Inne aktualności
- Kraków. „Rocznik ’93” w ramach rezydencji teatralnych „Imersja. Przestrzeń kameralna” 24.07.2026 18:49
- Warszawa. Ogromne zainteresowanie „Snem nocy letniej”. „Szekspir pod Gwiazdami” z dodatkowym terminem spektaklu 24.07.2026 17:19
- Warszawa. Teatr Telewizji najlepszym teatrem w Polsce 24.07.2026 17:12
- Lublin. Koncert „Jeszcze słychać śpiew – Lublin Powstańcom Warszawy” 24.07.2026 17:06
-
Gdańsk. „Shakespeare in a Beat” sześciokrotnie w Forum Gdańsk
24.07.2026 13:38
- Słupsk. Nowy Teatr zaprasza na spacer performatywny „Kryminalny Słupsk. Sprawa nr 27: zaginiony archiwista” 24.07.2026 12:32
- Sosnowiec/Gdańsk. „Hamlet" Teatru Zagłębia w Konkursie o Złotego Yoricka na 30. Festiwalu Szekspirowskim 24.07.2026 10:42
- Sopot. SPATiF pozostanie na Monciaku 24.07.2026 09:43
- Gdańsk. Aktor Jesse Eisenberg odwiedził Muzeum II Wojny Światowej 24.07.2026 08:47
- Sztynort. „Ahasverus, wędrowiec ze Sztynortu” w plenerze. Premiera Teatru Chochół 24.07.2026 08:31
- Płock. Ponad 20. twórców z 15. krajów wystąpi na festiwalu sztuk performatywnych „Opowieści” 23.07.2026 17:28
- Katowice/Gdańsk. Śląski „Hamlet" na 30. Festiwalu Szekspirowskim już jutro 23.07.2026 15:04
- USA. Wajda Generation: Agnieszka Holland w The Academy Museum of Motion Pictures 23.07.2026 14:46
- Białystok. MET na wielkim ekranie – abonamenty już w sprzedaży w OiFP 23.07.2026 14:04
URODZINY MARIANA DZIĘDZIELA
Należy do grona najpopularniejszych aktorów w Polsce. Mówi: „Odnalazłem wewnętrzny spokój. Nigdy nie miałem chorobliwych ambicji, parcia na szkło. Brałem tylko to, co przyniósł mi los. Dlatego bez problemu akceptowałem chude lata, kiedy grałem niewiele. A dzisiaj nie zachłystuję się propozycjami”.
A przecież doskonale pamiętamy czasy, kiedy Dziędziel był wprawdzie aktorem doskonale rozpoznawalnym, gwiazdą Teatru im. Słowackiego w Krakowie, ale niekoniecznie docenianym szerzej. Tymczasem od dobrych kilku lat o Dziędziela walczą chyba wszyscy reżyserzy. Zaczęło się od „Gier ulicznych” Krauzego, potem przyszło „Wesele” Smarzowskiego. Od tej pory w polskim kinie trwa nieustający sezon na Mariana Dziędziela. Krakowski aktor w zasadzie nie schodzi z planu. Trudno się temu dziwić. Nikt jak Dziędziel nie zagra twardziela, w którego osobowości można wyłapać niepokojące rysy: depresję, wstyd, kompleksy; nikt jak on nie stworzy w pięciominutowym epizodzie kreacji rasowego prymitywa, w której w jednym, góra dwóch nerwowych tikach, pokazuje, że w innych warunkach, odmiennej rzeczywistości, jego bohater byłby kimś zupełnie innym. Na pewno szlachetniejszym.
„Naprawdę nigdy nie wiesz, na co naprawdę cię stać, dopóki nie pojawi się ktoś, kto wydobędzie z ciebie prawdziwe predyspozycje – podkreśla Dziędziel. – W moim przypadku w kinie byli to najpierw Krzysztof Krauze, potem Wojciech Smarzowski, a w teatrze na przykład Jerzy Goliński. „Gry uliczne” Krauzego były zwielokrotnionym zbiegiem okoliczności: późniejszy autor „Wesela”, Wojtek Smarzowski, robił do tego filmu fotosy i kręcił reportaż z planu, Łukasz Kośmicki, operator „Gier”, napisał scenariusz do „Sezonu na leszcza” i polecił mnie reżyserowi tego filmu, Bogusiowi Lindzie. Współautorem scenariusza „Sezonu…” był również Wojtek Smarzowski, który wkrótce potem zaproponował mi role w „Kuracji”, „Małżowinie”, wreszcie w „Weselu”, „Domu złym”, „Róży”, „Drogówce”. Ciąg dobrych przypadków.”
W znakomitym „Domu złym” Marian Dziędziel z poświęceniem zagrał Dziabasa, zmęczonego, zapitego kuzyna Wojnara z „Wesela”. Dzięki uzyskanej przez aktora prawdzie postaci – męta z PGR-u – wiemy o bohaterze znacznie więcej, niż przewidywał scenariusz. Czujemy, że ten człowiek chciałby powiedzieć coś więcej, coś mądrzejszego, chciałby odważniej mierzyć się z rzeczywistością, ale nie potrafi. Jego intelekt jest bezsilny wobec marzeń. Dlatego przegrywa. Dlatego wszyscy ciągle przegrywamy.
Dziędziel przeczy regułom. Zrobił karierę w momencie, kiedy jego rówieśnicy zeszli z ekranów. Nie dał się otumanić splendorom i nagrodom. Robi swoje. I potrafi zagrać wszystko: poczciwego księdza („W imieniu diabła”) i apodyktycznego seniora rodu („Wymyk”). W „Krecie” Rafaela Lewandowskiego zagrał faceta z przeszłością, po przejściach. Ale gdy Zygmunt Kowal patrzy z ekranu dobrymi, błękitnymi oczami Dziędziela, nie sposób go oskarżać. Za duży blask.