EN
16.12.2020, 09:10 Wersja do druku

Teatralne World Press Photo

W World Press Photo mniej więcej wiadomo, że zwycięży zdjęcie z wojny. Dzieci na ulicy kontra tarcze policyjne, ranny w szpitalu, na którego nie chce patrzeć jego narzeczona, lub rozpacz kobiety, bo właśnie została wdową. To są najczęściej bardzo dobre zdjęcia i bardzo poruszające. Lecz zazwyczaj o tym samym. Co roku przychodzi podziwiać tragiczność ludzkiego losu, bezbronność ofiary i fakt, że cierpienie jest paradoksalnie piękne (por. Bliżej Marbera).

fot. fot. Przemysław Jendroska

Nawet najcelniejszy dowcip, gdy się go usłyszy więcej niż pięć razy, przestaje śmieszyć jak dawniej. Z makabrą jest nie inaczej – przestaje przerażać. Co dzień mijam szpital, idąc do miasta i wracając z miasta. Stoi przed nim furgonetka antyaborcyjna ze zdjęciami płodów. Te dwa lata temu, gdy się pojawiła, może jeszcze na kimś robiła wrażenie, ktoś ją zasprejował, ktoś potem odczyścił i tak już została częścią krajobrazu. Nawet by mi było dziwnie, gdybym w drodze po warzywa nie zobaczył kątem oka tych czerwonych zdjęć na pleksi. Są już jak krawężnik, ja już ich nie widzę i zobaczyłbym dopiero, jeśliby zniknęły.

W czasach licealnych chodziłem do Bunkra Sztuki na coroczne World Press Photo, aż w końcu przestałem, bo już wiem mniej więcej, co będzie do zobaczenia. Pięknych fotografii z frontu też w pewnym sensie nie widzę.

Konkurs Fotografii Teatralnej, który bardzo lubię, też ma swoją sztampę, jeśli chodzi o nagrody. Ma już swoją sztampę, choć to dopiero szósta edycja konkursu. Mniej więcej wiadomo, że wygra zdjęcie z backstage’u. Niekoniecznie czarno-białe, bo aż tak banalni nie są, lecz chodzi ogólnie o to, żeby „wyjść z pudełka”. Skoro zazwyczaj w teatrze wszyscy patrzą się na scenę, to w konkursie fotografii fotograf patrzy gdzie indziej, bo nie jest jak wszyscy. Szczególnie cenimy wizerunki pracowników okołoscenicznych, choćby aktor na przymiarce naprzeciw krawcowej. Wydobycie na plan pierwszy ludzi niewidzialnych.

Gratuluję Przemysławowi Jendrosce, pierwszemu w historii konkursu podwójnemu laureatowi, bo te jego zdjęcia są naprawdę dobre i naprawdę „jakościowe” – tą jakością konkursową. Są to konkursowe zdjęcia, które po prostu nie mogły nie wygrać. Choćby to z On wrócił świetnie pokazuje, czym jest magia fotografii. Foto wiele obiecuje, czujemy napięcie, chciałoby się pójść na spektakl, który w realu, niestety, nic nie urywa, grają w galerii handlowej, bardzo sztucznie, teatralnie i ogólnie słusznie. Führer wraca i co z tego? To jest szerszy problem spektakli z Hitlerem, że raczej cię nie zaskoczą i można z góry założyć, jakie przyniosą przesłanie. Czy zdjęcie by doceniono, jeśliby ukazywało Mao lub Lenina? Najpierw oczywiście musiałoby powstać przedstawienie o nich.

Jestem już ciekawy konkursu przyszłorocznego. Tych zdjęć z epidemii, pustych widowni, odwołanych premier, streamingów, printscreenów. Wreszcie będzie coś nowego.

Źródło:

Materiał nadesłany

Wątki tematyczne