„Bal w operze” Leszka Możdżera wg Juliana Tuwima w reż. Agnieszki Płoszajskiej w Warszawskiej Operze Kameralnej. Pisze Anna Czajkowska w Teatrze dla Wszystkich.
Ocena recenzenta/tki: (8/10) – bardzo dobry
Jeden z najbardziej intrygujących tekstów Juliana Tuwima, apokaliptyczny poemat Bal w operze z 1936 roku, przez Czesława Miłosza określony został jako „gwałtowna satyra polityczna napisana przez człowieka zrozpaczonego”, w której „odraza autora zwraca się nie tylko do danego ustroju, lecz do społeczeństwa ludzkiego w ogóle”.
W Basenie Artystycznym, drugiej scenie Warszawskiej Opery Kameralnej, Leszek Możdżer, autor muzyki oraz kierownik muzyczny premierowego spektaklu, kolejny raz mierzy się z tekstem poety – niejednoznacznym, zagadkowo-symbolicznym i skandalizującym. Dzisiaj, po dziewięćdziesięciu latach od powstania, ów prowokujący poemat wciąż zdaje się ważnym, aktualnym i wartym głębszej refleksji głosem w dyskusji na temat kondycji społeczeństwa i jednostki ludzkiej. To brutalny obraz tego, co aktualnie dzieje się na świecie – karykatura diabelskich działań polityków, rozpętywanych przez nich wojen i tych, którzy ślepo za nimi podążają.
Czujna na otaczającą rzeczywistość reżyser Agnieszka Płoszajska umiejętnie wprowadza widzów w labirynt znaczeń, pod groteskowym kostiumem i pozornie błazeńskim tonem ukrywając poważne pytania dotyczące narzucającej roli społeczeństwa i kultury, a także powszechnej gry pozorów i kultu pieniądza. Ostrości dodają cytaty z Objawienia św. Jana, które zapowiadają totalne zniszczenie i nieuchronny koniec. Nie widać cienia nadziei na zmiany, a jedynym rozwiązaniem wydaje się całkowita zagłada tego świata. Katarzyna Gabrat-Szymańska w pomysłowy sposób dostosowuje scenografię do możliwości nowej sceny i, pamiętając o onirycznej formie sztuki, miesza przepych i blichtr z kiczem oraz kabaretowym, przesadnym stylem, podkreślanym wyrafinowanymi kostiumami Małgorzaty Słoniowskiej. Choreograf Santiago Bello uwypukla i eksponuje frazy Tuwima: „tempo: szampan, szatan, szantan”.
Jednak nadmiar chaosu, wrażeń i bombardujących zmysły bodźców może zaciemniać całość obrazu, odbierać moc słowom katastroficznego poematu. Chociaż w tym szaleństwie jest metoda, przydałby się nieco większy umiar.
Bezpruderyjny tekst dobrze się czuje w muzycznej oprawie, w przestrzeni zapełnionej przez aktorów, śpiewaków, tancerzy i akrobatów. W najnowszej adaptacji, gęstej od emocji i wielowarstwowych znaczeń, kompozytor Leszek Możdżer pozostaje jednym z ważniejszych bohaterów spektaklu, inaczej niż w swojej poprzedniej realizacji. „Jazz w blask grzmi furioso”, a on, jako wszechpotężny Archikrator, przejmuje narzucającą rolę władcy i wśród szaleńczych dźwięków, metaforycznego, diabelskiego chichotu ułatwia gościom przywdziewanie fałszywych masek, spoglądając na „siedzących szpetnych małp dwanaście”. Cała reszta – członkowie rządu, arystokraci, dyplomaci, politycy, potentaci finansowi, celebryci – stają się marionetkami w jego rękach, podobnie jak publiczność, wciągnięta w wir wydarzeń. Archikrator buduje napięcie, ilustruje muzycznie językową warstwę tekstu. Tuwimowski styl i rytm – niegramatyczne zdania, pourywane słowa, liczne zbitki głosek przypominające bełkotanie, a nawet wulgaryzmy – dobrze wpisują się w katastroficzny i ironiczny charakter widowiska. Punktem kulminacyjnym jest dziwaczny pokaz mody i siły, pełen mrocznej perwersji oraz pożądania. Publiczność siedzi po dwóch stronach wybiegu i obserwuje, dostrzegając nieodzownych uczestników rozpasanego balu – „dziwki, tajniaków i szoferów”. Współzależności rządzą tym światem – nawet sam szatan pozostaje pod wpływem swego dworu, a życie kręci się wyłącznie wokół seksu, władzy i pieniędzy.
W bezkompromisowym, znakomitym pamflecie – apokaliptycznym poemacie Tuwima – Możdżer dostrzega nasz świat, niezmiennie targany konfliktami militarnymi i skandalami obyczajowymi. W „Balu w operze” muzyka, teatr oraz kolaż słowa i piosenek w nowoczesnej formie stają się zjadliwą metaforą, groteskowym horrorem, w którym króluje dekadencja i brak nadziei. „Świat zbyt występny, żeby miał prawo trwać”.