Logo
Recenzje

Zawirowania 2026: Rouh

7.07.2026, 14:08 Wersja do druku

„Rouh” w chor. Ahlam El Morsli i Wajdiego Gagui z Maroka na 22. Międzynarodowym Festiwalu Tańca Zawirowania w Warszawie. Pisze Lucyna Milczarczyk.

fot. Pagal Creative

Ten piątkowy wieczór, będący już siódmym dniem XXII Międzynarodowego Festiwalu Tańca Zawirowania, z całą pewnością pozostanie na długo w naszej pamięci. Był to taniec na tyle unikatowy i wyjątkowy, iż wymyka się jakiejkolwiek kategoryzacji. Ahlam El Morsli oraz Wajdi Gagui w swojej choreografii „Rouh” („dusza’’) udowodnili, że nawet w dzisiejszym świecie, w którym nie pozostaje już wiele do odkrycia, wciąż można stworzyć coś nowego i dotąd niespotykanego.

Artyści, których dzisiaj mogliśmy zobaczyć to mieszkające w Maroku małżeństwo, które nieustannie stara się popularyzować taniec w miejscu, w którym nie jest on traktowany poważnie. W kulturze arabskiej nie uważa się tańca za pracę, a co najwyżej za przelotne hobby. W związku z tym brakuje tam szkół, które zapewniłyby profesjonalne kształcenie czy teatrów pozwalających lepiej poznać tę sztukę. Sami tancerze przyznają, że to właśnie poprzez swoją twórczość i działania chcą to zmienić. A nie można byłoby powiedzieć, że obok tego dzieła da się przejść obojętnie. „Rouh” zachwyca już od momentu, gdy wchodzimy na salę, a naszym oczom ukazuje się postać tancerza przypominającego posąg, w oszałamiającej sukni z szeroko rozłożonego, białego materiału. Kolor nie jest tu przypadkowy, bowiem symbolizuje czystość. Poza kostiumami, uwagę od razu przyciąga także muzyka, bardzo odmienna od znanej nam w tej części świata. Tworzy unikalny klimat i podtrzymuje dramaturgię podczas całego spektaklu. Te perfekcyjnie dobrane elementy pomagają uwydatnić sens całego dzieła, które skupia się na poszukiwaniu duszy, która wciąż pozostaje czymś tajemniczym i nieznanym, co jednak od dawna pobudza naszą wyobraźnię. To poszukiwanie jest swego rodzaju podróżą, pełną zarówno delikatności, jak i potęgi. Należy także zwrócić uwagę na wykonanie, bez którego nawet najznamienitsza choreografia się nie obroni. Wajdi Gagui wykazuje się niebywałą siłą i energią, dynamicznie wirując po scenie. Za to Ahlam El Morsli przyciąga uwagę niezwykłą wrażliwością i plastycznością ruchu oraz poruszającymi emocjami, które trwają wymalowane na jej twarzy. Chociaż przez większość czasu oboje znajdują się na scenie równolegle, to czasami odnosiło się wrażenie, że każde z nich znajduje się w osobnym świecie. Zaraz potem znów jednak jednoczyli się we wspólnym, przykuwającym wzrok tańcu. Ta synchronizacja niezwykle trafnie obrazuje połączenie i więź, która jednak nie pozbawia indywidualności jednostki. To uniwersalne przesłanie jest wplecione w tradycję i bliskie wartościom tancerzy, którzy określają swój taniec jako modlitwę. Było to niezwykle ciekawe spotkanie z zupełnie innym podejściem, odmienną ścieżką rozwoju czy też samą techniką ruchu. Zachodni styl taneczny, chociaż coraz bardziej otwarty na wpływy z innych krajów, wciąż często zapomina o innych częściach świata. Tym bardziej więc dzisiejsze [26 czerwca – przyp. red. e-teatr.pl] widowisko inspirowane ,,wirującymi derwiszami”, czyli wywodzącymi się z nurtu sufizmu mnichami, znanymi ze swojego rytuału wirowania, i pokazujące inne oblicze tańca było wspaniałą oraz otwierającą oczy szansą na poznanie czegoś, co wciąż jest jeszcze dla nas odległe i nieoczywiste.

Niezależnie jak wiele powie się o tym, co zaprezentowali nam ci niezwykli artyści, to wciąż wydaje się to niedostateczne. Nietypowe rozwiązania, jak wykorzystanie wody i czarnej farby jako istotnych dla fabuły narzędzi, przemyślane i niebanalne stroje, ostro zarysowane ruchy, akrobatyczne wręcz skoki – to wszystko sprawia, że spektakl jest niepowtarzalnym doświadczeniem. Każdy najmniejszy fragment jest w pełni dopracowany i zaplanowany z rozmysłem, dlatego też owacje na stojąco były w pełni zasłużone. Ponadto poruszono tutaj temat, który interesuje nas już od lat – czym jest dusza oraz gdzie ją odnaleźć.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także