Logo
Magazyn

Piotr Beczała: rola, którą najczęściej wykonuje się w danym sezonie, staje się tą ulubioną

27.05.2026, 09:23 Wersja do druku

Nie mam już wielkich marzeń związanych z rolami. Na tym etapie kariery marzenia są nieco przereklamowane. Staram się jak najlepiej robić to, co potrafię - powiedział PAP śpiewak operowy Piotr Beczała. Tenor wystąpi w środę w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie.

fot. PAP/APA

– Mamy w Polsce wielu dobrych śpiewaków. Nie wiem, czy trzęsiemy światową sceną, ale na pewno jesteśmy na niej wyraźnie obecni. I są to cztery generacje artystów. Sam należę już do tych zaadaptowanych na światowych scenach od ponad 30 lat, ale są także młodzi, świetni, obiecujący artyści, za których trzymam kciuki i cieszę się, że tak wcześnie wypłynęli na szerokie wody – podkreślił w rozmowie z PAP Piotr Beczała.

Przypomniał, że w tym sezonie artystycznym aż siedmioro polskich śpiewaków występuje na scenie nowojorskiej Metropolitan Opera – oprócz niego Aleksandra Kurzak, Artur Ruciński, a także Tomasz Konieczny i Piotr Buszewski oraz, debiutujący w Met, Andrzej Filończyk i Adam Palka. Śpiewak powiedział, że tak silna reprezentacja Polaków na tej scenie jest dobrym symptomem.

Beczała to pochodzący z Górnego Śląska – urodził się 28 grudnia 1966 r. w Czechowicach-Dziedzicach – tenor liryczny. Studiował w Akademii Muzycznej w Katowicach, a umiejętności doskonalił podczas kursów mistrzowskich prowadzonych m.in. przez Jana Ballarina, Senę Jurinac i Dale’a Fundlinga. Karierę rozpoczął w Landestheater w Linzu, a renomę umiędzynarodową gruntował dzięki występom na najważniejszych scenach operowych świata, takich jak Metropolitan Opera w Nowym Jorku, wiedeńska Staatsoper, mediolańska La Scala czy Opera Królewska w Londynie.

Jego repertuar obejmuje zarówno wielkie role włoskiego, francuskiego i niemieckiego repertuaru operowego, jak i dzieła kompozytorów polskich, w tym Karola Szymanowskiego i Stanisława Moniuszki. Szczególne uznanie przyniosły mu partie w operach Giuseppe Verdiego, Giacoma Pucciniego oraz Richarda Wagnera, w tym debiut w roli Lohengrina podczas Festiwalu Wagnerowskiego w Bayreuth.

– Mój repertuar jest szeroki, trudno jest mi wybrać rodzynki, które mógłbym określić jako ulubione role. Zresztą ten repertuar ewoluował z mozartowskiego, przez Verdiego i Pucciniego, do Wagnera i weryzmu (włoski kierunek w operze z przełomu XIX i XX wieku; był reprezentowany m.in. przez Pietra Mascagniego, Ruggiera Leoncavalla i Giaccoma Pucciniego – PAP) – powiedział śpiewak.

Zaznaczył także, że każdy sezon ma swój punkt ciężkości. – W niektórych latach śpiewałem więcej partii Don José z „Carmen”. To jest zresztą jedna z moich ulubionych ról. Ale były też takie lata, kiedy śpiewałem ponad 20 spektakli „Lohengrina”. Obecnie dosyć sporo wykonuję partię tytułowego Andrei Chénier (opera werystyczna Umberta Giordana – PAP) – wyjaśnił.

– Siłą rzeczy rola, którą najczęściej wykonuje się w danym sezonie, staje się tą ulubioną. Musi taką być, bo inaczej to nie ma sensu – podkreślił Piotr Beczała.

Śpiewak wyznał, że nie ma obecnie wielkich marzeń związanych z żadną rolą. – Na tym etapie kariery marzenia są nieco przereklamowane. Staram się po prostu jak najlepiej robić to, co potrafię – powiedział.

Zdradził jednak, że ma w planach kilka debiutów. – Będzie to „Parsifal” Wagnera w przyszłym roku i „Rycerskość wieśniacza” Pietra Mascagniego za dwa lata. Pewnie będę właśnie poszerzał repertuar wagnerowski i werystyczny. Nie będzie już jednak wielkich rewolucji repertuarowych – zaznaczył Beczała.

Artysta w trakcie swojej kariery współpracował z najwybitniejszymi dyrygentami i reżyserami operowymi, m.in. z Edo de Waartem, Placido Domingo, Ivanem Fischerem, Patrickiem Fournillierem, a także Carlo Mario Giulinim, Hartmutem Haenchenem, Nikolausem Harnoncourtem, Philippem Herreweghe, Zubinem Mehtą i Riccardo Mutim.

– Dzisiaj te międzynarodowe współprace traktuję jak coś zupełnie normalnego. W Met debiutowałem w 2006 roku, czyli 20 lat temu. Od tego czasu zaśpiewałem ponad dwieście spektakli – przypomniał.

Jak jednak zaznaczył, śpiewanie na poziomie światowych teatrów czy festiwali daje mu poczucie, że występuje z najlepszymi. – Nie jest to oczywiście reguła, ponieważ można przyjechać do niedużego miasta, małego teatru czy filharmonii i również tam stworzyć wybitny koncert lub spektakl – powiedział.

Według niego najważniejsza jest współpraca z dyrygentem, reżyserem, menedżerem teatru czy orkiestry. – To jest bardzo ważne, żeby wszyscy grali do jednej bramki, żeby chodziło o jak najlepszy poziom koncertu czy spektaklu - powiedział.

Tenor wyznał, że prawie zawsze jest w trakcie przygotowywania się do jakiegoś występu, bo ten zawód też na tym właśnie polega. – Ale jeżeli mam okazję wyrwać się z teatru czy z sali koncertowej, to najczęściej wybieram pole golfowe – powiedział.

Beczała wystąpi w środę w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie. Artysta wykona fragmenty oper Richarda Wagnera, Giuseppe Verdiego, Pietra Mascagniego, Giacoma Pucciniego oraz Stanisława Moniuszki. Orkiestrę TW–ON podczas koncertu poprowadzi włoska dyrygentka Clelia Cafiero. 

Źródło:

PAP

Wątki tematyczne

Sprawdź także