Logo
Recenzje

Spektakl nie traci przy bliższym poznaniu. PS do recenzji

27.05.2026, 11:14 Wersja do druku

„Mam coś w głębi nie do przedstawienia. HAMLET” Pawła Demirskiego w reż. Remigiusza Brzyka w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie. Pisze (ponownie) Maciej Stroiński.

fot. HaWa / mat teatru

Słynne onegdaj postscriptum do recenzji teatralnej dopisał Marcin Kościelniak. Najpierw zrecenzował Sprawę Gorgonowej Wiktora Rubina w swym ówczesnym mateczniku, czyli „Tygodniku”, po czym dodał coś od siebie w materiałach nadsyłanych na portal e-teatr. Żarliwiej pogłaskał dzieło. Po prostu tak bardzo pragnął, by spektakl jednak był dobry, że zdołał to sobie wmówić. Cytując klasyczkę: dostał to, w co wierzył. Średnio mu się opłaciło, bo jeżeli się nie mylę, wyleciał za to z „TP”. Ginąć za Rubina – słodkie. Piękne były czasy, kiedy recenzenci mieli wyrzuty sumienia, że nie dość entuzjastycznie hołubią artystów.

Znowu piszę o Hamlecie, bo znowu go obejrzałem, a jestem w tym miłym i wygodnym położeniu, że nie ma mnie skąd wywalić. Niniejszym otwieram cykl: co dzień pozytywna recenzja Hamleta.

Na premce siedziałem w rzędzie numer dziewięć, natomiast we wtorek w szóstym. Z bliska widać więcej i mniej mi się podobała ekspresja Hamleta (za dużo ironii i robienia wielkich oczu), a bardziej Gertrudy (pełna gama Gały, wybitnej aktorki). Tak się ułożyło, że akurat był Dzień Mamy. W scenie, gdy Gertruda oddaje synowi jego laurki z dzieciństwa, padły takie słowa: „W dniu jej święta…”. Pięknie to zagrała, głęboko wzruszając nie tylko wyznawców Pawła Demirskiego. Chciałbym też pochwalić Paulinę Kondrak. Dojrzewa jak kiedyś Grązia, Jaśmina i Fraja. W każdej kolejnej premierze jest lepsza niż wcześniej.

Towarzystwo się upiera, że spektakl chujowy, krindżowy, prościutki, nieszczery i wtórny. I piekło, i szatani. Na przykład Maria Włodkowska wiecie, co zrobiła? Wyszła! Być może to prawda, że dzieło do dupy, lecz nic mnie to nie obchodzi. Miłość mu wszystko wybaczy. Już dwa razy przesiedziałem po te trzy i pół godziny, ani razu nie ziewając oraz parę razy płacząc, więc mogę tylko zapytać: jak nie zachwyca, skoro zachwyca? Chętnie dałbym sobie wmówić, że spektakl mi nie siadł, ale jakoś nie potrafię. Hamlet Brzyka/Demirskiego nic a nic nie traci przy bliższym poznaniu. That’s the tea. Piszę tę opinię wtórną, by podważyć pewną whatsappową tezę: „Boże, jak oni czekali na twoją recenzję! Już się chwalą na fb. Pierwsza i ostatnia pozytywna”.

Tymczasem artysta odwinął się krytykowi. Rzadka praktyka, bo każdy się czai, by nie wyjść na ego topa. Rzadka, lecz ze wszech miar słuszna. Gdy sam zostałem zjebany za jeden ze swych przekładów, nie tylko odpowiedziałem, ale wręcz zostałem do tej polemiki zaproszony przez redakcję. Zresztą nie pierwszyzna: Demirski znowu „ma problem” z recenzentem „Tygodnika” (poprzednio oberwał wyżej wzmiankowany Marcin, ale to było na Fejsie chyba tylko dla znajomych, dzisiaj już nie znajdę). No więc beef w „Teatrze”, Demirski kontra Kosiński. Obaj panowie zareagowali na siebie alergią. Z jednej strony chcę zawołać: ej, chłopaki, się nie bijcie…, ale z drugiej smażę popkorn. Byłbym także za tym, żeby krytyk odpowiedział na odpowiedź dramaturga. Wyjdzie diss albo dyskusja.

Przy okazji raczę z oboma się ciut nie zgodzić. Kosiński wyraża performatywne życzenie, żeby osoby grające mówiły w swoim imieniu, były głosem pokolenia, a najlepiej grały siebie, bo w innym wypadku wypada to sztucznie. Mnie się dotąd wydawało, że tak zwane udawańsko jest samą istotą sztuki teatralnej, a artyści wykonawcy mają odgrywanie fikcji w obowiązkach zawodowych. Demirski natomiast pragnie czytać nie recenzje, ale chyba ekspertyzy: fachowe i wyważone pochylania się nad sztuką. Bitch, please. Rece to tylko opinie. Każdy może je wyrażać i nie potrzeba do tego żadnego przygotowania – tak jak każdy może przyjść obejrzeć spektakl, jeśli ma na bilet albo znajomości w kasie.

Pijarówa Starego odpaliła się na Fejsie. Również popieram ten spektakl, no ale heloł… Girl, calm the fuck down, it’s not that serious. Ja rozumiem, że Kosiński bruździ promocji w robocie, jednak taka jego rola. „Ostateczny gwóźdź do trumny” nie skrzywdzi krytyka, bo on nic złego nie zrobił. Kiedyś to były kancele, teraz już nie ma kanceli.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także