Logo
Magazyn

Maja Kleczewska: teatr służy temu, żeby dostrzec pewne treści i obudzić się

3.06.2026, 11:53 Wersja do druku

Teatr służy właściwie temu, żeby dostrzec pewne treści i obudzić się. To znaczy, że cały czas podstawia lustro rzeczywistości, aby ona zakrzyknęła: o nie, wcale tacy nie jesteśmy – mówi PAP Maja Kleczewska, reżyserka „Ziemi obiecanej” prezentowanej na 30. Festiwalu Teatralnym Kontakt w Toruniu.

fot. Julia Marszewska/mat. MFT Kontakt

Polska Agencja Prasowa: W tym roku podczas 30. Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Kontakt w Toruniu zaprezentowała pani „Ziemię obiecaną” wg powieści Władysława Reymonta. To przedstawienie zrealizowała pani niemal przed rokiem w Teatrze Zagłębie w Sosnowcu. Uwspółcześniła pani akcję, przeniosła bohaterów do współczesności, a w centrum postawiła między innymi pytanie o rolę i wpływ sztucznej inteligencji (AI) oraz nowych technologii na społeczeństwo. Czy AI jest zagrożeniem?

Maja Kleczewska: To ciekawe, że pan mnie o to pyta. Odnoszę wrażenie, że właściwie ja nie umieściłam tych zagadnień w centrum akcji. Dla mnie centralne miejsce w spektaklu zajmuje każde kolejne młode pokolenie, które chce zmieniać świat i które chce po prostu dzięki swojej wyobraźni, dzięki swojej przedsiębiorczości, wymyślić jakieś niesłychane biznesy, takie startupy, które dadzą im rozwój, pieniądze i możliwość wpływania na rzeczywistość.

Moi bohaterowie z powieści Reymonta w ujęciu aktorów z Teatru Zagłębia to raczej poszukiwacze nowych, odnawialnych źródeł energii. Tak bym to ujęła.

Natomiast rzeczywiście z AI korzystaliśmy z Krzysztofem Garbaczewskim, robiąc multimedialne projekcje wideo. Zresztą wydaje mi się, że AI dla projekcji w teatrze jest wręcz wspaniałym narzędziem, które je wzbogaca. Dzięki sztucznej inteligencji możemy w komputerze tworzyć światy, których nie moglibyśmy nakręcić wcześniej kamerą. W związku z tym wydaje mi się też, że AI dla teatru jest taką przestrzenią bardziej inspiracji niż lęku. Także dlatego, że sztuczna inteligencja nie zastąpi żywego aktora na scenie w teatrze, nie zastąpi reżysera, scenografa. Jeszcze długo nie, a mnie się wydaje, że nigdy. Bo teatr od kilku tysięcy lat jest jednak oparty na relacji żywych ludzi. I tego zastąpić się nie da.

PAP: Ale AI próbuje już zastąpić malarza, pisarza?

M. K.: No tak, tylko pytanie brzmi: czy ludzie będą czytać te książki napisane przez AI, czy będą słuchać takiej muzyki? Oczywiście, pozostaje także pytanie, czy sztuczna inteligencja będzie kiedyś miała samoświadomość? Czy ona będzie mogła nas zaskoczyć? Bo wiadomo, że ona umie napisać utwór jak Bach, czy namalować obraz jak Modigliani. Ale pozostaje pytanie, czy ona będzie potrafiła namalować to tak, jak jeszcze nikt nigdy nie namalował lub czy będzie umiała skomponować muzykę, jakiej nikt nigdy nie napisał. I czy to nas zaciekawi?

PAP: Po roku 2020 zrealizowała pani cykl szeroko dyskutowanych i często nagradzanych, przypomnę choćby teatralną Nagrodę Główną im. Stanisława Wyspiańskiego w 2022 r., inscenizacji polskiej klasyki. Były to zrealizowane w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie: „Dziady” Adama Mickiewicza (prem. 19 listopada 2021), „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego (prem. 16 marca 2024) i tegoż „Wyzwolenie” (prem. 28 lutego br.). Chcę zapytać, skąd wzięła się u pani ta potrzeba dobierania się do polskiej duszy? Co panią sprowokowało do tego, by rozliczać się z Polską i Polakami?

M. K.: Cóż, takie decyzje wymagają zbiegów pewnych okoliczności, miejsc i osób. W pewnym momencie Krzysztof Głuchowski, dyrektor Teatru im. Słowackiego, zaproponował mi taki rodzaj długofalowej współpracy, to znaczy na początku nie powiedział, że to będzie długofalowa relacja, ale po prostu zaproponował mi przygotowanie „Dziadów”. A przecież „Dziady” są takim tekstem, którego się nie odmawia. Zwłaszcza że mogłam je zrobić, zrealizować w teatrze, w którym odbyła się prapremiera tego wielkiego dramatu romantycznego w reżyserii samego Wyspiańskiego. I za tym już pojawiła się taka konieczność domknięcia tej trylogii. Bo po „Dziadach” Wyspiański na tej samej scenie Teatru im. Słowackiego zrealizował spektakl według swojego „Wesela”, a później wystawił swoje „Wyzwolenie”. Dlatego poczułam, że to konieczne, żeby językiem Mickiewicza i Wyspiańskiego przyjrzeć się naszej współczesności i zobaczyć, jakie lustro dzisiaj te teksty nam podsuwają; jak możemy się w nich przejrzeć.

PAP: I jak wygląda to oblicze współczesnej Polski, ten nasz portret?

M. K.: Wydaje się, jakbyśmy stali w miejscu. To jest najbardziej w tych diagnozach niepokojące. To, że nieoczekiwanie te teksty wydają nam się nagle współczesne, powoduje taki dreszcz niepokoju. Bo jeżeli one są tak współczesne, to znaczy, że przez ten czas my jako społeczeństwo nie ewoluujemy. Czyli, że te zarzuty, które Wyspiański miał wobec sobie współczesnych, dzisiaj są nadal aktualne. Tak jakby istniał jakiś rodzaj, jak mówi Mickiewicz z Wyspiańskim, dziwnej klątwy. Rodzaj skazy w naszym polskim krwioobiegu, taki rodzaj nieustannego powracania do tych samych resentymentów, do tego samego gniewu, do tej samej złości lub do tej samej niemocy.

Jednak teatr służy właściwie temu, żeby dostrzec pewne treści i obudzić się. To znaczy, że cały czas teatr podstawia lustro rzeczywistości, aby ona zakrzyknęła: o nie, wcale tacy nie jesteśmy; jesteśmy inni.

PAP: Od września 2025 r. jest pani dyrektorką Teatru Powszechnego w Warszawie. Publiczność przywitała pani w swoim nowym teatrze 25 października premierą „Sublokatorki” wg Hanny Krall. Chcę zapytać, czy po roku dyrekcji pojawiły się u pani jakieś refleksje, jakieś przemyślenia. Czy ma pani poczucie, że coś chce zmienić albo przesunąć akcenty?

M. K.: Jeszcze za wcześnie o tym mówić, dlatego że jesteśmy przed dwiema ważnymi premierami. Przed nami w połowie czerwca „Adrenalina”, tekst napisany przez Annę Mazurek w reż. Ewy Galicy, i miesiąc później, na początku lipca „Lisa”, sztuka napisana przez Jolantę Janiczak w reż. Wiktora Rubina.

Dlatego dopiero tak naprawdę w połowie lipca będzie można powiedzieć, jaki był ten sezon. Jak rozłożyliśmy akcenty, co się wydarzyło? Z podsumowaniem wolałabym poczekać jeszcze na te dwie premiery, które są dla mnie bardzo ważne.

PAP: Dodam, że w międzyczasie odbyły się premiery „Hamleta” w reż. Kamila Białaszka, „Trojanek” w reż. Aleksandry Bielewicz, czyli bogaty sezon. Słowem, te wszystkie pani obietnice programowe z jesieni sprawdziły się.

M. K.: Myślę, że tak. Zrobiliśmy nawet jeszcze i to bardzo szybko spektakl na sylwestra, więc tych premier rzeczywiście było bardzo dużo.

W następnym sezonie mamy też dużo różnych planów wyjazdowych na rozmaite festiwale z „Kobietą samotną”, z „Hamletem”, z „Capri” w inscenizacji Krystiana Lupy. To będzie taki bardzo mocny i ważny dla nas sezon.

PAP: Nie mogę nie zapytać o pani najbliższe plany reżyserskie, choć wiem, że obarczają panią rozliczne obowiązki związane z dyrekcją teatru.

M. K.: Intensywnie o tym myślę, cały czas się zastanawiam nad wyborem materiału. Nie chcę jeszcze ujawnić tych planów, bo mam kilka pomysłów. Mam jednak nadzieję zrobić niedługo spektakl, na który będę mogła zaprosić widzów do Teatru Powszechnego. Jednak chyba nie w najbliższym sezonie, ale w następnym. Tak planuję.

***
Maja Kleczewska (ur. w 1973 r.) studiowała psychologię na Uniwersytecie Warszawskim, a następnie reżyserię w warszawskiej Akademii Teatralnej. Jest absolwentką Wydziału Reżyserii Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie. Reżyserowała m.in. w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie, Teatrze im. J. Słowackiego w Krakowie, w Teatrze Narodowym w Warszawie, w Teatrze Polskim w Bydgoszczy, w Deutsches Schauspielhaus w Hamburgu. Jej spektakle były prezentowane na festiwalach w Wenecji, Paryżu, Londynie, Berlinie, Tbilisi, Seulu, Madrycie, Nitrze, w Moskwie i Sankt Petersburgu.

Była wielokrotnie nagradzana, m.in. dwukrotnie otrzymała Laur Konrada na Ogólnopolskim Festiwalu Sztuki Reżyserskiej „Interpretacje” w Katowicach (za „Woyzecka” Georga Büchnera i za „Dybuka” Szymona An-skiego); nagrody na Festiwalu Prapremier w Bydgoszczy (za spektakl „Babel”). W 2006 r. otrzymała Paszport „Polityki” w dziedzinie Teatru za „bezkompromisowe, ale i mądre, wpisywanie w klasyczne fabuły zagubienia współczesnego człowieka oraz za malarską wyobraźnię, pozwalającą budować na scenie fascynujące światy”. Była trzykrotnie laureatką nagrody Olśnienia Onetu (za „Hamleta” Wiliama Szekspira, „Pod presją” wg Johna Cassavetesa, „Dziady” Adama Mickiewicza).

W 2013 r. wręczono jej Nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W 2017 r. odebrała Srebrnego Lwa za innowacje w teatrze podczas 45. Biennale Teatralnego w Wenecji (za spektakl „Wściekłość” wg Elfriede Jelinek z Teatru Powszechnego im. Zygmunta Hübnera w Warszawie). W 2018 r. zdobyła Grand Prix Festiwalu Boska Komedia w Krakowie. W tym samym roku odebrała też Nagrodę im. Konrada Swinarskiego przyznawaną przez czasopismo „Teatr”.

Od września 2025 r. jest dyrektorką Teatru Powszechnego im. Zygmunta Hübnera w Warszawie.

Na Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym Kontakt w Toruniu zaprezentowała trzy przedstawienia: „Makbeta” (2005), „Podróż zimowa” (2014) i „Twarzą w twarz” (2023).

Źródło:

PAP

Sprawdź także