„Król Roger” Karola Szymanowskiego w reż. Roberta Bondary w Operze Nova w Bydgoszczy. Pisze Anita Nowak.
Tak niezwykłego pod każdym względem spektaklu operowego, jakim okazała się sobotnia premiera „Króla Rogera” w bydgoskiej Operze Nova, dawno nie widziałam, nawet na festiwalach. Zaśpiewali, zagrali i zatańczyli w niej artyści najznakomitsi.
Spośród śpiewaków wyjątkowo pięknym, dźwięcznym, jakby z atłasu utkanym i z wielką siłą wijącym się w przestrzeni ogromnej sali Opery Nova, sopranem urzeka publiczność Julia Pruszak- Kowalewska w partii Roksany. Niebywałej wartości przydają też jej postaci rzadko spotykana sceniczna uroda tej niezwykle zdolnej i wielokrotnie nagradzanej śpiewaczki, jej aktorski talent i wdzięczny sposób poruszania się. To jej pójście za tajemniczym Pasterzem zdaje się bardziej poruszać Króla Rogera, niż same idee głoszone przez przybysza. Z jednej strony porażony ciekawością nowej dla jego społeczności idei i filozoficznej myśli z odległego świata, z drugiej wiedziony rozpaczą odchodzącej żony, Król Roger gromkim, barytonem Łukasza Golińskiego, zdaje się w piasek kruszyć skały sycylijskiego wybrzeża, co przewidziała w estetycznie wysublimowanej, nowoczesnej i symboliką, w każdym momencie przedstawienia zachwycającej scenografii Diana Marszałek. Tak oryginalnego a zarazem pięknego wizualnie pomysłu na oprawę plastyczną w spektaklu operowym jeszcze nie widziałam. Wysokie, kamieniami wypełnione, z metalowych krat złożone prostopadłościany, przesuwają się na obrotowej scenie w zależności od miejsc, którymi podążają bohaterowie. Charakterystyczne dla chrześcijaństwa epoki średniowiecza, szarości początkowych scen, choć piękne tak w surowości krajobrazu, jak i wyrafinowanych kostiumów, zwłaszcza Chóru i Baletu, projektu Martyny Kander w miarę propagowania przez Pasterza przesłań swojej religii, zmieniają barwę na ciepły kolor brzoskwini, symbolizując w ten sposób optymistyczną wymowę wydarzeń, bliską klimatowi kultury arabsko- bizantyjskiej. Bardzo ciekawie uwiarygodnia takie rozwiązanie przepięknie brzmiący, wyjątkowo mocny tenor Pavlo Tolstoy’a. Za takim głosem trudno nie podążyć. Znakomita była premierowa obsada bydgoskiego „Króla Rogera”. Z ogromnym zachwytem słuchało się basowego brzmienia głosu Janusza Żaka w krótkiej niestety roli Archiereiosa, a chciałoby się go słuchać i słuchać. Podobnie jak Dariny Gapicz urzekającej swym o rzadkim brzmieniu mezzosopranem w roli Dyakonissy. Więcej przyjemności przysporzył publiczności swoją dłuższą obecnością na scenie ciekawy tenor Michał Ryguła w partii Edrisiego.
Najbardziej zachwycającym elementem tego przedstawienia jest jednak współcześnie brzmiąca, doskonale dostrojona do zmieniającego się klimatu libretta muzyka Karola Szymanowskiego, którego bliska współpraca z Jarosławem Iwaszkiewiczem z pewnością przyczyniła się do idealnego zharmonizowania całości dzieła. Maksimum wspaniałych brzmień wydobył z poszczególnych instrumentów i połączył w porywającą doskonale zsynchronizowaną całość Sasha Yankevych. Kaja Potrzebska i Agnieszka Sowa wydobyły z chórów klimaty idealnie dostosowane do wymowy całości dzieła. Można powiedzieć, że ich brzmienie porywa i wzrusza jednocześnie.
Ogromną rolę we wzniesieniu tej inscenizacji na iście europejski poziom odegrała przecudnej urody choreografia Roberta Bondary i idealne dostosowanie się do jej wymagań niezwykle uzdolnionego bydgoskiego Baletu.