W dniu Międzynarodowego Dnia Tańca zapraszam do podróży na Litwę. Krainy bliskiej, znanej teatralnie, ale mam poczucie nieodkrytej nadal sztuki baletowej i tańca. Oto kilka refleksji artystycznych z politycznym tłem – pisze Benjamin Paschalski na swojej stronie.
Wielokrotnie zastanawiam się, czy dzięki, a może poprzez kulturę, można budować pozycję państwa? To swego rodzaju pytanie z pogranicza marketingu, ale raczej trudno siłowo kształtować ludzką aktywność i wytwory naszego rozumu. Może jest to możliwe w krajach niedemokratycznych, ale i tak potrzeba kreacyjnej mocy jednostek. Interesującym pozostaje, że w niektórych, nawet niezwykle małych podmiotach, sfera sztuki odgrywa istotną rolę, wytycza i buduje rangę wspólnoty. Niekiedy pierwsze skojarzenia, gdy wspominamy o dziejach owych państw, wędrują właśnie w świat indywidualności twórczych, które kształtują i nadal to czynią, świadomość ogółu. Owy szczególnym krajem pozostaje Litwa. Nasz sąsiad, którego populacja to zaledwie mniej niż dziesięć procent naszej liczby mieszkańców. Blisko trzy miliony obywateli, a kulturowe dobrodziejstwo niesamowite, które wzbogacają kolejne pokolenia artystów. Przez lata moje fascynacje krążyły wokół litewskich twórców teatralnych, którzy często gościli podczas naszych dwóch najważniejszych zdarzeń teatralnych – festiwali w Toruniu i Wrocławiu, a także przeglądu Szekspirowskiego w Gdańsku. Tu można było poznać indywidualny kosmos, który oczarowywał i zdumiewał, Eimuntasa Nekrošiusa, młodzieńczość i dojrzałość Oskarasa Koršunovasa, a także liryzm Rimasa Tuminasa. Interesującym pozostaje, że to swoista przeszłość, legenda, to co już minione, a dziś jedną z najważniejszych postaci świata Melpomeny na Litwie stał się Polak – Łukasz Twarkowski, który swoim oryginalnym, korespondującym ze współczesnością nie tylko językiem reżyserii, ale i plastyki, podbija scenę naszego sąsiada. Tak wygląda globalizujący się świat, ale Litwa wykorzystuje go do wzmacniania własnego potencjału w sztuce.
Owe doświadczenia dawne, teatralnej magii, którym towarzyszyłem przez lata, stały się inspirujące dla odkrycia jak prezentuje się współczesna sztuka tańca i baletu Litwy. Owe rozróżnienie jest niezwykle istotne, gdyż obie dziedziny, choć sobie bliskie i faktycznie spójne, niezwykle mocno walczą o swoją autonomię. Było interesującym jak mocno moi rozmówcy podkreślali autonomię tańca – jako aktywności progresywnej wobec baletowej przeszłości utrwalającej schematy klasycznej formy. Ciekawe doświadczenie środowiskowego aktywizmu.
Jednak kluczowym dla mojego zainteresowania tym co dzieje się w świecie sztuki bez słów u naszego bliskiego sąsiada stały się wydarzenia z jesieni 2025 roku. Wówczas ludzie kultury masowo wzięli udział w proteście, który posiada nie tylko charakter symboliczny, ale faktycznej troski o niezależność i autonomię sztuki wobec zakusów politycznej dominacji. Pod koniec września zeszłego roku został powołany rząd premier Ingi Ruginienė wywodzącej się z Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej. Ma on charakter koalicyjny, a jednym z podmiotów, który go współtworzy to „Świt Niemna" – nazywany przez publicystów jako partia populistyczna, nacjonalistyczna, eurosceptyczna, prorosyjska, antysemicka i antysystemowa. I właśnie jej przedstawicielowi przypadł resort kultury. Przez osiem dni sprawował go Ignotas Adomavičius. Choć posiada wykształcenie muzyczne, to jego kariera nie prowadziła przez sale koncertowe lecz biznes z przedsiębiorstwem mrożonek i makaronów włącznie. Ów zamysł powierzenia ministerstwa odpowiedzialnego za kwestie kultury ugrupowaniu hamującemu wolność wypowiedzi artystycznej i potencjalnie narzucającemu jeden model myślenia spotkało się z masowym działaniem artystów. Uznano to za cyniczną grę polityczną pozbawioną racjonalnej argumentacji. Co gorsza wskazywano ścieżkę dla ograniczeń twórczej ekspresji równą temu co miało miejsce na Słowacji i Węgrzech.
Działanie artystów, swoisty protest wobec upolitycznienia kultury posiadał swój symbol w formie zbliżony do ostrzegawczego znaku drogowego i słowa „kultura", które znajduje się nad przepaścią. Masowe wystąpienia rozpoczęły się 5 października 2025 roku, a wzięło w nich udział tysiące osób reprezentujących nie tylko czołowe instytucje kultury, ale także solidaryzujący się rolnicy, lekarze czy nauczyciele. Wskazywano, że swoisty zamach na sferę intelektualną początkuje zagrożenie dla demokracji i bezpieczeństwa kraju. Choć wspomniany Adomavičius ustąpił ze stanowiska to akcja środowiska trwała wobec obaw, że inny kandydat „Świtu Niemna" obejmie tekę ministerialną. Ukazało to niesamowitą jego siłę i rolę kultury nie tylko w społeczeństwie, ale także w funkcjonowaniu państwa. Sama akcja nieposłuszeństwa obywatelskiego przybrała różnorodne formy. To nie tylko uliczne demonstracje przy wtórze symbolu działań – utworze Morze Mikalojusa Konstantinasa Čiurlionisa, ale także otwarcie instytucji dla wszystkich chętnych, bez opłat i gratyfikacji. Ten symboliczny gest ukazywał wspólnotę społeczną i współbrzmienie całego społeczeństwa, w którym kultura odgrywa istotną rolę konsolidacyjną. Co ważne w działaniach wzięły udział wszystkie instytucje kultury niezależnie od organów finansujących, również te dla których podmiotem prowadzącym jest ministerstwo kultury. Dodatkowym elementem stał się bojkot udziału ludzi kultury w imprezach z udziałem polityków, a także rezygnacje, przez organizatorów wydarzeń kulturalnych, z patronatów organów publicznych. Petycję w sprawie sprzeciwu wobec objęcia ministerstwa przez przedstawiciela „Świtu Niemna" podpisało ponad osiemdziesiąt tysięcy osób. Ów niesamowity strajk – tak określana akcja przez organizatorów to faktycznie pierwszy, od roku 1990, masowy protest środowiska intelektualistów.
Marius Ivaškevičius, świetny dramatopisarz w rozmowie z Romanem Pawłowskim-Felbergiem na łamach internetowego „oko.press" mówił: „Szczerze mówiąc, kiedy mianowali tego człowieka na ministra, byłem nawet zadowolony. Powiedziałem, w końcu osiągnęliśmy dno. Nie ma już gdzie spaść niżej. Od tego momentu możemy tylko piąć się w górę. Myślę, że większość ludzi, którzy wyszli protestować, czuła to samo". A Vaidas Jauniškis, krytyk teatralny dodawał: „Mamy nadzieję, że Morze oczyści nas z ideologii. Chodzi o to, aby kultura łączyła ludzi, a nie dzieliła". Laurynas Žakevičius, współtwórca niezależnego teatru tańca „Low Air", wskazuje: „Litwa to mały kraj dlatego droga do komunikacji z władzami jest bardzo krótka. Stąd możliwy jest dialog, wymiana myśli, poglądów, ukazanie bezpośrednio naszego stanowiska. To co ważne to rozmowa o budżecie i długofalowej strategii do roku 2040. Jednak kluczowym stało się ukazanie tego co robimy, zbudowanie prawdziwej solidarności z naszymi odbiorcami, którzy nas wspomagają i są stale obecni".
Owe poczynania doprowadziły do roszad w radzie ministrów i wymiany stanowisk. Ostatecznie, 11 listopada 2025 roku tekę minister kultury objęła Vaida Aleknavičienė. Nauczycielka, działaczka samorządowa i posłanka Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej. I zapewne owa nominacja wyciszyła aktywność twórców, ale na pewno nie uśpiła czujności. To jeden z niewielu przykładów, że środowisko może mieć realny wpływ na życie polityczne nie ograniczające się do aktu wyborczego raz na kilka lat. Ukazuje również istotę kultury, która nie jest tylko dodatkiem do życia wspólnoty, ale jest jej konstruktem i nośnikiem nie tylko tradycji lecz również współczesności. Twórcy to nie dostarczyciele rozrywki, ale świadomi obywatele zaangażowani w losy swojego państwa. Jednak mogą odgrywać istotną rolę, gdy kultura nie jest traktowana marginesowo lecz stanowi podmiot, z którego dobra czerpie ogół obywateli.
Owe zdarzenia z jesieni 2025 roku ukazują wagę kultury na Litwie. Co ciekawe moi rozmówcy podkreślali również dialog z władzą, która nie odcina się od środowiska. Choć jasnym jest, że świat polityki i sztuki jest daleki od swoich działań to mimo to poszukuje dróg porozumienia i odnalezienia ścieżki dla rozwoju kultury dla dobra wspólnego.
Ten przydługi wstęp ukazuje jedno – jakim dobrem dla Litwy jest kultura. Nie tylko dla grupy twórców, ale również tych co odwiedzają sale teatralne, muzealne, galerie i wszelkie inne instytucje. W ten sposób tworzy się środowisko, magiczna wspólnota kreatorów i odbiorców. W owym świecie litewskiej różnorodności niezwykłe, dla nas może mało znane, miejsce zajmuje taniec. Posiada on kilka twarzy różnorodności i odmienności. Ciekawy przykład twórczej kreatywności małego państwa Europy.
Wilno – narodowa scena
Spojrzenie na scenę baletową Litwy ma jeszcze jeden istotny kontekst. Zimą 2025 roku obchodzono stulecie tejże sztuki w tym państwie. Za dzień narodzin uznaje się 4 grudnia 1925 roku, gdy na deskach teatru w Kownie odbyła się premiera przedstawienia Coppelia do muzyki Leo Delibesa w choreografii przybysza z Rosji, baletmistrza Pavla Petrova. To on zbudował pierwszą kompanię publicznej instytucji litewskiej, która wytyczyła dalsze baletowe dzieje. Coppelia to dość ciekawy przykład, który przewija się wielokrotnie w opowieści o tańcu naszego sąsiada. Warto przypomnieć, a może nawet wskazać, że właśnie ten tytuł znalazł się w repertuarze historycznej wizyty w Warszawie, z roku 1988 Państwowego Akademickiego Teatru i Opery w Wilnie. Wśród prezentowanych spektakli, na deskach stołecznego Teatru Wielkiego, znalazło się aż siedem tytułów: cztery operowe i trzy baletowe. Wśród nich humorem inscenizacyjnym, kolorystyką scenografii iskrzyły baletowe losy bohaterów klasycznej tanecznej opowieści w układzie Vytautasa Brazdylisa. Powracał on w Wilnie jeszcze dwukrotnie w roku 2010 (w choreografii Kirilla Simonova), a także jubileuszowo w grudniu 2025 roku – o czym będzie jeszcze mowa. Owych sto lat to bogata historia, pisana radzieckim wzorcem i dominacją, ale i niezależną, oryginalną sztuką baletową. Ostatnie lata posiadają wątek polski. W latach 2011–2020 szefem artystycznym zespołu baletowego Litewskiego Narodowego Teatru Opery i Baletu był Krzysztof Pastor, który dzielił posadę z funkcją kierowniczą Polskiego Baletu Narodowego. Kolejne pięć lat należało do tancerza, a obecnie uznanego, posiadającego własną, oryginalną kreskę wyrazu choreografa – Martynasa Rimeikisa. A od stycznia 2025 roku sprawuje ster rządów świetna tancerka, primabalerina związana z czołowymi zespołami baletowymi świata – Jurgita Dronina.
Grudzień 2025 roku to kolejna moja wizyta w wileńskiej operze. Niezwykle sobie cenię to miejsce. Powodów jest kilka. Sama stolica jest przepięknym miastem, w którym styka się polska i litewska historia, a ulice starego miasta, okolice uniwersytetu pełne są oddechu znanego z kart Dziadów Adama Mickiewicza. To także prospekt Giedymina z majestatycznie spoglądającą na jej wylot katedrą św. Stanisława. Krocząc jego chodnikiem dotrze się do budynku narodowej sceny opery i baletu, który został otwarty w roku 1974. Charakteryzuje się monumentalną bryłą, czerwonymi dywanami, ścianą szyb z których rozciąga się okazały widok, a także pięknym wnętrzem sali widowiskowej mogącej pomieścić ponad tysiąc widzów. Pierwszym moim spektaklem w tym miejscu był operowy Borys Godunow Modesta Musorgskiego w reżyserii Mariusza Trelińskiego. Powracałem tu wielokrotnie kuszony interesującym repertuarem baletowym pełnym niespodzianek, w którym kluczową rolę odgrywają spektakle narracyjne. Jednym z największych sukcesów ostatnich lat stała się taneczna wersja Procesu na podstawie Franza Kafki do muzyki Mindaugasa Urbaitisa w układzie Rimeikisa. Na afiszu pojawili się i niektórzy nadal są obecni, oprócz prac Pastora i Rimeikisa: Anželika Cholina, Alexei Ratmansky, Wayne McGregor, Ivan Perez, Marco Goecke, Angelin Preljocaj, Manuel Legris, a w kolejnym sezonie David Dawson.
We wrześniu 2024 roku dyrektorem generalnym sceny została Laima Vilimienė – absolwentka studiów muzykologicznych i zarządzania – wydaje się idealnego wykształcenia dla prowadzenia tego typu instytucji, wcześniej prowadząca Państwowy Teatr Muzyczny w Kłajpedzie. Po czterech miesiącach pracy powołała nową dyrektorkę artystyczną baletu wspomnianą Jurgitę Droninę, natomiast dotychczasowy lider kompanii Martynas Rimeikis objął funkcję głównego choreografa. Owe swoiste pokojowe przekazanie władzy przekłada się na współpracę obojga artystów, którzy tworzą udany tandem zarządzająco-kreacyjny. Ciekawym paradoksem jest fakt, że Rimeikis wywodził się z zespołu, na swój sposób został namaszczony przez poprzednika do prowadzenia formacji. Pojawienie się Droniny mogło stanowić olbrzymie zaskoczenie. Bowiem ukończyła ona Narodową Akademię Sztuki im. M.K. Čiurlionisa, ale nigdy nie znalazła się w składzie wileńskiego zespołu. Jej kariera prowadziła od Sztokholmu, przez Amsterdam i dziesięć lat spędzonych w The National Ballet of Canada (2015–2025) do English National Ballet. To niesamowita kariera primabaleriny, gwiazdy, jednej z najbardziej rozpoznawalnych na świecie twarzy kultury litewskiej. Po drugie artystka nie ma aspiracji choreograficznych, budowania dalszej, własnej kariery artystycznej. To niesłychanie interesująca deklaracja ukazująca różne modele zarządzania zespołami baletowymi.
Nasza rozmowa w Wilnie pełna była pozytywnych wibracji i dobrego humoru. Widać po Droninie zapał i wielką motywację do pracy. Pełna wigoru i charyzmy opowiadała o swojej drodze do Wilna i planach dla zespołu. Kluczowym dla niej stało się doświadczenie zdobyte przez dwadzieścia lat podglądania i uczenia się od swoich wcześniejszych dyrektorów. „Madeleine Onne w Sztokholmie, Ted Brandsen w Amsterdamie, Karen Kain w Toronto, a może przede wszystkim Tamara Rojo w Londynie stali się moimi wzorcami. Z każdego z nich coś czerpię, wykorzystuję ich doświadczenie i to co mogłam podpatrzeć. Kluczowym jest odpowiedzieć na pytanie czego oczekujesz od miejsca, które masz prowadzić? Jakie wprowadzić standardy? Jaki implementować styl komunikacji? Ważnym stał się czas w Wielkiej Brytanii i zmiana siedziby English National Ballet oraz wszystko co dokonała Tamara. Ewolucja repertuaru, wyjazdy zagraniczne oraz nowe miejsce to wszystko była jej zasługa. Tu Ciebie zaskoczę. Myślałam o zostaniu szefową zespołu baletowego od roku 2017. Gdy rozpoczęłam współpracę z kompanią w Wielkiej Brytanii zaczęłam bacznie przyglądać się owemu procesowi zmian, ewolucji. Rozmawiałam z moimi dyrektorami, zadawałam pytania. Przy moim obciążeniu zawodowym i domowym nie mogłam podjąć studiów, ale wybrałam kursy, które mogłyby mi pomóc w budowaniu siebie jako przyszłego lidera. Poznawałam wnętrze instytucji poprzez wizyty w Royal Swedish Ballet – poznawałam działy od PR do HR, każdy zakątek który może być pomocny w tej pracy. Również praktykowałam w mniejszych instytucjach jak zespół baletowy w Teksasie. Forma krótkiego stażu aby poznać specyfikę małej instytucji" – wspomina Jurgita Dronina. Propozycję objęcia posady w Wilnie otrzymała przypadkiem jesienią 2024 roku. Panie spotkały się wówczas pierwszy raz i nawiązała się nić porozumienia, która zwieńczyła się nominacją na stanowisko dyrektora artystycznego baletu.
Jurgita mówi, że wspólnie z dyrektorką naczelną, jej zastępcami, szefem muzycznym tworzą jedną drużynę budującą najważniejszą scenę Litwy. Należy podkreślić wielką pasję do działania i rozwijania formacji, a przecież na swój sposób dla niej jest to całkowicie nowy świat, gdyż całe życie pracowała z dala od Wilna. Jej najważniejszym celem jest, aby „kompania była rozpoznawalna na całym świecie. Chciałabym aby gościli na tej scenie najlepsi choreografowie, dramaturdzy, scenografowie i kostiumografowie". Wartością zespołu jest choreograf-rezydent, który reprezentuje rodzimą kulturę, rozwija jej wartość, a także może współpracować z miejscowymi kreatorami. To co wyróżnia zespół to jego faktycznie jednolitość narodowa, forma identyfikacji, wspólnotowości. Blisko dziewięćdziesiąt procent tancerzy to Litwini, jednak Dronina zamierza otworzyć zespół dla nowej krwi z zewnątrz. To tworzy konkurencję, daje powiew świeżości i jest inspirujące dla całej formacji. Nie zamierza tego czynić poprzez otwarte audycje, ale samodzielnie zapraszać tancerzy do współpracy. Jednak niezwykle ważnym jest, że szkoła litewska sięga tradycji radzieckiej. Technika klasyczna jest na niezwykle wysokim poziomie, a faktycznie zespół należy do jednych z najlepszych w Europie. Ciekawym także, że na Litwie istnieją wcześniejsze emerytury dla tancerzy po osiemnastu latach angażu. Tym samym tworzy się przestrzeń dla kolejnych, młodych, kreatywnych artystów baletu.
Istotnym dla Droniny jest oczywiście repertuar, który spotyka się z wielkim entuzjazmem publiczności. Frekwencja na spektaklach sięga stu czternastu procent! Zamierza go równoważyć pomiędzy tym co już osiągnęło sukcesy na światowych scenach z całkowicie nowymi, oryginalnymi produkcjami dedykowanymi wileńskiemu zespołowi. Tak powstała jubileuszowa Coppelia w choreografii Martynasa Rimeikisa, a także najbliższa majowa premiera Paquity w układzie Manuela Legrisa z nowym librettem i dramaturgią Jean Francois Vazelle. W kolejnym sezonie będzie to Dama Kameliowa w choreografii Annabelle Lopez Ochoa. „Chcę unikać klisz, powielania tego co można wszędzie zobaczyć. Nie jest ważne to co możemy dostać od świata, ale to co my jako zespół litewski możemy jemu dać. To sposób abyśmy byli widoczni i rozpoznawalni. Ważnym jest abyśmy nasz repertuar pokazywali w innych miejscach, aby był on oryginalny i niepowtarzalny" – podkreśla szefowa baletu. Kluczem jest przyciągnięcie najciekawszych talentów światowych, ale i rodzimych, aby pracować z najlepszymi i nie wyjeżdżać jak uczyniła to Jurgita Dronina.
Jubileusz stulecia baletu litewskiego stał się pretekstem dla ukazania produkcji z innych ośrodków krajowych co ukazuje formę współpracy, współdziałania. W żaden sposób konkurencyjności, gdyż każde z tych miejsc wyróżnia się odmiennym podejściem do repertuaru i stylu pracy. Jednak najważniejszym punktem obchodów stała się premiera Coppelii Leo Delibesa w rekompozycji Jievarasa Jasinskisa w układzie Martynasa Rimeikisa. Artysta odszedł w swojej inscenizacji od oryginalnej, bajkowej historii posiłkując się dość znacząco opowiadaniem E.T.A. Hoffmanna – Piaskun. To po Procesie ponowne zagłębienie się w mroczną historię, która narasta niczym akcja dreszczowca lub kryminału. Główny twórca zabiera widzów w świat konsekwencji dziecięcego doświadczenia, które pozostawia w człowieku piętno na całe życie. Bohaterem jest Nathaniel (Jonas Kertenis), którego wspomnienie prześladuje w dorosłym życiu, nie odpuszcza, nie daje za wygraną. Wrzucony w świat określonej wspólnoty uczestniczy w pewnej grze, gdzie wszyscy są lalkami, sztucznymi tworami, a swoiste oszustwo staje się normą egzystencji. Bohater na swój sposób walczy z ową jednowymiarowością, nie poddaje się narastającej kuli braku człowieczeństwa. Rimeikis ukazuje ową mechanizację, której echa słychać świetnie w muzyce, a także widać w choreografii scen grupowych choćby w gabinecie Coppeliusa. Kreska taneczna jest oryginalna, synchroniczna lekko sztuczna niczym nakręcane lalki. Wśród solistów wyróżnia się świetną techniką wspomniany Kertenis, a także zjawiskowa Ieva Repšytė jako Coppelia. Jednak najważniejszym jest nieoczywistość owej historii, której towarzyszy niezwykle duszna atmosfera czegoś co stało się w dzieciństwie i staje się demonicznym przekleństwem, a tajemnica nigdy nie wyjdzie na jaw. Owa intelektualna wyprawa ukazuje poszukiwania twórcze, a także wysoki poziom wykonania przez cały zespół wileński.
Martynas Rimeikis o swojej pracy jako choreograf mówi: „jest to ekscytujące doświadczenie. Mogę dzięki układaniu tańca ukazywać swoje myśli, uczucia, wyobrażenia. Moim wzorcem artystycznym stał się Mats Ek. Gdy miałem siedemnaście lat zobaczyłem jego Carmen. To było niesamowite doświadczenie". Ale oprócz pracy twórczej, przez pięć lat stał na czele kompanii stolicy Litwy. Przypadała ona na trudny czas: „zaczęło się od pandemii COVID-19. Był to koszmar dla nas wszystkich. Należało przez dwa lata utrzymać cały zespół w dobrej kondycji. Potem rozpoczęła się pełnoskalowa wojna Rosji z Ukrainą. W konsekwencji wyeliminowania repertuaru z muzyką rosyjską utraciliśmy połowę naszych produkcji. Ten czas to nieustanne wyzwania, ale utrzymaliśmy dobrą energię i zapał twórczy. Należało również balansować pomiędzy tym co klasyczne i współczesne, ale przecież siłę zespołu baletowego wyznaczają perfekcyjnie wykonane dzieła dawne". Rimeikis dokonał wyboru tytułu jubileuszowego samodzielnie, gdyż uważa że odzwierciedla on najpełniej jego odczuwanie, myślenie i spostrzeganie świata.
Wileńska narodowa scena baletowa przechodzi swoją transformację, której tempo i charakter zmian wytycza wizja Jurgity Droniny. To co istotne prężnie na baletowej scenie prezentuje się sztuka rodzima, a także nowe, oryginalne prace mistrzów choreografii. Cel jest jeden – być rozpoznawalnym na arenie międzynarodowej sztuki. Oby tak się stało, gdyż w mojej ocenie ten zespół na to zasługuje.
O zespołach baletowych w Kownie i Kłajpedzie, formacji Anželiki Choliny oraz rozumieniu fenomenu tańca na Litwie szerzej w pełnej wersji artykułu: https://benjaminpaschalski.pl/2026/04/29/litewskie-stany-tanca/