej własny rytm, własne ograniczenia i własny sposób reagowania na otoczenie. Ten efekt ma w „The Walker” znaczenie wykraczające poza warsztat. Bohater jest przecież kimś, kogo można pozbawić niemal wszystkiego: domu, przedmiotów, społecznej pozycji i poczucia przynależności. Nie sposób jednak odebrać mu człowieczeństwa. Paradoksalnie właśnie niewielka, niepozorna figura staje się znakiem godności, której nie powinny przekreślać ani pochodzenie, ani status, ani miejsce, z którego ktoś przybywa.
Z fragmentów powstaje świat
Osobnym walorem spektaklu jest jego strona plastyczna. Sceniczna rzeczywistość nie zostaje odtworzona za pomocą rozbudowanych dekoracji. Zuazola komponuje ją z niewielkich elementów, fragmentów materiałów i przedmiotów, które otrzymują nowe funkcje. Z takich składników powstają postaci oraz przestrzenie, a kolejne obrazy układają się w opowieść o świecie poddanym rozpadowi. Nie chodzi tu jedynie o ekonomię środków. Materiałowa surowość przedstawienia współgra z losem bohatera, którego dotychczasowa rzeczywistość przestała istnieć w znanej postaci. Pozostały fragmenty, wspomnienia i konieczność budowania przyszłości z tego, co udało się ocalić.
Ważna jest również sama skala. Miniaturowe formy nie próbują konkurować z monumentalnością wojennych obrazów, które znamy z mediów. Zuazola wybiera inną perspektywę: zamiast pokazywać katastrofę w całym jej rozmiarze, skupia uwagę na jej pojedynczym uczestniku. Dzięki temu dramat nie zostaje sprowadzony do efektownego widowiska. Małość scenicznego świata wymaga od publiczności zmiany sposobu patrzenia. Trzeba dostrzec szczegół, zauważyć relację pomiędzy elementami kompozycji i zaakceptować umowność przedstawienia. Wyobraźnia widza staje się niezbędnym partnerem twórców. To ona uzupełnia luki, łączy obrazy i nadaje im osobisty wymiar.
W tym właśnie tkwi siła teatru lalek, który nie usiłuje naśladować rzeczywistości, lecz tworzy dla niej własny odpowiednik. Kilka przedmiotów może zastąpić rozległą przestrzeń, a niewielka postać unieść ciężar doświadczenia, którego nie dałoby się wyrazić samym opisem. Ograniczenie staje się tutaj źródłem twórczej swobody. Materiały wykorzystane do budowania świata scenicznego nie są jedynie technicznym tworzywem. Ich niedoskonałość, ślady wcześniejszego użycia i podatność na przekształcenia współtworzą estetykę przedstawienia. W efekcie plastyka nie stanowi dekoracyjnego dodatku do historii, lecz staje się jednym z jej nośników.
Muzyka i dramaturgia milczenia
„The Walker” opiera się na narracji pozbawionej dialogów. Opowieść rozwija się dzięki działaniu, następstwu obrazów i zmianom zachodzącym w scenicznym otoczeniu bohatera. Taka konstrukcja nie pozostawia wiele miejsca na przypadkowość. Skoro słowo nie objaśnia zdarzeń, tym większe znaczenie zyskują rytm, kompozycja oraz czytelność gestu. Reżyseria Marka B. Chodaczyńskiego podporządkowuje poszczególne elementy wspólnemu kierunkowi dramaturgicznemu. Obrazy nie funkcjonują jedynie jako autonomiczne miniatury plastyczne. Wspólnie tworzą opowieść o człowieku, którego droga zmienia się wraz z kolejnymi doświadczeniami. Istotne staje się nie tylko to, co bohater napotyka, lecz także sposób, w jaki otoczenie wpływa na jego sytuację.
Muzyka Davida Zuazoli i Marka Żurawskiego współuczestniczy w budowaniu tego świata. Wprowadza rytm, podkreśla napięcia i nadaje ciągłość następującym po sobie scenom. Nie zastępuje słów, lecz poszerza znaczenia obrazu. Dzięki niej przedstawienie zachowuje dynamikę, a jednocześnie nie traci przestrzeni potrzebnej do kontemplacji. Milczenie okazuje się przy tym czymś więcej niż formalnym wyróżnikiem. Pozwala spojrzeć na doświadczenie bohatera bez pośrednictwa deklaracji i wyjaśnień. Widz nie otrzymuje gotowego komentarza do każdej sytuacji. Musi sam rozpoznać sens wydarzeń, a następnie skonfrontować go z własnymi przekonaniami.
To niewątpliwie teatr wymagający uwagi. Niektóre znaczenia pozostają ukryte w szczegółach, inne wyłaniają się dopiero w zestawieniu kilku obrazów. Widz przyzwyczajony do jednoznacznej narracji może potrzebować czasu, by odnaleźć się w tej konwencji. Nie oznacza to jednak hermetyczności spektaklu. Jego podstawowy komunikat jest czytelny, choć droga do pełniejszej interpretacji wymaga zaangażowania. Właśnie w tym widzę jedną z istotnych zalet przedstawienia: nie traktuje publiczności jak odbiorcy, któremu trzeba nieustannie objaśniać znaczenia. Pozostawia jej przestrzeń do samodzielnego myślenia, nie rezygnując przy tym z emocjonalnej wyrazistości.
Po drugiej stronie granicy
Wędrówka bohatera nie jest celem samym w sobie. Prowadzi ku światu, który powinien zapewnić mu bezpieczeństwo i możliwość rozpoczęcia nowego życia. To świat odwołujący się do pokoju, sprawiedliwości, równości i poszanowania praw człowieka. Jednak nadzieja związana z dotarciem do niego zostaje skonfrontowana z rzeczywistością, w której przybysz niekoniecznie spotyka się z akceptacją. W tym miejscu przedstawienie nabiera wyraźnego wymiaru społecznego i politycznego. Zuazola nie ogranicza się do ukazania skutków wojny. Kieruje uwagę również na reakcje tych, którzy nie musieli uciekać, a mimo to współdecydują o losie przybywających. Przemoc zmusza człowieka do opuszczenia domu, lecz to, co wydarzy się później, zależy także od postawy społeczeństw, do których zmierza.
Granica staje się zatem nie tylko elementem geograficznej rzeczywistości, ale również sprawdzianem deklarowanych wartości. Łatwo mówić o solidarności, dopóki nie wymaga ona konkretnego działania. Znacznie trudniej zachować otwartość, gdy cudza obecność narusza przyzwyczajenia, budzi obawy albo staje się przedmiotem politycznej manipulacji. „The Walker” nie oferuje prostego podziału na bohaterów i przeciwników. Jego krytyczny ton nie wynika z wygłaszania oskarżeń, lecz z zestawienia nadziei wędrowca z postawami świata, do którego próbuje dotrzeć. W tej konfrontacji ujawnia się sprzeczność pomiędzy uniwersalnym językiem praw człowieka a praktyką ich stosowania.
Najbardziej niepokojące jest to, że przedstawiona sytuacja nie wydaje się odległa ani abstrakcyjna. Wojna, przymusowa migracja, utrata domu i niepewność jutra należą do doświadczeń, które nieustannie powracają we współczesnym świecie. Spektakl nie pozwala jednak potraktować ich jako kolejnych informacji, które można przyjąć, a następnie szybko o nich zapomnieć. Zamiast tego kieruje uwagę ku pojedynczemu człowiekowi. Nie pyta wyłącznie o przyczyny jego położenia, lecz także o naszą odpowiedzialność wobec niego. Co jesteśmy gotowi zrobić, kiedy cierpienie przestaje być obrazem na ekranie, a staje się obecnością kogoś, kto potrzebuje pomocy? Jak daleko sięga nasza solidarność? Czy potrafimy rozpoznać w przybyszu człowieka, zanim zaczniemy oceniać jego pochodzenie?
Zaangażowanie bez moralizowania
Warto docenić, że twórcy nie podporządkowują formy teatralnej doraźnemu komunikatowi. Temat uchodźstwa jest poważny i społecznie istotny, ale jego znaczenie nie usprawiedliwiałoby jeszcze artystycznych uproszczeń. W „The Walker” przesłanie pozostaje nierozerwalnie związane z metodą opowiadania. Polityczność przedstawienia nie polega na wygłoszeniu gotowej diagnozy. Rodzi się z obserwacji zachowań, relacji i napięć, które składają się na doświadczenie wędrowca. Dzięki temu spektakl nie przybiera formy scenicznego manifestu. Nie odbiera też widzowi prawa do samodzielnego wyciągania wniosków.
Takie rozwiązanie wymaga zaufania do teatralnego obrazu. Twórcy nie muszą nazywać każdej niesprawiedliwości, ponieważ pokazują jej skutki. Nie muszą przekonywać, że bohater zasługuje na współczucie, ponieważ jego obecność wystarcza, by uruchomić pytania o granice naszej empatii. To również dowód, że teatr lalek może podejmować tematy należące do najbardziej złożonych problemów współczesności, nie tracąc nic ze swojej specyfiki. Jego siłą nie jest wyłącznie umiejętność tworzenia niezwykłych postaci, ale możliwość nadawania materialnej formie znaczeń, których nie da się sprowadzić do jej fizycznego kształtu.
Międzynarodowe uznanie i artystyczna konsekwencja
„The Walker” zdobył liczne nagrody na festiwalach międzynarodowych, między innymi za reżyserię, pracę animatora, muzykę, tożsamość wizualną oraz koncepcję i poszukiwania w dziedzinie teatru lalek. Wyróżnienia te pokazują, że przedstawienie zwraca uwagę nie tylko aktualnością podejmowanego tematu, lecz również jakością artystycznych rozwiązań. Wartość tego przedsięwzięcia tkwi w spójności. Plastyka, animacja, muzyka i dramaturgia nie funkcjonują jako niezależne atrakcje, ale tworzą wspólny system znaczeń. David Zuazola wykorzystuje możliwości miniaturowej formy, Marek B. Chodaczyński nadaje jej kierunek sceniczny, a muzyka współorganizuje emocjonalny przebieg opowieści.
Nie jest to spektakl, który potrzebuje rozmachu, by osiągnąć intensywność. Przeciwnie, ograniczenie środków pozwala skoncentrować uwagę na tym, co najważniejsze: na postaci i jej drodze. Dzięki temu przedstawienie pozostaje czytelne również poza kontekstem kulturowym, w którym powstało. Doświadczenie utraty, strachu i nadziei nie wymaga rozbudowanego objaśnienia, ponieważ należy do uniwersalnego repertuaru ludzkich przeżyć. Międzynarodowe uznanie można więc odczytywać nie tylko jako potwierdzenie sprawności warsztatowej twórców, lecz także jako świadectwo komunikatywności języka teatralnego, którym się posługują.
Człowiek, którego nie wolno przeoczyć
Po toruńskim spotkaniu z „The Walker” pozostaje przede wszystkim przekonanie, że niewielka forma może pomieścić niezwykle rozległy temat. Zuazola nie próbuje objąć całego świata w jednej scenicznej panoramie. Pokazuje jego fragment, a następnie pozwala widzowi dostrzec w nim odbicie większej rzeczywistości. Wędrowiec idzie dalej, choć nie ma pewności, co czeka go na końcu drogi. W jego postaci skupiają się doświadczenia ludzi, którym wojna odebrała możliwość zwyczajnego życia. Nie jest jednak wyłącznie symbolem cierpienia. Pozostaje także znakiem wytrwałości i potrzeby szukania miejsca, w którym człowiek będzie mógł odzyskać poczucie bezpieczeństwa.
Największe osiągnięcie spektaklu polega na tym, że nie oddziela artystycznej formy od moralnego niepokoju. Precyzja animacji, pomysłowość plastyczna i oszczędność narracji nie służą jedynie podziwianiu warsztatu. Prowadzą do spotkania z losem drugiego człowieka, którego łatwo przeoczyć w natłoku codziennych wiadomości.
W tym sensie toruński spektakl jest czymś więcej niż udanym przykładem współczesnego teatru lalek. To artystycznie przemyślana opowieść o odpowiedzialności, która zaczyna się tam, gdzie kończy się wygodny dystans. O świecie, w którym można wznosić granice, ale nie da się za ich pomocą unieważnić ludzkiego cierpienia. I być może właśnie dlatego niewielka postać stworzona przez Zuazolę pozostaje w pamięci dłużej niż niejeden realistyczny obraz wojny. Nie dlatego, że pokazuje wszystko, lecz dlatego, że zmusza nas do uważnego spojrzenia na jednego człowieka. A od tego spojrzenia zaczyna się każda rzeczywista próba zrozumienia drugiego.