Dyrektor artystyczny festiwalu Wratislavia Cantans prof. Andrzej Kosendiak opowiada o 61. edycji wydarzenia, które odbędzie się w dniach 3-13 września.
Jak ludzie i imperia wchodzą w smugę cienia
Magdalena Talik: Plakat tegorocznej 61. edycji festiwalu Wratislavia Cantans (3-13 września) zachwycił już wielu melomanów. Człowiek stojący po pas w wodzie i spoglądający na nieznany horyzont trafia do wielu z nas. Tak jak hasło „Smuga cienia”.
Prof. Andrzej Kosendiak: Mnie również plakat projektu Bartosza Kosowskiego bardzo się podoba. Myślę, że jest wymowny i przejmujący, bo w życiu każdego człowieka przychodzą takie momenty, kiedy już sporo za nami i rysuje się przyszłość, której nie znamy.
To czas refleksji, ale też czas na projektowanie nowych zadań, podejmowanie wyzwań.
Józef Konrad Korzeniowski (Joseph Conrad) opisuje je w swojej powieści „Smuga cienia” o młodym człowieku, pierwszym oficerze na statku, już znużonym wykonywaną pracą, który postanawia rzucić swój zawód i wrócić do Anglii.
Niespodziewanie otrzymuje propozycję, o której podświadomie cały czas marzył, aby zostać kapitanem. Podejmuje się tego wyzwania, co wiąże się z przekroczeniem progu dorosłości, z odpowiedzialnością za siebie, innych ludzi, za to, co się wydarzy.
Obecna edycja festiwalu Wratislavia Cantans jest nie tylko o momentach ważnych w życiu ludzi czy społeczeństw, ale również o odpowiedzialności, postawie dojrzałości, wierności swoim ideałom.
„Smuga cienia” jest mottem, ale rozumiem, że niekoniecznie powinniśmy się czuć zobowiązani szukać tego przesłania Conrada w każdym z wydarzeń?
Cenię sobie naszą publiczność, dlatego przed festiwalem raczej pozostawiłbym słuchaczom pole do własnych dociekań. Chcę jednak powiedzieć, że w każdym z programów, w każdym koncercie jest jakiś element, który można przypisać czy odnieść do głównych myśli festiwalu.
Na przykład koncert „Koronacja Wenecka 1595” 5 września pod dyrekcją Paula McCreesha, czyli rekonstrukcja mszy z okazji koronacji doży Marina Grimaniego w Bazylice św. Marka w Wenecji w 1595 roku, to sygnał, że zarówno doża, wybrany na to odpowiedzialne stanowisko jako starszy człowiek zbliżał się do kresu, jak i La Serenissima, Najjaśniejsza Rzeczpospolita Wenecka przekraczała smugę cienia. Pod koniec XVI wieku największą świetność miała już za sobą, choć Wenecjanie nie zdawali sobie jeszcze sprawy z tego, że zdobycie Konstantynopola przez Turków Osmańskich było momentem przełomowym w historii. Włochów wciąż otaczał splendor, nie brakowało bogactwa, ale nadchodził schyłek tej potęgi, a znaczenie Wenecji stopniowo malało.
Zachęcam do wyszukiwania wątku smugi cienia, ale też po prostu do oddania się muzyce, bo przecież motto jest zaledwie pewnym pretekstem, sygnałem do poszukiwań.
Festiwal także i w tym roku silnie pozostaje wierny zamysłowi Andrzeja Markowskiego, który stworzył festiwal muzyki oratoryjno-kantatowej.
Siła koncepcji Andrzeja Markowskiego polega na tym, że można ją rozmaicie wypełniać treścią i wcale nie muszą to być tylko oratoria czy kantaty, co zresztą było cechą już wczesnych edycji festiwalu. Trzymamy się myśli twórcy i również tego, że prezentujemy podczas Wratislavii Cantans muzykę bardzo różnych epok – od średniowiecza aż po współczesne prapremiery dzieł, które powstały na zamówienie festiwalu.