30.06.2021, 11:15 Wersja do druku

„Kaligula” – powtórka na żywo

„Kaligula”  Alberta Camusa w reż.  Roberta Czechowskiego w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Pisze Karol Bijata z Nowej Siły Krytycznej.

fot. fot. Jarosław Kuśmierski

Wypada napisać krótki tekst o tym, jak bardzo online psuje odbiór spektaklu. Teatry wróciły do grania, we wrocławskim Polskim premiera „Kaliguli” w reżyserii Roberta Czechowskiego, tym razem z publicznością na widowni. W recenzji z premiery online (26 marca 2021) napisałem kilka słów, które powinny znaleźć sprostowanie, wychodząc teraz z teatru, poczułem się głupio. Streaming nie oddał wszystkiego, wręcz spowodował inny odbiór. Oczywiście, przedstawienie pokazane w Internecie dalej uważam za dobre, jednakże nie aż tak, jak to, które obejrzałem na żywo.

Czym się więc różnił „Kaligula” na żywo od „Kaliguli” w streamingu? Przede wszystkim tym, że mogłem się skupić no całej scenie, a nie tylko na kadrze, który obejmował ekranu. Okazuje się, że w wielu fragmentach bardzo istotna była symultaniczność działań, zwłaszcza choreografia, na przykład śmierć ukochanej tytułowego bohatera. Przez streaming nie przechodzi też klimat spektaklu.

Sceny, w których doszukiwałem się brutalności znanej z teatru niemieckiego okazały się jeszcze mocniejsze, a co ważniejsze ciekawsze i to na oryginalny sposób. Inscenizacja to majstersztyk nakręcającego się obłędu Kaliguli. Spektakl ma solidny konstrukt dramaturgiczny, to wielka parada szaleńców i postaci skrajnie pokrzywdzonych. A muzyka?! Na swoje nieszczęście nie zamontowałem sound systemu przed streamem… Pod tym względem to było zupełnie inne widowisko – konkretne i właściwe!

W marcu napisałem z przekonaniem, że postać Oddechu grana przez Piotra Wacha była niepotrzebna. Teraz nie mogłem nie zauważyć, że stanowi ważny element, jeśli nie najważniejszy, tożsamości tytułowego bohatera, rozdzielonego na dwie osoby. Oddech nie tylko wije się wokół Kaliguli, ale sprawia, iż jest on wszechobecny w scenografii, a jego obłęd i powodowany nim horror jest nie do pominięcia przez żadną z osób dramatu i widza. Jakże niebezpieczną przestrzenią staje się scenografia i jak blisko niej siedzi publiczność! Strach ma źródło kilka metrów przed nami.

fot. Jarosław Kuśmierski / mat. teatru

Karol Bijata – absolwent kulturoznawstwa Uniwersytetu Wrocławskiego, specjalizuje się w performatyce, mediach i telewizji. Aktor, inżynier dźwięku oraz muzyk. Twórca instalacji dźwiękowych oraz muzyki do spektakli. Współzałożyciel wrocławskiego kolektywu Wkurvv oraz członek Radia Kapitał.

Źródło:

Materiał własny

Autor:

Karol Bijata

Wątki tematyczne