Logo
Recenzje

Przemoc Szekspira w fikcyjnym Rzymie

19.10.2026, 11:13 Wersja do druku

„Tytus Andronikus" Williama Shakespeare'a w reż. Marcina Libera w Teatrze im. Wilama Horzycy w Toruniu. Pisze Piotr Zaremba w „Sieciach”.

fot. Marek Zimakiewicz/mat. teatru

Polacy prawie nie grają „Tytusa Andronikusa" Williama Szekspira. Wystawił tę sztukę Marcin Liber w toruńskim Teatrze im. Wilama Horzycy. O czym to dziś jest?

Szekspir napisał ją na początku swojej drogi. W jego dramatach trup ściele się gęsto. Ale tu... Znawca Szekspira Jan Kott napisał, że gdyby autor nie ograniczył się do pięciu aktów, to w szóstym kazałby mordować widzów.

Opowiada nam o spirali zemsty. Tamora, królowa Gotów, a potem cesarzowa Rzymu, mści się za zabicie swojego syna z woli rzymskiego wodza Tytusa Andronikusa. Napuszcza więc innych synów, aby zgwałcili jego córkę Lawinię. A oni odcinają jej ręce i wyrywają język. Ojciec mści się z kolei, przyrządzając z gwałcicieli potrawkę i częstując nią matkę. Są i inne potworności...

Szekspir często naginał historyczne zdarzenia i mylił fakty. Tu jednak po prostu wymyślił kawałek historii starożytnego Rzymu. Nie było Tytusa. Żaden rzymski cesarz nie poślubiłby wziętej do niewoli władczyni barbarzyńskiego narodu. Co gorsza, sztuka jest mało wiarygodna psychologicznie. To upiorny, bezładny kolaż, pełen wręcz pornograficznego bestialstwa.

Pamięta się amerykański film Julie Taymor z 1999 r. z Anthonym Hopkinsem w roli tytułowej. Ale w polskim teatrze zagrano ten tekst tylko cztery razy, od prapremiery w 1987 r. w łódzkim Teatrze im. Stefana Jaracza. Sam bym nie doradzał jej wystawiania. Z kolei Liber ma, jak dla mnie, nadmierną tendencję do deformowania dawnych sztuk przez przebieranie ich w inne kostiumy.

Jak było tym razem? Napisałem, że Rzym jest tu bytem cokolwiek umownym. Ale czy powinno z tego wynikać przebieranie części postaci, w tym cesarza, w ubrania upodabniające ich do współczesnych polskich cinkciarzy? Inni są z kolei w mocno kosmicznych kostiumach - Mirka Kaczmarka, zarazem autora apokaliptycznej scenografii. Czy to może dziać się dzisiaj? I czy celną dodatkową oprawą są popisy wrestlingu - dwaj uprawiający go zawodnicy urządzają na scenie własne zawody.

Jak rozumiem, Liber, który tekst sztuki ścisnął, ale zasadniczy zrąb fabuły pozostawił, szuka w ten sposób okrucieństwa we współczesnym świecie. To dla niego traktat o nagiej przemocy. Tropi ją w czasach, kiedy koniec historii nie nastąpił, a za naszą wschodnią granicą dzieją się upiorne harce, podobne do tych, które urządzili Lawinii synowie Tamory. Może to i tłumaczy w jakiś sposób sięgnięcie po ten tekst.

Spektakl ma efektowne momenty, także dzięki sugestywnej oprawie muzycznej Rafała Ryterskiego. Jest popisem występującego gościnnie aktora warszawskiego Ateneum Adama Cywki w roli Tytusa, zwłaszcza w finałowych napadach jego szaleństwa. Sugestywny jest Konrad Żygadlo jako syn Tytusa Lucjusz - szczególnie w scenie, w której i on okazuje się człowiekiem okrutnym. Materiał na dobrą rolę, choć mniej dopracowaną niż tamtych, pokazał Michał Darewski jako upiorny niewolnik Tamory Aaron. Bywają straszni Aleksander Gałązka i Igor Tajchman jako synowie Tamory. Wstrząsająca, zwłaszcza już jako okaleczona i niema, jest Joanna Rozkosz - Lawinia.

Te pochwały nie skasowały moich wątpliwości co do chaotycznej konstrukcji utworu, więc i chaosu na scenie, czasem na pograniczu nieczytelności. Ale Jan Kott napisał trafnie, że w tych postaciach daje się zauważyć materiał na kolejnych szekspirowskich bohaterów. Czyż szaleństwo Tytusa nie kojarzy się z Królem Learem? Lucjusz to zaś dla Kotta przyszły Hamlet. A przecież Szekspir z jakichś powodów wciąż nas kręci. Skądinąd toruńska, w dużej mierze młoda, widownia przyjmowała meandry tej permanentnej makabry z wyraźnym zainteresowaniem.  

Tytuł oryginalny

Przemoc Szekspira w fikcyjnym Rzymie

Źródło:

„Sieci” nr 43

Autor:

Piotr Zaremba

Data publikacji oryginału:

19.10.2026

Sprawdź także