Logo
Recenzje

Zdarzyło się we Wrocławiu

18.05.2026, 13:10 Wersja do druku

„Gwiazdy tańczą na głodzie” Michała Walczaka w reż. autora w Teatrze Układ Formalny we Wrocławiu. Pisze Kamil Bujny, członek Komisji Artystycznej 32. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

fot. Tobiasz Papuczys/ mat. teatru

Niewiele pamiętam z tego, co pokazywano kiedyś w telewizji. Z dzieciństwa mam raptem kilka przebłysków, niewyraźnych flashbacków: z dobranocek (zawsze po Wiadomościach), oglądanego co święta Kevina samego w domu i Znachora, nieemitowanej już od lat Szopki noworocznej i mrożącej krew w żyłach czołówki programu 997. W miarę dobrze pamiętam za to show Gwiazdy tańczą na lodzie, emitowany przez nieco ponad rok na TVP2. Niby niedługo, ale wystarczająco, by program zapisał się w historii polskiej popkultury – nie tyle za sprawą popisów tanecznych biorących w nim udział gwiazd, ile niekończących się sporów między jurorami a pozostałymi członkami programu. Kto nie pamięta, w czym rzecz, niech poszpera w sieci. Dużo się o tym mówiło. Dość wspomnieć, że na liczne kontrowersje i przekroczenia stanowczo reagowali medioznawcy, Komisja Etyki TVP, a nawet ówczesny Rzecznik Praw Obywatelskich, który – komentując show – pomstował na „schamienie języka”.

Do tego formatu po osiemnastu latach powrócił Michał Walczak, twórca słynnego Pożaru w burdelu i dyrektor warszawskiego Teatru Rampa, inscenizując we wrocławskim Teatrze Układ Formalny własny tekst Gwiazdy tańczą na głodzie. Nawiązanie do słynnego programu sprzed prawie dwóch dekad okazuje się jednak niezobowiązujące. Choć bohaterowie i bohaterki spektaklu uczestniczą w telewizyjnym programie, to ich zadaniem nie jest oswajanie się z łyżwami i piruetami, lecz próba wyjścia z nałogów. Brzmi to może dobrze (podobnie jak założenia tanecznego show), ale nic bardziej mylnego – decydenci Nightflixa, złowrogiej korporacji odpowiedzialnej za produkcję programu, doskonale wiedzą, że najlepiej sprzedają się afery i dramy. Nie chcą nikomu pomagać, wychowywać odbiorców w trzeźwości lub promować odpowiednich wzorców zachowań. Ważniejsze są wysoka oglądalność i przyciąganie uwagi złaknionych sensacji widzów.

Z myślą o „wykręcaniu” dobrych zasięgów zamykają w jednej przestrzeni uczestników, dobranych na zasadzie kontrastu. Są to nieśmiały, uzależniony od pornografii i gier komputerowych Eryk (Adam Michał Pietrzak); pragnąca być cały czas online gwiazda neuropopu Xanah (Paulina Mikuśkiewicz); spędzający całe dnie na oglądaniu seriali i obżeraniu się chipsami Chrapka (Rafał Pietrzak); oraz kochająca operacje plastyczne Vera (Alicja Czerniewicz). Towarzyszą im postaci o mniej oczywistych obsesjach: uzależniony od pozyskiwania grantów reżyser Miazga (Przemysław Furdak), trener personalny Amrap (Jerzy Górski), który nie potrafi uwolnić się od „toksycznych osób gwiazdorskich”, a także zafascynowany młodością i wizją nieśmiertelności Vigor Mortis (Maciej Rabski). Nad procesem terapeutycznym bohaterów czuwa prowadząca program „psychoinfluencerka i antydepresantka” doktor Daria Gorączko (Wiktoria Czubaszek). Jednak zdarzenia z czasem wymykają się jej spod kontroli. Bohaterka nie panuje nad przebiegiem programu. Widzowie pragną igrzysk, przekroczeń i krwi. Producenci chcą im to zapewnić.

Przebieg przedstawienia podporządkowany został prezentacji kolejnych postaci (ich uzależnień oraz zażyłości rodzinnych i towarzyskich) oraz ekspozycji zawiązujących się między nimi relacji. Poszczególne sceny wpisano w porządek znany z grupowych sesji terapeutycznych – bohaterowie i bohaterki mówią o sobie i swoich problemach, podają powody wzięcia udziału w programie. Kogoś zgłosiła matka, ktoś inny próbuje zawalczyć o swoją przyszłość. Wszystko wydarza się pod okiem wielkich, rzucających się w oczy kamer (projekty i koncepcja kostiumów, scenografii i form: Maciej Rabski). Osią dramaturgiczną spektaklu nie jest jednak, jak mogłoby się wydawać, proces psychoterapeutyczny, lecz wiwisekcja strategii medialnego przekazu – ujawnianie zasad nightflixowego programu i praw rządzących współczesnymi mediami.

Jak to u Walczaka bywa, obraz świata jest tu przerysowany i groteskowy, a ostrze satyry wymierzone w wiele stron jednocześnie. Dostaje się tak celebrytom, influencerom, artystkom oraz politykom, jak i piewcom kultury terapeutycznej. Wszystkie role prowadzone są szerokim gestem i zbudowane w oparciu o najbardziej oczywiste stereotypy (próżnego celebryty, mieszkającego z matką incela, biednego artysty itd.), ale każdą z postaci można odnieść do pozateatralnego świata. Xanah wydaje się inspirowana Sanah i Young Leosią, Vigor Mortis przypomina marzącego o nieśmiertelności Bryana Johnsona, a Miazga z Teatru Deformat okazuje się wzorowany na Furdaku, aktorze i założycielu Teatru Układ Formalny. Podobnych analogii i tropów jest więcej.

Równolegle do satyry na show-biznes rozwijany jest groteskowy obraz Wrocławia. Akcja spektaklu rozgrywa się w słynnym Trójkącie Bermudzkim (gdzie rzeczywiście znajduje się siedziba teatru), niegdyś niebezpiecznym rejonie miasta. Jego wyjaskrawione do granic możliwości oblicze poznaje uzależniona od scrollowania i bycia online piosenkarka. Żeby „odzyskać fejm”, musi wziąć udział w terapii, nagrać teledysk oraz przeprowadzić warsztaty dla trudnej młodzieży. Poznając okolice Przedmieścia Oławskiego, natrafia na gadające – wprowadzone w rozbudowanym planie lalkowym – szczury, które stają się pełnoprawnymi bohaterami przedstawienia.

Reżyser wraz z zespołem aktorskim doskonale wiedzą, kto jest odbiorcą ich spektaklu – aluzje skroili pod tutejszą publiczność. Widzowie i widzki w mig wyłapują humorystyczne nawiązani do „Colegium Dehumanum” i legend na temat Trójkąta Bermudzkiego, podchwytują sarkastyczny ton opowieści o Krajowym Planie Odbudowy i artystach jako gronie „przegrywów, wyrzutków i offowców”. Walczak doskonale dawkuje napięcia, z przesadą i emfazą opowiadając z jednej strony o niedoli bieda-artystów, a z drugiej – mrocznej legendzie stolicy Dolnego Śląska. Przedstawienie nie próbuje rozbrajać tych stereotypów czy nadawać im nowych znaczeń. Twórcom i twórczyniom chodzi raczej o dobrą zabawę i zapraszanie widzów do współobśmiewania różnych absurdów. Nic nie jest tu na poważnie, wszystko jest zgrywą i grą pozorów.

Walczak, podobnie jak w spektaklu Była sobie Polska z Teatru Rampa, dworuje z tego, o czym zwykło mówić się na poważne: Wielkiej Sztuki, historii, psychoterapii, ubóstwa artystów i artystek. W tym sensie Gwiazdy tańczą na głodzie mogą mieć terapeutyczny potencjał – pozwalają oglądającemu zdystansować się od trapiących go problemów, wraz z innymi pośmiać się z otaczającej nas rzeczywistości. Imponuje rozmach inscenizacyjny, na który składają się wieloplanowa i funkcyjna scenografia, mnogość form animowanych przez aktorów i aktorek (na uwagę zasługuje przede wszystkim Pietrzak, występujący jednocześnie w dwóch rolach: Eryka i jego matki, którą symbolizuje lalka połączona na trwałe z jego kostiumem), grupowe układy taneczne (choreografia i choreografia lalek: Paweł Kuźma) oraz wybrzmiewające z musicalową przebojowością piosenki (muzyka: Michał Smajdor). Walczakowi udało się znaleźć przekonującą i atrakcyjną formę dla szalonej i wielowątkowej satyry na środowisko teatru, show-biznes, Wrocław i kulturę terapii, a aktorzy i aktorki Układu Formalnego doskonale się w niej odnaleźli. 

Michał Walczak GWIAZDY TAŃCZĄ NA GŁODZIE. Reżyseria, scenariusz: Michał Walczak, Projekty i koncepcja kostiumów, scenografii i form: Maciej Rabski, Choreografia, choreografia lalek Paweł Kuźma, Muzyka: Michał Smajdor. Papremiera w Teatrze Układ Formalny we Wrocławiu 7 lutego 2026.

 

Tytuł oryginalny

Zdarzyło się we Wrocławiu

Źródło:

Materiał nadesłany

Autor:

Kamil Bujny

Data publikacji oryginału:

18.05.2026

Wątki tematyczne

Sprawdź także