„Gdzie się podział Baku?” Karoliny Okurowskiej-Wabnic w reż. autorki w Teatrze Baj Pomorski w Toruniu. Pisze Aram Stern w Teatrze dla Wszystkich.
Bez wątpienia już sam urokliwy plakat z dwiema drobnymi postaciami wpatrzonymi w dal pod nocnym niebem, promujący spektakl dla dzieci 5+ „Gdzie się podział Baku?” autorstwa Sebastiana Siepietowskiego, może skłonić rodziców oraz wychowawczynie przedszkoli do odwiedzenia Teatru Baj Pomorski w Toruniu. Przecież tradycyjnych, ciepłych baśni nigdy za wiele!
Baśni skierowanych przy tym do współczesnych milusińskich, których tłem jest bardzo egzotyczny, a zarazem nowoczesny kraj o mało znanej kulturze — a ciekawość poznawania jej elementów na żywo, w teatrze (a nie w serwisach VOD), rośnie w zawrotnym tempie! Tytułowy poszukiwany Baku to wywodzący się z japońskiej mitologii yōkai — piękne stworzenie z głową słonia, tułowiem niedźwiedzia, oczami nosorożca, ogonem byka i łapami tygrysa, które potrafi… zjadać straszne sny! Wystarczy je przywołać, a koszmar znika bez śladu.
Z upiornymi snami co noc mierzy się mała dziewczynka Yukii, której wybawiciel jednak gdzieś się zagubił. W tej głównej roli występuje Martyna Braca — znakomicie kreująca pięciolatkę, której wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach. Bez obaw — teatr nikogo naprawdę nie przestraszy. Yukii nie jest w nocy zupełnie sama, bo stale towarzyszy jej sympatyczny jenot Tanuki (Jakub Durniat), mówiący wyłącznie po japońsku.
Tę historię Karolina Okurowska-Wabnic nie tylko wymyśliła, lecz także wyreżyserowała na Małej Scenie Teatru Baj Pomorski w Toruniu, proponując przedszkolnej widowni spektakl o formie teatralnej dalekiej od znanych rodzicom telewizyjnych animacji japońskich. W tamtych efektowne światła mogły przyprawić o zawrót głowy, widz z zapałem śledził spektakularne walki dobra ze złem, a światy pełne starojapońskich bogów i demonów mogły budzić grozę. Tymczasem „Bajowy” spektakl rezygnuje z podobnej widowiskowości na rzecz przygód z krainy snów małej Yukii.
Reżyserkę w tej produkcji wsparł Sebastian Siepietowski, odpowiedzialny nie tylko za stonowane projekcje multimedialne wyświetlane na okrągłym ekranie, lecz także za pełną ciepłych barw scenografię z miękkimi poduszkami i ruchomymi chmurkami oraz za kontrastowe kostiumy lalek hybrydowych i aktorów w żywym planie.
Po tym, jak Yukii zostaje ułożona do snu przez Mamę (Edyta Łukaszewicz-Lisowska), w jej marzeniach sennych pojawiają się zarówno słodkie Urana Mochi (wróżące mochi), jak i Yamauba — górska wiedźma polująca na Baku (Edyta Soboczyńska) wraz ze swoimi wysłannikami Shikigami, przypominającymi małe potworki, oraz Oni — krwiożerczo-demoniczne ogry (Edyta Łukaszewicz-Lisowska i Rafał Przytocki). Ich śmieszno-groźne popisy, wykonane w układzie tanecznym do muzyki z baletu „Jezioro łabędzie” Piotra Czajkowskiego (choreografia: Agnieszka Klotzer), bawią młodą widownię, która chętnie komentuje ich „straszne występy”, które wcale nie są takie groźne.
Każda z tych postaci ma swój własny motyw muzyczny, skomponowany specjalnie na potrzeby spektaklu przez Marię Kępisty. Jej muzyka utrzymana jest w tradycji starojapońskiego folkloru, z wykorzystaniem charakterystycznych dźwięków strunowego instrumentu koto. W piosenkach zyskuje jednak nowoczesne aranżacje — kompozytorka łączy tradycyjne brzmienie z elektroniką j-pop.
Choć podczas pięćdziesięciominutowego spektaklu, przepełnionego atmosferą sennej wędrówki Yukii i spotkań z licznymi koszmarami, dynamika w pewnej chwili nieco opada (czemu sprzyja przejęcie narracji przez wielu bohaterów drugoplanowych), mała publiczność śledzi akcję grzecznie i z zainteresowaniem — aż do czarującego finału.
Fragment japońskiej mitologii yōkai, obejmującej niezwykle szeroki wachlarz stworów budzących lęk wśród Japończyków, przeniesiony na toruńską scenę lalkową pozwala zanurzyć się w świat dziecięcych koszmarów z bardzo egzotycznej perspektywy. I może właśnie dlatego tak ekscytującej. To po prostu „Strachy, strachy do przytulenia”.
(jap.: * trzęsienie ze strachu)
Ocena Recenzenta: 6/4