Logo
Recenzje

„Supermenka” – kiedy kończy się życie na stanowisku

26.08.2026, 12:45 Wersja do druku

„Supermenka” Doroty Maciei w reż. Jerzego Gudejki w Teatrze 6. piętro w Warszawie. Pisze Wiesław Kowalski.

fot. Grażyna Gudejko

Nie trzeba wielu dekoracji, żeby opowiedzieć historię człowieka, któremu nagle zmienia się całe życie. W „Supermence” najważniejsza jest aktorka i postać, którą buduje przed oczami widzów. Jowita Budnik przez ponad półtorej godziny pozostaje właściwie sama z historią Moniki Szymańskiej – kobiety, która długo funkcjonowała w przekonaniu, że zawodowa pozycja daje jej nie tylko pieniądze i prestiż, ale również poczucie bezpieczeństwa. To przekonanie zostaje jednak gwałtownie podważone. Monika jest kobietą aktywną, przyzwyczajoną do podejmowania decyzji i życia w szybkim rytmie. Jej codzienność wyznaczają praca, obowiązki, spotkania i sprawy, które trzeba załatwić natychmiast. Zawodowy sukces stał się czymś tak oczywistym, że trudno oddzielić go od osobistego poczucia własnej wartości. Nie jest tylko osobą, która ma dobrą pracę. W dużej mierze jest kimś poprzez tę pracę.

Dlatego zwolnienie okazuje się czymś znacznie poważniejszym niż utrata comiesięcznej pensji. Pierwszą reakcją jest oczywiście niedowierzanie. Człowiek, który przez lata był potrzebny, nagle staje się kimś, na kogo nie czeka żaden telefon. Pojawia się czas, którego wcześniej brakowało, ale zamiast ulgi przynosi on niepokój. Zwyczajny dzień zaczyna wyglądać inaczej, ponieważ nie ma już kalendarza wypełnionego spotkaniami, zawodowych problemów do rozwiązania ani ludzi, którzy oczekują odpowiedzi. I właśnie wtedy zaczyna się właściwa historia Moniki. „Supermenka” nie koncentruje się wyłącznie na samym momencie utraty pracy. Znacznie ciekawsze jest to, co następuje później. Bohaterka musi stopniowo przyzwyczajać się do sytuacji, w której rzeczy wcześniej niemal niezauważalne stają się problemem. Pieniądze trzeba liczyć. Zakupy przestają być automatyczną czynnością. Wydatki, które kiedyś nie wymagały zastanowienia, zaczynają mieć znaczenie. Dom, samochód i dotychczasowy sposób życia przestają być wyłącznie symbolami powodzenia, a stają się również zobowiązaniami.

Zmienia się więc nie tylko sytuacja ekonomiczna Moniki. Zmienia się jej sposób patrzenia na własne życie. Przedstawienie unika w tym miejscu łatwej historii o upadku osoby, której „powinęła się noga”. Bohaterka nie zostaje pokazana jako ktoś bezradny od początku. Przeciwnie – jeszcze długo próbuje zachować dawne nawyki, sposób myślenia i poczucie, że sytuacja jest przejściowa. Poszukiwanie nowej pracy ma być przecież tylko kwestią czasu. Problem polega na tym, że kolejne dni nie przynoszą oczekiwanego rozwiązania. Telefon milczy. A człowiek zaczyna zadawać sobie pytania, których wcześniej nie musiał zadawać. Kim jestem, jeśli nie zajmuję już stanowiska, które przez lata określało moją pozycję? Co właściwie pozostało z dawnego życia? Które relacje były rzeczywiście relacjami z człowiekiem, a które wynikały z jego pozycji? Czy znajomi nadal chcą się spotykać, kiedy nie można już przyjść na spotkanie jako osoba sukcesu?

W przypadku Moniki pytania te dotykają również sfery prywatnej. Życie zawodowe i osobiste zaczynają się wzajemnie przenikać. To, co wcześniej można było przykryć aktywnością, obowiązkami i kolejnym zawodowym zadaniem, teraz staje się znacznie bardziej widoczne. Pojawiają się samotność, rozczarowanie, potrzeba bliskości, a także konieczność przyjrzenia się związkom z innymi ludźmi. Nie wszystkie te doświadczenia mają jednak ciężar dramatu. I to właśnie humor jest jednym z najważniejszych narzędzi przedstawienia. Monika potrafi spojrzeć na własne nieszczęścia z ironią. Czasami śmieje się z sytuacji, w której się znalazła, czasami z innych ludzi, a czasami przede wszystkim z siebie. Dzięki temu „Supermenka” nie zamienia się w ponurą opowieść o bezrobociu. Pomiędzy kolejnymi trudnymi momentami pojawiają się żarty, groteskowe sytuacje i sceny, w których absurd codzienności pozwala bohaterce zachować choćby odrobinę dystansu.

Ten humor nie usuwa jednak problemu. Przeciwnie – dzięki niemu staje się on bardziej ludzki. Widz może się śmiać, a chwilę później orientuje się, że śmieje się z sytuacji, która wcale nie jest odległa od doświadczeń wielu osób. Utrata pracy może przecież oznaczać utratę nie tylko dochodu, ale również rytmu dnia, kontaktów społecznych i pewności siebie.

Jowita Budnik ma w tym przedstawieniu zadanie szczególne. Monodram wymaga od aktora nie tylko stworzenia głównej postaci, lecz także zbudowania wokół niej świata. Nie ma bowiem drugiego aktora, który przejmie rozmowę, zmieni tempo sceny czy pozwoli na prostą wymianę emocji. Wszystko musi powstać dzięki obecności jednej osoby. Budnik wykorzystuje do tego głos, gest, tempo wypowiedzi i zmianę sposobu poruszania się. Kolejne sytuacje nie są od siebie oddzielone kurtyną ani zmianą całego układu scenicznego. To aktorka sygnalizuje, że Monika właśnie znalazła się w innym miejscu, rozmawia z inną osobą albo przeżywa coś zupełnie innego. Dzięki temu można obserwować bohaterkę nie jako figurę stworzoną wyłącznie na potrzeby jednej historii, ale jako kobietę podlegającą nieustannym wahaniom. Raz jest pewna siebie, za chwilę rozdrażniona, później przestraszona, a jeszcze później próbuje obrócić własną sytuację w żart. Te zmiany są zresztą naturalną częścią konstrukcji postaci. Kobieta, która nagle traci stabilność, nie może przecież przez cały czas reagować w ten sam sposób.

Budnik nie buduje przy tym swojej bohaterki poprzez jedną dominującą cechę. Monika nie jest ani wyłącznie „kobietą sukcesu”, ani wyłącznie ofiarą sytuacji. Ma ambicje, słabości, poczucie humoru, potrzebę bliskości i momenty zwątpienia. Jej zachowanie zmienia się wraz z okolicznościami. To również pozwala spojrzeć inaczej na sam tytuł. „Supermenka” brzmi przecież jak określenie osoby, która potrafi wszystko. Kogoś odpornego, samodzielnego, skutecznego i zawsze gotowego poradzić sobie z kolejnym problemem. Tymczasem Monika w pewnym momencie przekonuje się, że taki model życia ma swoje granice. Nie można bez końca być silnym, szczególnie kiedy znika zaplecze, dzięki któremu ta siła była wcześniej możliwa. Tytuł okazuje się więc trochę ironiczny. Supermenka nie dlatego jest supermenką, że niczego się nie boi. Być może właśnie dlatego, że mimo lęku musi rano wstać i spróbować zacząć kolejny dzień.

fot. Jeremi Astaszow / ASTASHOW STUDIO

Ważną rolę odgrywa przy tym sceniczna prostota. Monodram nie potrzebuje rozbudowanej inscenizacji, aby pokazać zmianę sytuacji bohaterki. Kolejne miejsca i wydarzenia są przede wszystkim budowane przez aktorkę. To jej obecność organizuje przestrzeń przedstawienia. Dzięki temu uwaga widza pozostaje skupiona na Monice i na tym, jak zmienia się jej sposób reagowania na świat. Nie oznacza to jednak, że przedstawienie jest statyczne. Przeciwnie. Jego dynamika bierze się przede wszystkim ze zmian rytmu. Są sceny szybkie, pełne energii i dowcipu, ale są też momenty wyciszenia. Po nich mogą pojawić się kolejne wybuchy emocji. Taki układ przypomina sytuację człowieka, który sam jeszcze nie wie, jak powinien reagować na własne życie.

Budnik potrafi wykorzystać tę zmienność. Nie gra swojej bohaterki cały czas na jednej nucie. W jednych scenach pozwala jej być zabawną, w innych pokazuje zmęczenie czy bezradność. Istotne jest także to, że nie zamienia Moniki w karykaturę kobiety sukcesu. To ważne, bo łatwo byłoby zrobić z tej historii prostą satyrę na ludzi korporacji. „Supermenka” idzie jednak w innym kierunku. Pokazuje, że za drogim samochodem, wysokim stanowiskiem, eleganckim strojem czy kalendarzem wypełnionym spotkaniami może znajdować się człowiek, który podobnie jak każdy inny doświadcza lęku.

I właśnie dlatego moment utraty statusu ma dla Moniki tak duże znaczenie. Nagle okazuje się, że świat nie kończy się razem ze stanowiskiem, ale też nie zaczyna się od nowa następnego dnia. Trzeba przejść przez okres pomiędzy tym, co było, a tym, co dopiero ma nadejść. Ten czas jest dla bohaterki najtrudniejszy. Starego świata już nie ma, a nowy jeszcze się nie pojawił. Pozostaje zawieszona pomiędzy wspomnieniem dawnej pozycji a koniecznością nauczenia się codzienności od początku. W tym sensie „Supermenka” jest również opowieścią o dojrzewaniu – choć Monika jest przecież dorosłą kobietą. Musi jednak ponownie nauczyć się rzeczy, które wcześniej wydawały się oczywiste: jak gospodarować czasem, jak rozmawiać z ludźmi, jak reagować na odmowę, jak przyjąć pomoc, jak zaakceptować własną słabość i jak nie utożsamiać jej z całkowitą przegraną.

Na scenie oglądamy więc nie tyle upadek, ile proces zmiany. I chyba właśnie dlatego historia Moniki nie kończy się wraz z utratą pracy. Gdyby „Supermenka” była tylko opowieścią o bezrobociu, jej temat byłby znacznie węższy. Tymczasem przedstawienie wykorzystuje sytuację zawodowego kryzysu do postawienia bardziej uniwersalnego pytania: ile z naszej tożsamości rzeczywiście należy do nas, a ile zawdzięczamy rolom, które pełnimy? Monika była menedżerką, kobietą sukcesu, osobą dobrze sytuowaną. Była również matką, partnerką, córką i kobietą próbującą odnaleźć się w relacjach z innymi. Kiedy jedna z tych ról znika, pozostałe nie zawsze potrafią natychmiast wypełnić powstałą pustkę.

Budnik pokazuje ten proces poprzez bardzo osobiste środki aktorskie. Jej bohaterka może być jednocześnie śmieszna i smutna, silna i bezradna, pewna siebie i zagubiona. Nie trzeba wybierać jednej wersji Moniki, ponieważ wszystkie są prawdziwe. Tak skonstruowany monodram pozwala również zobaczyć, jak łatwo oceniać człowieka na podstawie jego pozycji. Dopóki wszystko działa, Monika może być postrzegana jako osoba, która „ma wszystko”. Kiedy traci pracę, zmienia się także sposób, w jaki zaczyna widzieć ją otoczenie – i w jaki ona sama zaczyna widzieć siebie.

Najciekawsza część przedstawienia rozgrywa się właśnie na tej granicy: pomiędzy dawnym przekonaniem, że trzeba być silną, a nową świadomością, że czasami można po prostu przyznać: nie wiem, co będzie dalej; pomiędzy potrzebą powrotu do dawnego życia a próbą zbudowania innego; pomiędzy pieniędzmi a poczuciem własnej wartości; pomiędzy samotnością a potrzebą drugiego człowieka. „Supermenka” nie daje jednej odpowiedzi na te wszystkie pytania. Zamiast tego pozwala obserwować kobietę, która musi przejść przez serię bardzo konkretnych doświadczeń, aby zrozumieć, że utrata jednej części swojego świata nie musi oznaczać utraty całego życia.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także