Była pierwszą nie-Żydówką w zespole Państwowego Teatru Żydowskiego w Warszawie, do zespołu którego zaprosiła ją Ida Kamińska, z czego Helena Wilda-Kowalska była zawsze bardzo dumna. Po latach przerwy w uprawianiu zawodu aktorki wróciła na pewien czas na scenę. Helena Wilda-Kowalska zmarła 30 sierpnia 2025 – pisze Rafał Dajbor.
Inne aktualności
- Bytom. „Bal maskowy” w Operze Śląskiej 20.01.2026 18:14
- Kraków. „W pustyni i w puszczy” według Domalewskiego – dramat rodzinny o odchodzeniu 20.01.2026 18:09
- Kielce. Spór o konkurs na dyrektora Teatru Żeromskiego przed sądami administracyjnymi 20.01.2026 17:37
- Wrocław. „Gwiazdy Tańczą na Głodzie” – premiera w Teatrze Układ Formalny 20.01.2026 16:38
-
Warszawa. Nadchodzące premiery w Teatrze Narodowym
20.01.2026 16:10
- Gdańsk. „Ciemności kryją ziemię” z Wybrzeża na Postscriptum Boskiej Komedii w Krakowie 20.01.2026 15:40
- Zgierz. Spotkanie z Andrzejem Sewerynem i pokaz filmu 20.01.2026 15:36
-
Warszawa. Teatr Kamienica apeluje do władz stolicy
20.01.2026 15:25
- Gdynia. Joanna Łapińska pozostaje dyrektorką artystyczną Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych 20.01.2026 15:10
- Bielsko-Biała. Program Polskiej Stolicy Kultury 2026 rozpoczęto z rozmachem 20.01.2026 15:09
-
Wrocław. Wkrótce premiera „Lubiewa” we Wrocławskim Teatrze Współczesnym
20.01.2026 14:20
- Warszawa. Początek roku z Sinfonią Varsovią – wyjątkowe koncerty w pierwszym kwartale 2026 20.01.2026 14:09
-
Warszawa. „Utowarowienie, fragmentaryzacja, dysrupcja” – program seminaryjno-dyskursywny
20.01.2026 13:05
- Warszawa. Premiera edukacyjna „Butterfly w krainie cieni” w Operze Narodowej 20.01.2026 12:56
Urodziła się w Warszawie 6 stycznia 1933 roku. Początki jej kariery wiążą się z teatrami Białegostoku, Elbląga i Torunia, miała okazję zmierzyć się wtedy z rolami m.in. Zerbinetty w "Szelmostwach Skapena" Moliera, Olivii w "Wieczorze Trzech Króli" Szekspira, Skierki w "Balladynie" Słowackiego, Hesi w "Moralności pani Dulskiej" Zapolskiej. Przez pewien czas pracowała w stołecznym Teatrze Ziemi Mazowieckiej. Gdy w 1959 roku Ida Kamińska zaprosiła ją do roli Cyne w "Zielonych polach" Pereca Hirszbejna, nie od razu zdecydowała się nauczyć języka jidysz i związać z żydowską sceną już do końca kariery. Jednak od 1964 roku grała już tylko w tym teatrze, pod dyrekcją Idy Kamińskiej, a potem Juliusza Bergera oraz – najdłużej – Szymona Szurmieja. Tu dwa razy zagrała wymarzoną rolę żydowskich aktorek – Leę w "Dybuku" An-skiego, w inscenizacjach Chewela Buzgana (1970) i Szymona Szurmieja (1973).
Jednak w latach 80. XX wieku zafascynował ją tarot, przepowiadanie przyszłości, zjawiska ezoteryczne. W 1990 roku odeszła ze sceny i przez kilkanaście lat jej nazwisko pojawiało się regularnie np. na łamach czasopisma "Nieznany świat", ale nie na teatralnym afiszu. W pewnym momencie zerwała z tą działalnością. Powiedziała mi kiedyś, że doszła do wniosku, iż próby przepowiadania ludziom przyszłości to odzieranie ich z wolnej woli. W 2006 roku postanowiła wrócić do aktorstwa. Lena Szurmiej reżyserowała wówczas "Sen o Goldfadenie", a pani Helena wróciła na scenę rolą Bube Jachne w tym spektaklu, w którym miałem okazję grać jakąś niewielką rólkę. Z przyjemnością patrzyłem podczas prób na tę znakomitą aktorkę, która po wielu latach poza zawodem z łatwością odnajdywała się na scenie – w słowie, w ruchu, w piosence.
Helena Wilda-Kowalska mieszkała wówczas po sąsiedzku ze mną – na Powiślu. Szybko się polubiliśmy, a pani Helena stwierdziła, że skoro i tak wraca zawsze z Placu Grzybowskiego taksówką, to będzie mnie podwoziła do domu. I tak było – po wielu spektaklach, w których miałem okazję z nią występować, gdyż pani Helena nie tylko brała udział w nowych premierach, ale i weszła do scen zbiorowych w granych już spektaklach, takich jak np. "Kamienica na Nalewkach", czym mi zaimponowała, bo wiele innych aktorek z jej dorobkiem i talentem tego rodzaju "statystowanie" uważałoby za wręcz uwłaczające. Ale nie pani Helena, która była głodna sceny po latach poza teatrem i jak sama mi mówiła – chce po prostu na starość mieć przyjemność zarabiania pieniędzy w zawodzie, która okazał się być jej zawodem ukochanym.
Gdy już nie miała sił występować na scenie – zamieszkała w Domu Aktora Weterana w Skolimowie. Nie czuła się tam na początku najlepiej, nawet na jakiś czas przeniosła się do innej placówki, ale ostatecznie do Skolimowa wróciła. Niekiedy przyjeżdżała do Teatru Żydowskiego na spotkania, np. bożonarodzeniowo-chanukowe. Na długo przed śmiercią wybudowała sobie piękny nagrobek w kwaterze aktorów na cmentarzu parafialnym w Konstancinie-Jeziornie i tam została pochowana, a w pogrzebowej mszy żałobnej w konstancińskim kościele nie zabrakło zarówno aktorów Teatru Żydowskiego, z dyrektorką tej sceny Gołdą Tencer na czele, jak i przedstawicieli Domu Aktora Weterana w Skolimowie.