22.02.2021, 13:19 Wersja do druku

Aleksandra Konarska - stanowisko w sprawie pracy Pawła Passiniego nad dyplomem AST Bytom

Jako asystentka reżysera i autorka projekcji uczestniczyłam niemal w całym procesie pracy nad spektaklem dyplomowym "Mały las, krótki sen", prowadziłam próby oraz filmowałam większość prób prowadzonych przez reżysera w celach dydaktycznych, promocyjnych oraz jako elementy projekcji.

Pani Iga Dzieciuchowicz nie zdecydowała się umieścić moich wypowiedzi w artykule, tak jak nikogo innego z członków zespołu oraz innych osób pracujących z reżyserem, z którymi przeprowadzała rozmowy. Mimo, że niemal narzucałam jej się w procesie pracy nad artykułem dla DF. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że do dziennikarki należy dobór osób, którym decyduje się udzielić głosu, ale moim zdaniem czyni to jej artykuł wysoce nieobiektywnym.

Publikuję swoje oświadczenie tak późno, gdyż chciałam uniknąć jego nadmiernej emocjonalności, która byłaby nieunikniona od razu po zapoznaniu się z tekstem pani Dzieciuchowicz.

Jako początkująca reżyserka wiem, że ryzykuję bardzo wiele broniąc reżysera w sytuacji jednoznacznego środowiskowego potępienia jego pracy. Jednak czuję, że jako bezpośrednia uczestniczka wydarzeń i kobieta w wieku zbliżonym do formułujących oskarżenia aktorek, muszę się wypowiedzieć. Oczywiście jestem przeciwna przemocy i molestowaniu w teatrze, nie uznaję "metod reżyserskich" bazujących na upokarzaniu aktora, zastraszaniu czy oczekiwaniu ślepego posłuszeństwa. Brzydzą mnie powtarzane w szkole przez kolejne pokolenia anegdoty jakim ktoś był potwornym człowiekiem w pracy, ale za to wybitnym reżyserem. W swojej edukacji jako reżyserka nie raz słyszałam, że jeśli nie będę zastraszać i upokarzać aktorów to nigdy nie osiągnę sukcesu w zawodzie. Tego rodzaju postawa i narracja była i jest dla mnie nieakceptowalna. Gdybym przeczytała artykuł Igi Dzieciuchowicz nie uczestnicząc w procesie powstawania spektaklu moja postawa wobec tak "pracującego" reżysera byłaby jednoznacznie potępiająca. Nie chcę również podważać subiektywnego poczucia krzywdy aktorek ze spektaklu dyplomowego. Jednak jest we mnie głęboka niezgoda na tak wykrzywiony, zmanipulowany i pełen kłamstw obraz tej pracy. Zdaję sobie sprawę, że to, co obiektywnie się podczas prób wydarzyło mogło spowodować zranienia, szczególnie w sytuacji tak długiej, bo całorocznej pracy, co samo w sobie jest toksyczne. Jednak jako bezpośrednia uczestniczka wydarzeń chciałabym przedstawić własne stanowisko w tej sprawie.

Dotyczy ono przede wszystkim sytuacji Pani Małgorzaty. Z mojej perspektywy - podczas procesu prób nie było takiej sytuacji, żeby studentka mogła mieć próbę indywidualną z reżyserem, na której była naga. Oczywiście, nie byłam obecna na wszystkich próbach lub też mogłam w tym czasie być z kimś innym w innej sali. Jednak po decyzji kostiumowej, że Małgorzata ma mieć odsłonięte piersi, reżyser podjął decyzję, że to ja przeprowadzę tego rodzaju próbę. Tak też się stało i z całej naszej długiej i szczegółowej rozmowy na ten temat z aktorką wynikało, że ma do czynienia z taką sytuacją na próbie po raz pierwszy w życiu. Chcę też zaznaczyć, że relacja Pani Małgorzaty ma już co najmniej 3 wersje. Wersja pierwsza została prze nią przedstawiona wobec dziekanki Moniki Jakowczuk, drugą usłyszałam podczas przesłuchań przez komisję etyki, trzecia, zupełnie różna, została przedstawiona dziennikarce i znalazła się w artykule. Byłam i jestem tym zupełnie zdezorientowana. Jest to zresztą poczucie, które w pracy z Panią Małgorzatą towarzyszyło mi przez większość czasu i nie tylko w kwestii jej prób. W procesie pracy staram się być maksymalnie empatyczna wobec aktorów, czujna na ich emocje i gotowa na wspólne rozwiązywanie problemów a nie stawianie wymagań. Wydaje mi się, że w ten sposób jako asystentka uzupełniam pracę reżysera, który ze względu na poziom artystyczny spektaklu pewne wymagania musi stawiać oraz egzekwować je w konkretnym czasie. W związku z tym odbyłam z Panią Małgorzatą wiele rozmów i prób indywidualnych.

Przez pierwsze miesiące pracy miałam poczucie, że nasza relacja jest oparta na bardzo dużym zaufaniu i szczerości, z nikim z zespołu nie przeprowadziłam tak wielu głębokich rozmów, nie tylko o roli i metodzie pracy, ale również osobistych. Nie chciałabym tutaj ujawniać tematu tych rozmów mimo, iż zapewne mogłoby to rzucić nowe światło na całą sprawę. Powtarzam: wszystkie nasze rozmowy o problemach w pracy nad dyplomem od początku do końca dotyczyły wyłącznie tych trzech tematów: trudnych relacji, a właściwie mobbingu ze strony grupy, presji nadmiernych oczekiwań i osobistych problemów. Ze względu na pewne międzyludzkie problemy w grupie praca nad rolą od samego początku była dla tej wrażliwej aktorki emocjonalnie bardzo trudna, w połączeniu z jej wielką ambicją i ciężarem głównej roli w spektaklu dyplomowym. Miałam jednak wszelkie podstawy, by być pewną, że jeśli podczas prób wydarzy się coś krzywdzącego dla Małgorzaty, studentka na pewno mi o tym powie. Podczas długiej i wnikliwej rozmowy o nagości Małgorzata ani razu nie zakomunikowała mi, że może być to dla niej szczególnie trudne i raniące. Potraktowała wyzwanie bardzo profesjonalnie i z aktorskim zrozumieniem oraz dojrzałością, co szczególnie mi zaimponowało. W rozmowie zarówno przed, jak i po tej próbie rozmawiałyśmy o wielu poważnych emocjonalnych problemach związanych z pracą, jednak temat nagości nie pojawił się. Być może chęć sprostania oczekiwaniom własnym, moim, reżysera oraz grupy sprawiła, że Małgorzata zgodziła się na coś co przekroczyło jej możliwości. Być może moja chęć doprowadzenia jej do miejsca, w którym będzie zadowolona z własnej pracy, przesłoniła mi jej krzywdę. Pewne jest jednak, że między nami było pełne zrozumienie.

Jednak kilka prób później moje zaufanie w szczerość w relacji z Małgorzatą zostało znacznie podkopane. Już wcześniej opowieści o mobbingu ze strony grupy wydawały mi się znacznie przesadzone, a gdy okazało się, że Małgorzata nie jest w stanie pracować, grupa - szczególnie osoby najbardziej o nękanie przez aktorkę posądzane – stanęły w jej obronie. Okazało się też, że opowiada ona koleżankom i kolegom o nękaniu i mobbingu z naszej strony i były to lustrzane historie do tych, które opowiadała mi o nich. Sytuacja na próbach zrobiła się skrajnie nerwowa i na pewno padło zbyt wiele ostrych słów. Kiedy emocje nieco opadły zrozumieliśmy, że nie chodzi tu o problemy w grupie, ani o problemy w tej konkretnej pracy, ale osobiste problemy aktorki, co do których nie mamy kompetencji się wypowiadać. Dalsza praca nad dyplomem Małgorzaty, uniemożliwiała pracę całej grupie oraz wpływała na nią dewastująco. Reżyser wykonał telefon do szkoły z prośbą o reakcję. Usłyszał, że Małgorzata zachowuje się w ten sposób na wszystkich zajęciach, jest hipochondryczką i kłamczuchą, ma ją przycisnąć i nie pozwalać jej rozwalić spektaklu. To jest moment tej pracy, w której widzę największy błąd nas wszystkich i największą krzywdę wobec Małgorzaty, wyrządzoną jej przez nas, ale przede wszystkim przez szkołę. Uważam, że tego rodzaju komunikat o ewidentnie nie radzącej sobie w pracy studentce ze strony szkoły - odpowiedzialnej za jej rozwój i bezpieczeństwo - za nieludzki. W tamtym momencie jednak – chwili gniewu i narastającej w nas frustracji - wydawał się on potwierdzać nasze odczucia. Uważam, że jako osoby odpowiedzialne za dobrostan pracującego nad spektaklem zespołu powinniśmy wtedy zignorować komunikat szkoły i mimo wszystko odsunąć młodą aktorkę od dewastującej jej psychikę pracy. Zamiast tego, kierowani emocjami, podążyliśmy za instrukcjami dziekanki.

Bardzo szybko okazało się, że był to wielki błąd i Małgorzata, która wcześniej miała trudności z pracy, znalazła się po kilku próbach w stanie, w którym nie mogła podjąć dalszej pracy nad swoją rolą. W tym momencie pracy postanowiliśmy przekształcić rolę Małgorzaty w taki sposób, by stała się jak najmniej obciążająca emocjonalnie i najprostsza do wykonania. Staraliśmy się też, mimo uniemożliwiania prze nią dalszej pracy nad wszystkimi scenami, w których brała udział, podejść do niej z jak największą życzliwością i bez presji. Niestety w stanie w jakim była nie dało się kontynuować pracy, również w ten sposób. Grupa, wcześniej życzliwie nastawiona na koleżanki, teraz - oprócz jej przyjaciela Kacpra – opowiedziała się przeciwko niej, głównie w powodu niemożności kontynuowania pracy, marnowania czasu na coraz częstszych rozmów i awantur oraz powtarzanego przez większość studentów stwierdzenia, że tak jest z nią ciągle, na wszystkich zajęciach i wszyscy mają tego dość. Doprowadziło to ostatecznie do usunięcia Małgorzaty ze spektaklu dyplomowego na prośbę reżysera przy wsparciu większości studentów.

Nie byłam obecna przy tych rozmowach, gdyż nie było mnie wtedy na próbach w Bytomiu. Nikt potem nie interesował się tą sprawą, aż do słusznego i odważnego kroku Moniki, która zdecydowała, że nie jest w stanie pracować przy spektaklu, w którym tego rodzaju sprawa pozostaje niewyjaśniona. Na pierwszej po pandemii próbie Monika powiedziała, że usłyszała od Małgorzaty takie rzeczy, że nie jest w stanie kontynuować tej pracy. Do momentu przeczytania artykułu w Dużym Formacie nie wyobrażałam sobie nawet jakiego rodzaju może być to historia. Wiedziałam, że Małgorzata jest bardzo przekonująca w opowieści o swoich zranionych emocjach oraz, mniej lub bardziej, prawdziwych przeżyciach, dlatego absolutnie rozumiałam reakcję Moniki na rozmowę z nią. Kiedy przeczytałam tekst na początku byłam absolutnie wściekła na poziom kłamstw i manipulacji, jakich Małgorzata dopuściła się w tej historii. Rozpoznawałam manipulacje aktorki, która ze stawiania się w pozycji ofiary uczyniła strategię przetrwania w przerastających ją sytuacjach. Jednak z perspektywy czasu uważam, że zmuszanie do pracy osoby w takim stanie psychicznym przez całe miesiące - a w przypadku szkoły przez lata - było nieodpowiedzialne i wszyscy powinniśmy się tego wstydzić. Szkoła nie powinna dopuszczać osoby z tego rodzaju problemami do spektaklu dyplomowego oraz ignorować naszych doniesień o problemach, my nie powinniśmy próbować zmusić do pracy kogoś dla kogo praca ta jest dewastująca i ignorować wszelkich sygnałów, że należy to natychmiast przerwać. Opowieść Małgorzaty w artykule składa się w większości z kłamstw, ale jej krzywda jest prawdziwa.

W przypadku Amandy jest mi o wiele trudniej zrozumieć i przeanalizować tę sytuację. Do tej pory nie rozumiem, co się wydarzyło i dlaczego. W tym przypadku obiektywne fakty są takie jak przedstawiono je w artykule, jednak sposób ich interpretacji sprawia, że do tej pory nie mogę uwierzyć, że wypowiada je ta sama osoba, z którą uczestniczyłam w procesie prób. W naszej relacji ze studentami bardzo szybko okazało się, że nie spotkamy się artystycznie zbyt blisko, mimo że studenci sami wybrali reżysera spektaklu dyplomowego. Miał szanse powstać ciekawy spektakl, ale bez głębokiego porozumienia aktorów z reżyserem. Zupełnie inaczej było w przypadku Amandy, przez cały czas pracy, aż do ostatnich dni przed wznowieniem prób z zachwytem obserwowałam okiem kamery powstającą świetną rolę. Praca z Amandą była dla mnie wspaniałą artystyczną przygodą i podczas całego jej przebiegu miałam poczucie, że jest takim przeżyciem również dla niej. Amanda oprócz ogromnego zaangażowania w procesie prób zupełnie nieprzystającego do standardu prezentowanego przez kolegów i koleżanki z roku, poświęcała też pracy mnóstwo czasu. Mieliśmy kilka kilkudniowych zjazdów poza wyznaczonym czasem prób, podczas których pracowaliśmy nad projekcjami oraz muzyką do spektaklu. Atmosfera na tych próbach daleka była od jakiegokolwiek przymusu, zawsze odczuwałam wtedy rodzaj ulgi, że nie musimy w końcu generować tego ciągłego napięcia, by zmotywować do pracy grupę, której średnio się chce, i możemy być wobec siebie otwarci i serdeczni, bo dokładnie rozumiemy swoje dążenia i cele. Stosunek aktorki do jej nagiego ciała był dla mnie wręcz szokująco dojrzały i odważny. Nigdy nie spotkałam się w pracy z tak młodą osobą, tak świadomie i bez cienia wstydu operującej scenicznie swoją nagością. Podczas prób, w których uczestniczyłam nie było cienia dyskusji czy jakiegokolwiek namawiania aktorki do obnażenia się, również w leśnych czy nadmorskich plenerach w celu rejestracji projekcji. Zawsze taka propozycja wychodziła z jej inicjatywy, nawet kiedy ja sama miałam pewne wątpliwości. Spędziłyśmy razem mnóstwo czasu bez reżysera, gdyż postać grana przez Amandę miała być obecna na wszystkich projekcjach, realizowanych głównie w plenerach, gdzie jeździłyśmy same. Przez cały ten czas Amanda nie powiedziała mi, że nie czuje się dobrze w tej pracy i wciąż towarzyszyło mi poczucie, że głównie świetnie się bawimy, a wiele z naszych rozmów dotyczyło nagości. Nie była to też rola bazująca na "schodzeniu w mroki ludzkiej psychiki" czy generowaniu skrajnych emocjonalnie doświadczeń w celu uzyskania jakości aktorskich. Amanda grała postać, która miała wnosić do spektaklu aspekt czystej radości, szczęścia i przyjemności z życia i takie też były nasze próby. Nie pojawił się tam w żadnym momencie tak mocno dyskutowany teraz temat przesuwania granic, trudnych emocjonalnie doświadczeń czy eksploracji mrocznych stanów umysłu. W próbie do sceny, do której reżyser miał z Amandą głównie próby indywidualne, uczestniczyłam raz, w celu ostatecznej rejestracji tej sceny do projekcji. Nic w jej przebiegu nie wzbudziło moich wątpliwości, chociaż scena była wyjątkowo odważna jak na spektakl dyplomowy. Jej ideą było odnalezienie w ruchu ciała aktorki takiej jakości, które pozwala na wyrażenie głębokiej przyjemności z posiadania ciała bez skręcania w stronę erotyczną czy pornograficzną. Co więcej, uwagi, które wypowiadał reżyser podczas pracy nad sceną, miały na celu skierowanie aktorki w przeciwnym kierunku, wobec intuicyjnie przychodzącej erotyczności ciała w tym stanie. Nigdy też nie miałam poczucia tak głębokiej i entuzjastycznej zgody aktorki na to, co dzieje się na próbach.

Podczas przerwy wakacyjnej, również pracowałam z Amandą nad projekcjami dosłownie na kilka dni przed przyjazdem do Bytomia i wtedy również mówiła o pracy w samych superlatywach. Kiedy kilka dni później w Bytomiu władze szkoły przekazały nam informacje, że studenci nie chcą z nami pracować, moim pierwszym odruchem było zadzwonić właśnie do Amandy i zapytać, co się dzieje. Nie zrobiłam tego tylko ze względu na wyraźny komunikat władz, że studenci nie życzą sobie kontaktu. Do tej pory nie rozumiem, w jaki sposób i z jakiego powodu nasza wspólna praca stała się w oczach Amandy tym, o czym opowiada w artykule. Tak, reżyser zamykał się z nią na sali prób wieczorami, ale za jej wielokrotną entuzjastyczną zgodą, a jego stosunek do aktorki był tak otwarty i serdeczny, że gdyby wyraziła jakiekolwiek wątpliwości co do długości, ilości czy przebiegu prób, na pewno zostałyby one uszanowane. Tak, przekręcaliśmy klucz w tej sali na wielu próbach, bo jest przejściowa i wszyscy wiecznie przez nią łażą zamiast iść naokoło schodami, ale klucz zawsze pozostaje w drzwiach. Tak, reżyser nagrał aktorkę bez jej zgody, nigdy nie prosimy aktorów o zgodę na nagrywanie, co zapewne jest błędem. Kamera po prostu stoi na większości prób i nagrywa, nie da się tego nie zauważyć. Następnie wrzucamy te nagrania na grupę dyplomową, żeby studenci mogli zapoznać się z materiałem, łatwiej zapamiętać sceny czy ocenić swój postęp. Zapewne dlatego reżyser nie zapytał Amandy o zgodę na nagrywanie podczas ich indywidualnej próby. Oczywiście powinien, czym innym jest nagrywanie ubranych aktorów, a czym innym ich nagości. To, że nigdy nie pomyśleliśmy o tym, że mogłoby to być dla aktorki problematyczne, wynikało głównie z tego, że wykonaliśmy następnie całe dziesiątki minut o wiele odważniejszych nagrań, co do których aktorka wiedziała, że powstają do projekcji i materiałów promocyjnych i świadomie pracowała pod tym kątem. Uczestniczyła nawet twórczo w procesie powstawania trailera, w którym znajdują się tego rodzaju nagrania, komponując do niego muzykę.

Jako uczestniczka tych prób mogę z całą stanowczością stwierdzić, że jeśli uważamy, że dopuszczalne jest by naga aktorka-studentka wystąpiła w spektaklu reżyserowanym przez mężczyznę, to proces tej pracy nad rolą był wzorcowy. Oczywiście możemy założyć, że taka sytuacja po prostu nie powinna mieć miejsca, ze względu na podległość aktorki wobec reżysera, która może generować brak komunikowania przez nią granic i pole do wielu nadużyć. W takim wypadku szkoła powinna jasno te zasady określić. Osobiście uważam, że powinno być to możliwe właśnie ze względu na pedagogiczny charakter dyplomu. Temat rozpoznania swoich granic w kwestii nagości na scenie pojawi się prędzej czy później w karierze większości aktorek i tancerek, zdarzy się i tak, że reżyserem takiego spektaklu będzie mężczyzna. Podjęcie tego tematu w szkole daje szanse na rozpoznanie własnych możliwości, w warunkach o wiele bezpieczniejszych niż późniejsza kariera zawodowa. Oczywiście odmowa reżyserowi dyplomu w sytuacji podległej studentki jest trudna i wymaga wiele odwagi, ale nie pociąga za sobą żadnych konsekwencji, poza jego emocjonalną reakcją. Przeżywanie takiej sytuacji po raz pierwszy na zawodowej scenie czy planie filmowym, szczególnie w pierwszych latach kariery, gdzie każda rola jest ważna, może być o wiele bardziej krzywdzące i dawać wielkie pole do samonadużycia. Daleka jestem od stwierdzenia, że każdy aktor powinien w szkole teatralnej zostać instytucjonalnie zmuszony do pracy z nagością, jednocześnie uważam że każdy powinien mieć taką szansę, by móc zrozumieć na co jest w swojej dalszej karierze gotowy. I traktowanie w tej sytuacji aktorów jak dzieci - chociaż dyplom jest ostatnią pracą wykonywaną w szkole przed startem ich kariery - uważam za upokarzające dla nich i szkodliwe.

Możemy oczywiście założyć również, że w spektaklach reżyserowanych przez mężczyzn nie mogą występować nagie aktorki. Mam w sobie głęboki sprzeciw wobec tego rodzaju cenzury obyczajowej, uważam ją za szkodliwą i niebezpieczną, szczególnie w obecnej sytuacji politycznej. Szczególnie jako kobieta nie godzę się na traktowanie aktorek jako niezdolnych do podjęcia samodzielnych, wiążących decyzji osób, wiecznie zmanipulowanych przez patriarchalny autorytet i chęć kariery, gotowych zmienić w każdej chwili raz podjętą decyzję. Brzydzę się takim traktowaniem kobiet w teatrze i niebezpiecznie kojarzy mi się ono ze skrajnie prawicową konferencją "prawniczą"- "Donna es mobile", o niezdolności kobiet do prawnych zawodów ze względu na zmienność hormonalną. Nie wiem, dlaczego Amanda podjęła decyzję, by opowiadać o swojej pracy z reżyserem w ten sposób. Może faktycznie pod wpływem chęci aktorskiego wykazania się pozwoliła na przekroczenie swoich granic, nawet jeśli tak było, uważam, że ponosi za to połowę odpowiedzialności i zrzucanie jej w całości na reżysera jest niesprawiedliwe. Intuicyjnie jednak skłaniam się do przekonania, że wygrała chęć niewyłamywania się z grupy oraz udowodnienia swojej lojalności wobec tak ewidentnego większego zaangażowania w pracę od innych studentów. Grupa miała podstawy, by mieć wątpliwości co do lojalności Amandy w sytuacji buntu oraz do zazdrości o jej rolę w spektaklu. W takiej sytuacji o wiele łatwiej jest budować narrację o krzywdzie, niż bronić swojej pracy - szczególnie anonimowo.

Jako kobieta doświadczyłam wielokrotnie molestowania i brutalnych form przemocy seksualnej. Czuję, że mijanie się z prawdą przez oskarżające aktorki, boleśnie dotyka mnie osobiście. Nie chciałabym nigdy, decydując się na publiczne wyznanie mojej krzywdy, znaleźć się w jednym szeregu z osobami, które używają tego rodzaju historii do manipulowania publicznymi emocjami dla swoich celów. Zestawiając obrzydliwe, przerażające opisy z artykułu z tym, czego byłam świadkiem na próbach, nie mogę pozbyć się sprzed oczu kpiących uśmiechów wszystkich przedstawicieli władzy, czy policji, którzy kiedykolwiek podważali prawdziwość zeznań moich i moich przyjaciółek, mimo przedstawiania twardych dowodów. Przeraża mnie, że ktoś może chcieć kłamać w takiej sprawie, w świetle tego jak ciężko jest uzyskać w niej głos, kiedy dzieje się realna krzywda i uzyskać publiczne i prawne zaufanie co do jego autentyczności. Ale chyba najsmutniejsze jest dla mnie wrażenie, że o ile Idze Dzieciuchowicz w jej artykule przyświeca istotny cel, który jest dla mnie ważny i słuszny, to wypowiadające się aktorki robią to z frustracji i braku refleksji, nie zastanawiając się w zasadzie jakie to przyniesie konsekwencje.

Źródło:

Materiał własny