Moje indywidualne, alfabetyczne podsumowanie sezonu. Spektakle, role oraz jeden koncert i jedno rozczarowanie – pisze Małgorzata Jęczmyk-Głodkowska na blogu „Z pierwszego rzędu”.
SPEKTAKLE
„Bękarty Bernadetty”, Teatr Śląski, Scena w Malarni, reż. Gabriel Gietzky
W 2014 roku opinią publiczną wstrząsnął reportaż Justyny Kopińskiej o Ośrodku Wychowawczym Sióstr Boromeuszek w Zabrzu. Dyrektorka placówki, siostra Bernadetta, wraz z innymi zakonnicami, latami znęcała się nad wychowankami, biła, poniżała, przyzwalała na okrucieństwo oraz przemoc seksualną starszych podopiecznych wobec młodszych.
Gabriel Gietzky zrealizował na Scenie w Malarni Teatru Śląskiego przedstawienie nawiązujące do tych wydarzeń. Mocne, gęste, ale uciekające od epatowania brutalnością w ruch, gesty, znaczące rekwizyty. Tekst Katarzyny Błaszczyńskiej – napisany konkretnym, odwołującym się do faktów językiem – pozwala wybrzmieć strachowi, upodleniu, wściekłości i samotności młodych ludzi, spośród których wielu jest jednocześnie ofiarami i oprawcami.
Spektakl jest wymagający emocjonalnie, ale też fizycznie – duże znaczenie ma w nim precyzyjnie zaplanowany, pełen ekspresji ruch sceniczny. Uniesienie ról w tej sztuce jest dla młodych artystów z pewnością niełatwe. Na tym większe zasługują uznanie, bo to, co robią, jest bardzo bardzo dobre.
Dlaczego dorośli – urzędnicy, nauczyciele, radni, lekarze – niczego przez lata nie dostrzegali? Czy dlatego, że w ośrodku były dzieci, o które nikt się nie upominał? Czy patrzyliby uważniej, gdyby chodziło o takie z „lepszych” domów? Czy da się przerwać krąg zła? A po takich doświadczeniach, jakie były udziałem wychowanków, można ocalić człowieczeństwo? Wychodzi się z teatru ogłuszonym intensywnością inscenizacji. A potem nie można uciec od pytań.
„Bękarty Bernadetty” to spektakl dyplomowy studentów Szkoły Aktorskiej Teatru Śląskiego – i kawał sztuki! Nie można przegapić.
„Drogi Evanie Hansenie”, Teatr Muzyczny w Poznaniu, reż. Paweł Szkotak
Musical w Polsce jest już mocno osadzonym gatunkiem, z szeroką ofertą przeznaczoną dla odbiorców w różnym wieku i z różnymi oczekiwaniami. Nadal jednak znajdują się tacy, którzy utożsamiają go jedynie z niezbyt wymagającą rozrywką. „Drogi Evanie Hansenie” może być ciekawą propozycją dla musicalowych niewiernych Tomaszów.
Akcja spektaklu Benji’ego Paseka i Justina Paula rozgrywa się w szkole średniej. Podejmuje niezwykle istotne i aktualne kwestie: nieumiejętności odnalezienia się w grupie, fobii społecznych, samotności, wpływu mediów społecznościowych na jednostkę, skomplikowanych relacji z rodzicami, zdrowia psychicznego młodych ludzi, depresji, samobójstwa.
Nieduża scena poznańskiego Muzycznego sprzyja kameralności przedstawienia. Jej głębia pozwala z kolei na zastosowanie ciekawej scenografii Natalii Katamikado (z wykorzystaniem sceny obrotowej) oraz zaprezentowanie dynamicznej choreografii Karola Drozda. Projekcje Karoliny Jacewicz są dobrze przemyślane i wkomponowane w przestrzeń oraz libretto, a zróżnicowana, czerpiąca m.in. z popu i rocka muzyka bez trudu trafia do odbiorców.
Doskonałą kreację buduje Marcin Franc jako tytułowy Evan. Świetna jest także Urszula Laudańska w roli Zoe i Jakub Rayman wcielający się w buntowniczego Connora. Warto podkreślić wysoki poziom i profesjonalizm całego zespołu.
Nie wszystko da się naprawić, czasu nie można cofnąć. Ale mimo popełnionych błędów warto podejmować próby budowania nowego na okruchach życzliwości i dobra.
„Drogi Evanie Hansenie” to mądre i, mimo niełatwej tematyki, dające światło nadziei przedstawienie. Pozycja obowiązkowa dla nastolatków, ich rodziców i nauczycieli.
„Heathers”, Teatr Syrena, reż. Agnieszka Płoszajska
“Heathers” – czyli jak Quentin Tarantino zrobiłby „Beverly Hills 90210”. To kolejny w moim podsumowaniu (i nie ostatni) spektakl, którego miejscem akcji jest szkoła, a bohaterami młodzi ludzie u progu dorosłości. Pulsujący rockową muzyką, zawadiacki w formie, w nieuznającym kompromisów przekładzie Jacka Mikołajczyka. Żadnego słodzenia, lukru, ugrzecznionych opowiastek. Przerysowana, pełna ironii inscenizacja uderza między oczy obrazami szkolnej przemocy oraz oskarżeniem dorosłych, którzy nie zdali egzaminu z wychowania i pozostawili młodych bez punktów odniesienia. Nie ma w „Heathers” bohaterów jednoznacznie pozytywnych ani negatywnych, a dobrana w punkt obsada świetnie odnajduje się w swoich rolach.
Agnieszka Płoszajska zrealizowała szczere i mocne przedstawienie – nic dziwnego, że młoda widownia przyjęła je jak swoje.
Recenzja: https://zpierwszegorzedu.pl/2024/10/06/natural-born-teenagers/
„Miło cię było zobaczyć”, Teatr Śląski, Scena w Malarni, reż. Stanisław Chludziński
W ubiegłym roku w moim podsumowaniu znalazła się sztuka „Godej do mie” – intymny portret we wnętrzu małżeństwa na rozdrożu, z Agnieszką Radzikowską i Dariuszem Chojnackim. W „Miło cię było zobaczyć” Agnieszka Radzikowska, tym razem w duecie z Michałem Żurawskim, ukazuje inną kameralną historię. Licealna para spotyka się (przypadkowo?) po latach. W jej domu rodzinnym, w którym jest tylko na chwilę, Hania i Wojtek sondują siebie nawzajem. Jak mogłoby być, gdyby się wtedy udało? Dużo tu wspomnień podsycanych dawnymi nagraniami z kaset (i zachomikowanym bimbrem jej ojca), odrobina wzruszeń, trochę niezdarności, udawania, garść wyrzutów, żalu – do tego drugiego, siebie, świata.
Pięknie to jest zagrane – mądrze, z wyczuciem, prosto; pięknie opowiedziane – uczciwie, bez kombinowania.
Młodzi zdolni – dramaturg Bartosz Cwaliński i reżyser oraz współautor scenariusza Stanisław Chludziński udowadniają, że we współczesnym teatrze nie wszystko musi być udziwnione, przekrzyczane, niedostępne dla „zwykłego” odbiorcy.
Recenzja: https://zpierwszegorzedu.pl/2024/12/28/dwoje-na-laweczce/
Inne aktualności
- Bytom. „Bal maskowy” w Operze Śląskiej 20.01.2026 18:14
- Kraków. „W pustyni i w puszczy” według Domalewskiego – dramat rodzinny o odchodzeniu 20.01.2026 18:09
- Kielce. Spór o konkurs na dyrektora Teatru Żeromskiego przed sądami administracyjnymi 20.01.2026 17:37
- Wrocław. „Gwiazdy Tańczą na Głodzie” – premiera w Teatrze Układ Formalny 20.01.2026 16:38
-
Warszawa. Nadchodzące premiery w Teatrze Narodowym
20.01.2026 16:10
- Gdańsk. „Ciemności kryją ziemię” z Wybrzeża na Postscriptum Boskiej Komedii w Krakowie 20.01.2026 15:40
- Zgierz. Spotkanie z Andrzejem Sewerynem i pokaz filmu 20.01.2026 15:36
-
Warszawa. Teatr Kamienica apeluje do władz stolicy
20.01.2026 15:25
- Gdynia. Joanna Łapińska pozostaje dyrektorką artystyczną Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych 20.01.2026 15:10
- Bielsko-Biała. Program Polskiej Stolicy Kultury 2026 rozpoczęto z rozmachem 20.01.2026 15:09
-
Wrocław. Wkrótce premiera „Lubiewa” we Wrocławskim Teatrze Współczesnym
20.01.2026 14:20
- Warszawa. Początek roku z Sinfonią Varsovią – wyjątkowe koncerty w pierwszym kwartale 2026 20.01.2026 14:09
-
Warszawa. „Utowarowienie, fragmentaryzacja, dysrupcja” – program seminaryjno-dyskursywny
20.01.2026 13:05
- Warszawa. Premiera edukacyjna „Butterfly w krainie cieni” w Operze Narodowej 20.01.2026 12:56
„MonsterS. Mordercze pieśni”, reż. Robert Talarczyk
Za sterami: Robert Talarczyk. Na pokładzie – cztery diwy: Izabella Malik, Maria Meyer, Elżbieta Okupska, Alona Szostak. W repertuarze: Nick Cave, Leonard Cohen, Tom Waits. To nie jest przyjemna niedzielna wycieczka po ładnej okolicy, ale wyprawa w mroczne rejony, gdzie można spotkać wyrzutków, przegranych… i morderców. Wędrujemy po przedmieściach i obrzeżach. Zaglądamy do zapomnianych miejsc, gdzie diabeł mówi dobranoc. O ile istnieje. A może wymyśliliśmy go sobie, by usprawiedliwić zło, które jest w człowieku?
Dobrze, że są tacy, którzy zaglądają w najciemniejsze zaułki ludzkich dusz, nie bojąc się tego, co mogą tam dostrzec. Dobrze, że producentowi Kamilowi Baronowi udało się namówić Roberta Talarczyka do realizacji tego spektaklu, a cztery znakomite artystki do wspólnej przygody.
Z „MonsterS” będzie można się spotkać znów jesienią w Teatrze Rozrywki – to doświadczenie, na które warto zarezerwować czas.
Recenzja: https://zpierwszegorzedu.pl/2024/11/11/ogniu-krocz-za-mna/
„Quo Vadis”, Teatr Muzyczny w Gdyni, reż. Wojciech Kościelniak
Musical Wojciecha Kościelniaka to rozbuchane niczym uczta u Nerona, prawie czterogodzinne, wielkoobsadowe przedstawienie. Przeniesienie akcji utworu z czasów starożytnych do Berlina lat 30. to pomysł nietuzinkowy i – jak się okazało – bardzo dobry. Nie brakuje charakterystycznych dla realizacji tego reżysera efektownych rozwiązań inscenizacyjnych, ekspresyjnej choreografii, interesująco pracujących na rzecz libretta scenografii i światła. Widzowie otrzymują krwistą (oraz krwawą, ale bez tandetnej dosłowności) opowieść o dobru i złu, władzy, pożądaniu, miłości, poświęceniu i miłosierdziu, ujętą w klamrę działań Furii, która uwypukla ponadczasowość poruszanych tematów.
Recenzja: https://zpierwszegorzedu.pl/2025/07/09/the-show-must-go-on-quo-vadis/
„Rodzina Kerwoodów”, Teatr Rozrywki, reż. Zbigniew Stryj
Bywa czasem, że chcemy w jakiejś sytuacji pokazać się z najlepszej strony, ale okoliczności sprawiają, że wszystko sypie się jak domek z kart. Tak właśnie dzieje się w domu Lindy i Toma Kerwoodów, którzy czekają na urzędniczkę z agencji adopcyjnej. Tak bardzo się starali dopiąć wszystko na ostatni guzik… Nie przewidzieli jedynie katastrofalnego ciągu zdarzeń rujnujących ich wysiłki, który uruchomią dwaj młodsi bracia Toma.
Pełen czarnego humoru i absurdalnych zwrotów akcji scenariusz, umiejętnie zarysowane sylwetki bohaterów, trafne decyzje obsadowe, zawrotne tempo, sprawna reżyseria – to składowe, dzięki którym „Rodzina Kerwoodów”, która wyszła spod pióra mistrza gatunku, Raya Cooneya, i jego syna Michaela, wciąga widzów od pierwszej do ostatniej sceny.
Recenzja: https://zpierwszegorzedu.pl/2025/04/27/dolacz-do-rodziny-rodzina-kerwoodow/
Wywiad z reżyserem: https://zpierwszegorzedu.pl/2025/05/25/teatr-to-rozmowa-z-drugim-czlowiekiem/
„Wicked”, Teatr Muzyczny ROMA, reż. Wojciech Kępczyński
Nie mogło być inaczej – światowy hit musicalu od początku kwietnia święci triumfy w Polsce. „Wicked” w inscenizacji non replica w Teatrze Muzycznym ROMA ma wszystko, czego można oczekiwać od wysokobudżetowej produkcji: atrakcyjną, nowoczesną scenografię (wykorzystującą także projekcje ledowe i efekty specjalne), synchroniczne, różnorodne układy choreograficzne, cieszące oko kostiumy. W osadzonym w świecie fantasy libretcie odnajdą się zapewne nastoletni odbiorcy. Akcja rozgrywa się w prestiżowej szkole, a odniesień do całkiem nie-baśniowych problemów, które dotykają młodych, jest niemało: samotność, chęć przynależenia do grupy, nawiązywania relacji bez rezygnacji z własnej tożsamości. Dorośli widzowie zwrócą pewnie uwagę na kwestie podsycania strachu przed Innym, despotyzmu władzy, nietolerancji, manipulowania opinią publiczną.
Wszyscy otrzymają, jak zwykle w ROMIE, najwyższą jakość wykonawczą. Tancerze, aktorzy, wokaliści – czy to w rolach zespołowych, głównych, czy drugoplanowych – to mistrzowie w swoim fachu.
W nadchodzącym sezonie gra w zielone nadal aktualna.
Recenzja: https://zpierwszegorzedu.pl/2025/08/05/grawitacja-nie-obejmie-nas-wicked/
ROLE
Sławomir Banaś – Harry Kerwood, „Rodzina Kerwoodów”, Teatr Rozrywki
Harry to zamaszyście nakreślona w scenariuszu postać (co nie dziwi w przypadku farsy), a Sławomir Banaś z powodzeniem wykorzystuje komediowe emploi i doskonale odnajduje się w gronie bardziej doświadczonych koleżanek i kolegów scenicznych. Obdarza wścibskiego, niezbyt lotnego najmłodszego brata, autora najbardziej absurdalnych pomysłów na wyjście z sytuacji, dozą ciepła i serdeczności. Efekty działań Harry’ego są… dalekie od ideału, ale nie można powiedzieć, że nie kocha on swoich bliskich.
Sofiia Popova – Maria Skłodowska-Curie, „Curie – trzy kolory”, Teatr Rozrywki
Nie jestem ekspertką od tańca, nie mam narzędzi, by w sposób profesjonalny oceniać technikę i umiejętności artystów w tej dziedzinie. Nie zmienia to jednak faktu, że zachwyca mnie zespół baletowy Teatru Rozrywki w widowisku tanecznym „Curie – trzy kolory”. A Sofiia Popova jako Maria Skłodowska-Curie to zjawisko. W każdym jej geście, kroku, ruchu, a także pełnej ekspresji mimice twarzy, jest paleta emocji i doświadczeń bohaterki – upór, radość, zakochanie, rozterki, obawy. Nie da się nie ulec czarowi wytańczonej w taką pasją kreacji.
Agnieszka Radzikowska – Hania, „Miło cię było zobaczyć”, Teatr Śląski, Scena w Malarni
Cenię artystów, którzy mają świadomość swojego warsztatu, ale nie używają go, by się popisywać, za to dokładnie wiedzą, jaki efekt chcą osiągnąć w danej roli. Agnieszka Radzikowska w spektaklu Stanisława Chludzińskego ukazuje charakterystyczne dla siebie wyczucie. Nie ma tu telenowelowego sentymentalizowania. Jest prawda w ukazywaniu emocji bohaterki i uważność na scenicznego partnera.
Tomasz Steciuk – Czarodziej, „Wicked”, Teatr Muzyczny ROMA
Od nonszalanckiego buntownika, przywódcy rockandrollowych wyrzutków, dla którego #meetoo nigdy się nie wydarzyło, gładko przeszedł do roli wyrafinowanego, szykownego Czarodzieja. To szarlatan i zręczny polityczny gracz o magnetycznej osobowości, a jego odbiór wykracza daleko poza granice konwencji fantasy (w otaczającej nas rzeczywistości tacy manipulatorzy są o wiele bardziej prymitywni i ordynarni). Nie ukrywam – Czarodziej jest najciekawszym dla mnie bohaterem „Wicked”, a Tomasz Steciuk daje mu elegancję i odpowiednią dawkę przewrotnej charyzmy.
Maria Tyszkiewicz – Elfaba, „Wicked”, Teatr Muzyczny ROMA
Elfaba to jedna z najbardziej pożądanych przez aktorki ról w musicalu, ale też stawiająca przed potencjalną wykonawczynią wielkie wymagania. Aby podołać songom, które napisał dla tej postaci Stephen Schwartz, trzeba mieć nie lada umiejętności. I świadomość, że pewnie nie uniknie się porównań z pierwszą odtwórczynią roli Elfaby, Idiną Menzel.
Maria Tyszkiewicz okazuje się pod każdym względem Elfabą wyjątkową. Pisanie o jej możliwościach wokalnych jest powtarzaniem powszechnie znanych prawd. W „Z grawitacji kpić” wznosi się na wyżyny. Tworzy interesującą postać młodej, zdeterminowanej dziewczyny, która próbuje wytyczyć własną ścieżkę i nie zrezygnować przy tym z samej siebie. Jej Elfaba jest także wrażliwa na los innych, a kiedy może sobie na to pozwolić – bardzo krucha.
Michał Żurawski – Wojtek, „Miło cię było zobaczyć”, Teatr Śląski, Scena w Malarni
Wojtek wydaje się najpierw niepewny i zagubiony. Ale czy rzeczywiście znalazł się na przystanku w Kończycach przypadkiem? A może była to jakaś desperacka próba zmiany zastanej rzeczywistości, zanim będzie naprawdę za późno?
Czaruje Hanię (i widzów) jak bohater amerykańskiej komedii romantycznej z przewidywalnym zakończeniem. Irytuje, przerzucając odpowiedzialność za własne niepowodzenia na innych. Nie szczędzi sobie sarkazmu i drwiny.
Michał Żurawski pokazuje mężczyznę w średnim wieku, pełnego wad i z kilkoma zaletami. Nie każe widzom lubić swojego bohatera. Ale sprawia, że jakoś się go rozumie.
INNE
Osobowości ROMY: Kamil Franczak – Koncert Britneya Spearsa, Teatr Muzyczny ROMA
Niewielu jest pewnie takich, którzy nie kojarzą Britney Spears. Ale też konia z rzędem temu, kto dostrzega w niej w pierwszej kolejności rasową wokalistkę. U szczytu popularności słuchały jej głównie nastolatki; z czasem wizerunek piosenkarki – cukierkoworóżowo przesłodzony, a potem lateksowy i przeseksualizowany – zrósł się raczej z plotkarskimi portalami, z lubością opisującymi kolejne afery z jej udziałem. I raczej mało komu chciało się zaglądać pod powierzchnię.
Zrobił to Kamil Franczak, kreujący w musicalu „We Will Rock You” rolę buntownika z przyszłości, który nazywa się… Britney Spears. Zaproszony do projektu „Osobowości ROMY”, postanowił, że skoro już los złączył go w jakiś sposób z popową piosenkarką, to może warto podążyć w tym kierunku.
Utwory Britney Spears na żywo, odczytane po męsku? Absolutnie tak!
Kapitalne aranżacje stworzył pianista Dawid Makosz. Spod pozłotka w stylu MTV wydobył nowe warstwy i sprawił, że utwory zabrzmiały bardzo współcześnie. Hipnotyczny puls doskonałej sekcji rytmicznej (Klaudia Wachtarczyk na basie i Łukasz Srokowski na perkusji) dodał piosenkom pazura, a intrygujący głos i wyraziste interpretacje Kamila Franczaka odsłoniły ich nową jakość. Były numery, którymi artysta z wyraźną przyjemnością się bawił, jak energetyczne „Oops!… I did it again” czy „Hit me baby one more time”, oraz takie, które mocno przefiltrował przez własną wrażliwość i uczynił osobistą wypowiedzią (ballada „Everytime”). „Toxic” zaśpiewane wspólnie z Wiktorem Korzeniowskim, zmiennikiem z roli w „We Will Rock You”, było tak żywiołowe i dzikie, jak tylko można sobie wyobrazić.
W pewnym momencie koncertu Britney zniknął na jakiś czas, ustępując miejsca Franky’emu – scenicznemu wcieleniu Kamila Franczaka związanemu z jego pierwszą solową płytą. Dzięki temu można było usłyszeć kilka utworów z fenomenalnego wydawnictwa „#lubiecie” – stanowczo zbyt rzadko prezentowanego na żywo.
Na ten projekt muzyczny (pod tytułem „Oops!… I did it again”) można trafić od czasu do czasu w różnych miejscach Polski. Warto wypatrywać informacji. Istnieje możliwość, że po koncercie ta wersja Britney(a) Spears(a) będzie jedyną słuszną.
Rozczarowanie: „Pilot i Mały Książę”, reż. West Hyler
Długo zastanawiałam się, czy w ogóle na ten temat pisać. Nie mam zwyczaju pastwienia się nad tym, co mi się nie podobało, za to taki „charakter odbiorczy”, że staram się zawsze znaleźć coś, co było warte uwagi – nawet jeśli dana sztuka nie „kupiła” mnie w stu procentach.
Jednak tym razem balon oczekiwań pompowany był tak usilnie, tak uparcie przekonywano, że „cyber-musicalu” jak ten nikt w Polsce jeszcze nie widział, iż trudno było nie zwrócić na to uwagi.
Ostatecznie widzowie otrzymali inscenizację z librettem sprawiającym wrażenie posklejanego na chybcika, niezapamiętywalne piosenki (odtwarzane z taśmy) i scenografię, której ubóstwa nie zdołały zastąpić liczne wizualizacje.
Balon oczekiwań widzów, który pękł z hukiem, był jednak niczym w porównaniu z tym, jak w balona zrobiono artystów zaangażowanych w projekt – wspaniałych, utalentowanych, którzy poświęcili czas na próby, zarezerwowali terminy. Tymczasem po pięciu tygodniach spektakl zszedł z afisza, a producenci zwinęli manatki, mamiąc obietnicą bliżej niesprecyzowanego powrotu w przyszłości…
Recenzja: https://zpierwszegorzedu.pl/2024/12/28/czy-leci-z-nami-pilot/