EN

18.09.2020, 16:59 Wersja do druku

Henryk Łapiński. Pożegnanie (02.01.1933 – 11.09.2020)

Henryk Łapiński

(1933-2020) - aktor Teatru Ateneum w Warszawie

Inne aktualności

Poznałem Henryka Łapińskiego w 1997 roku, przez księdza Adama Zelgę, ówczesnego wikarego parafii Św. Trójcy przy Solcu na Powiślu w Warszawie, założyciela przy tejże parafii Koła Sympatyków Teatru Ateneum. Ksiądz Zelga nawiązał z teatrem współpracę, której sprzyjał bardzo dyrektor Gustaw Holoubek. Dla mnie, szesnastoletniego wówczas miłośnika kina i teatru, było to otwarcie wspaniałych możliwości – jako członek koła miałem dostęp do nieograniczonej w zasadzie liczby wejściówek na spektakle. Dzięki temu mogłem oglądać te same przedstawienia po kilkanaście nawet razy, patrząc jak kreacje poszczególnych aktorów zmieniają się każdego wieczoru, nigdy jednak nie wychodząc poza zarysowane ramy roli. Były to dla mnie fascynujące obserwacje.

Równie fascynująca była znajomość z Henrykiem Łapińskim. Aktorem, który po ukończeniu łódzkiej PWST w 1956 roku pracował nieprzerwanie w Ateneum i był chodzącą skarbnicą wiedzy o tym teatrze. Bywałem w domu u pana Henia wielokrotnie wypytując go o najrozmaitsze szczegóły zarówno z historii Ateneum, jak i z bieżącej pracy teatru. Bo przecież pracował ze wszystkimi największymi, którzy przeszli przez teatr przy Jaracza. Z Januszem Warmińskim, Aleksandrem Bardinim, Gustawem Holoubkiem. Z Aleksandrą Śląską, Hanną Skarżanką, Janem Świderskim, Konradem Swinarskim, Jerzym Grzegorzewskim, Maciejem Prusem, Andrzejem Wajdą, Romanem Wilhelmim, Piotrem Fronczewskim, Jerzym Kamasem, Marianem Kociniakiem, Janem Kociniakiem, Mieczysławem Voitem, Krzysztofem Kolbergerem, Markiem Kondratem i wieloma, wieloma innymi.

Henryk Łapiński chętnie dzielił się ze mną swoją wiedzą. Opowiadał dużo i chętnie, nie licząc kilkunastomiesięcznej przerwy w kontaktach, gdy obraził się na mnie za pewne pytanie dotyczące Edmunda Fettinga, które zadałem mu krótko po pogrzebie tego ostatniego, bo uznał, że było niedyskretne. Nie było. Nie miałem wówczas pojęcia, że Edmund Fetting był gejem. Niestety, pan Henryk uznał, że na pewno o tym wiem i że podpuszczam go, by mi to expressis verbis potwierdził. Zarzucił mi niedelikatność, szukanie sensacji i brak kindersztuby. Nie dał sobie nic wytłumaczyć i zerwał kontakt. A ja w ogóle nie wiedziałem o co mu chodzi… Dopiero gdy za parę miesięcy dowiedziałem się o orientacji seksualnej Edmunda Fettinga – zrozumiałem jak mogło zostać przez Łapińskiego zinterpretowane pewne moje niewinne pytanie… Nigdy tego nieporozumienia nie wyjaśniliśmy. Po prostu po jakimś czasie znów zaczęliśmy normalnie rozmawiać. I wszystko wróciło na stare tory. Gdy w 2004 roku zmarła moja mama, dość nieśmiało (bo miałem jeszcze świeżo w pamięci to „fettingowe” nieporozumienie sprzed 3 lat) poprosiłem pana Henryka, by zechciał przeczytać czytanie na mszy żałobnej w kościele na Solcu. Zgodził się od razu. Potem udzielił mi zaś kilku wywiadów – dla „Gazety Sołeckiej”, „Południa – głosu warszawiaków” i na stronę poświęconą Mariuszowi Gorczyńskiemu. Planowałem także porozmawiać z nim dla miesięcznika „Stolica”. Tego wywiadu już niestety nie będzie.

Bardzo chciałem przewinąć się chociażby obok Henryka Łapińskiego jako aktor. Liczyłem, że może spotkam się z nim kiedyś w dubbingu, w którym Łapiński pracował bardzo dużo (to jego głosem mówili m.in. Homnibus ze „Smerfów” i Panoramix ze wszystkich filmów o Asterixie). Nie spotkaliśmy się jednak w dubbingu, ale… w kościele. Kilka lat temu moja znajoma, wciąż blisko związana z parafią Św. Trójcy zadzwoniła do mnie z propozycją przeczytania z podziałem na trzy głosy Męki Pańskiej podczas liturgii Wielkiego Piątku. Gdy dowiedziałem się, że partię Narratora czytać będzie Henryk Łapiński – zgodziłem się natychmiast (czytałem partie wszystkich innych postaci z Męki Pańskiej oprócz Jezusa, którego czytał ksiądz). Było to dla mnie wielkie przeżycie, nie ukrywam, że bardziej jednak natury aktorskiej, niż religijnej. Łapiński czytał partię narratorską w tak doskonały sposób, że wystarczyło mu tylko partnerować czytając niemalże „na biało” – i już samemu czytało się świetnie. Warto tu dodać, że Łapiński był z kościołem blisko związany. Szczególnie z parafią św. Karola Boromeusza na Starych Powązkach. Jeździł tam w każdą niedzielę, czytał czytania na mszach, a także dbał o grób Janusza Warmińskiego i Aleksandry Śląskiej. Nigdy natomiast nie kwestował. Pytałem go o to w jednym z wywiadów. Stwierdził, że pozostawia to kolegom o nazwiskach większych, niż jego nazwisko.

Mój wielki szacunek dla Henryka Łapińskiego wziął się stąd, że zawsze uwielbiałem aktorów drugoplanowych i epizodycznych. A Henryk Łapiński był wręcz egzemplifikacją tego typu aktora. Jego domeną w Ateneum były wszystkie role określane w treści sztuki jako „Służący”, „Lokaj”, „Gość I”, „Mężczyzna II”, „Morderca III” i tak dalej. Tworzył z nich znakomite, aktorskie miniatury, które miałem okazję podziwiać na deskach Ateneum. Pogardzaną niekiedy pozycję „aktora-halabardnika” Henryk Łapiński uwznioślił, zaś role nazywane „ogonami” – wyniósł całym swoim twórczym życiem do rangi prawdziwej sztuki aktorskiej. W ostatnich latach występował gościnnie także w Teatrze Polskim, gdzie zapraszał go dyrektor Andrzej Seweryn, zaprzyjaźniony z Łapińskim od czasów, gdy sam był aktorem Teatru Ateneum.

Ostatni raz rozmawiałem z Henrykiem Łapińskim telefonicznie na miesiąc przed jego śmiercią. Nie czuł się dobrze. Banalne przeziębienie przeszło w zapalenie płuc. Przyjmował antybiotyki i czuł się bardzo osłabiony. 11 września, będąc poza domem ujrzałem, że na mój telefon przyszło nagle mnóstwo smsów. Wszystkie zawiadamiały mnie, iż Internet informuje właśnie o śmierci pana Henryka.

Pogrzeb Henryka Łapińskiego odbył się 18 września 2020 roku, oczywiście w kościele św. Karola Boromeusza, po którym pan Henryk spoczął w rodzinnym grobie na swoich ukochanych Starych Powązkach. W ostatniej drodze towarzyszył mu cały zastęp aktorów z Teatru Ateneum i Teatru Polskiego. Odszedł Wielki Aktor małych ról. A w dziejach Ateneum pewna karta zamknęła się na zawsze.

Tytuł oryginalny

Henryk Łapiński. Pożegnanie (02.01.1933 – 11.09.2020)

Źródło:

Materiał nadesłany

Autor:

Rafał Dajbor