EN
04.09.2020, 15:28 Wersja do druku

Hamlet-Polak cierpi

"H." w reż. Jana Klaty z Teatru Wybrzeże w Stoczni Gdańskiej, pokazany w ramach obchodów 40-lecia porozumień sierpniowych. Pisze Hanna Gęba w Teatrze dla Wszystkich.

fot. Wiesław Czerniawski

Spektakl Jana Klaty H. z 2004 roku to współczesna odsłona szekspirowskiego Hamleta. Tragedia kojarzona przez wszystkich – dla niektórych znienawidzona lektura szkolna, dla innych światowe arcydzieło. Wystawiony tysiące razy w najróżniejszych interpretacjach. Wydawałoby się, że nie da się w tej dziedzinie osiągnąć niczego wyjątkowego – Jan Klata udowadnia, że nawet po czterech wiekach utwór Szekspira jest aktualny.

Reżyser sprawnie żongluje oryginalnym tekstem, nadając H. osobistego charakteru. Przedstawia widzom całkiem nowe odczytanie barokowej tragedii. Akcja spektaklu rozgrywa się w gdańskiej stoczni – historycznym ośrodku protestów Solidarności. Imiona szekspirowskich bohaterów pozostają niezmienione, jednak sceneria narzuca im zupełnie odmienne pochodzenie. Hamlet Klaty jest Polakiem uwikłanym w historię swojego kraju. Jego imię w tytule zostaje sprowadzone do jednej litery. Ukazuje to odczłowieczenie, które odczuwa bohater. Spektakl Klaty to opowieść nie tylko o losach bohatera szekspirowskiej tragedii, lecz także dostosowana do naszych realiów historia o polskości i zagubieniu współczesnego człowieka.

Już otwierająca scena widowiska wskazuje na odczuwany przez Hamleta bezsens istnienia i brak poczucia celu. Przedstawia ona głównego bohatera wraz z serdecznym przyjacielem Horacjem, rozgrywających partię golfa. W tle puszczony zostaje utwór rockowy Seven nation army w wykonaniu The White Stripes. Obraz dwóch, ubranych na biało, agresywnych mężczyzn z długimi kijami przypomina film Mechaniczna pomarańcza Stanleya Kubricka z 1971 roku. Jest to z pewnością nawiązanie nieprzypadkowe. Obraz Kubricka pokazuje zdegenerowane, skrajnie zdemoralizowane społeczeństwo, które osiągnęło już wszystko. Takim samym zdaje się być towarzystwo Hamleta w spektaklu Klaty. Dwór księcia jest bowiem już na pierwszy rzut oka fałszywy. Reżyser ukazuje króla i jego poddanych siedzących przy jednym stole, popijających wino. In vino veritas chciałoby się powiedzieć – nie tym razem niestety. Król popisuje się swoim francuskim, chwali trunek, a jego towarzysze śmieją się i skwapliwie przytakują. Władca zamiast zajmować się sprawami państwa, losem ludzi, preferuje uciechy towarzyskie i korzystanie ze swoich przywilejów. W ten sposób reżyser diagnozuje kondycję współczesnego polskiego społeczeństwa, które po upadku PRL-u zachłysnęło się konsumpcją i wolnością. Czego skutki widzimy do dziś – afery reprywatyzacyjne, astronomiczne kredyty, wykańczanie zasobów ziemskich.

Ciekawe jest ogołocenie Hamleta-Polaka ze słynnego monologu. W spektaklu Klaty słowa być albo nie być padają jedynie z ust aktorów ubiegających się o rolę w przedstawieniu organizowanym przez Rozenkranca i Guildensterna. Przesłuchanie jest czysto groteskowe. Pierwszy aktor czyta tekst z kartki, a wyróżniona zostaje ponętnie ubrana kandydatka z fatalną dykcją. Takie przedstawienie przywodzi polskiemu widzowi na myśl absurdalną twórczość Gombrowicza, który w podobny sposób krytykuje polskość. Takich akcentów w widowisku Klaty jest wiele, chociażby sceny tańca umieszczone w losowych momentach akcji, rozstawianie grających kartek urodzinowych przez Ofelię-femme fatale, czy absurdalne tłuczenie butelek.

Tym, co zachwyca w H. są z pewnością idealnie dobrane kostiumy (robota Justyny Łagowskiej) – wszyscy bohaterowie ubrani są w stroje do szermierki, uzupełnione w niektórych przypadkach skromnymi dodatkami (takimi jak żałobna opaska u głównego bohatera, wymyślny turban królowej, czy niechlujne plamy wina). Potęguje to wrażenie nieustannego boju, ciągłych przekrętów i, wreszcie, koncepcji życia jako gry, potyczki. Hamlet wciąż gra, namyśla się jaki ruch wykonać, obmyśla taktykę z kim może być szczery, wyznać swoje prawdziwe emocje. Pośród tych wszystkich oszczędnych kostiumów, niewątpliwie wyróżnia się ubiór, pojawiającego się jako halucynacja, ojca Hamleta. Jest to kolejny jakże rozpoznawalny polski akcent. Zjawa bowiem wjeżdża do stoczni na koniu, odziana w pełny strój husarza. Ukazuje to tęsknoty Polaków za wielkością (skutki paradygmatu romantycznego), a także jak wyidealizowany wizerunek zmarłego ojca ma w swojej świadomości Hamlet-Polak.

Spektakl Klaty to dzieło palimpsestowe. Na podwalinach złożonych z szekspirowskiej tragedii rozgrywa się tragedia osobista, a także narodowa. Rewelacyjna obsada sprawia, że wypowiadane teksty zdają się być zupełnie naturalne i współczesne. Dodatkowym walorem przy oglądaniu transmisji (po tylu latach!) jest zdecydowanie widoczna publiczność – bezosobowy tłum, który pełni rolę świadków wydarzeń. Dla odbiorcy żyjącego w 2020 roku H. brutalnie ukazuje to, o czym on woli zapomnieć – potrzebna jest zmiana w świadomości społecznej, która mogłaby powstrzymać zbliżającą się tragedię. Konsumpcjonizm nie poprawia naszych warunków życia, a jedynie je pogarsza. Nieustanny popęd do posiadania wszystkiego co możliwe na własność, sprawia, że zasoby ziemskie kończą się z zawrotną prędkością, a różnice majątkowe pogłębiają się. Klata zdaje się apelować do polskiego społeczeństwa, mówi nie tędy droga.

H. Teatru Wybrzeże skłania do refleksji i w świeży (a może nawet wyprzedzający swoje czasy?) sposób przedstawia szekspirowską tragedię. Hamlet cierpi w kolejnym wcieleniu, a przy tym bawi absurdem i porusza aktualnością.

Recenzja autorstwa Hanny Gęby, powstała w roku obchodów 40-lecia porozumień sierpniowych, podczas warsztatów twórczego pisania JESTEM SAM?, odbywających się w ramach wspólnego projektu Stowarzyszenia Educational Cha(lle)nge oraz Fundacji Fala Nowej Kultury.

Tytuł oryginalny

Hamlet-Polak cierpi

Źródło:

Teatr dla Wszystkich
Link do źródła

Autor:

Hanna Gęba

Data:

03.09.2020