Logo
Recenzje

Śmiech w rytmie smyczków

21.03.2026, 12:20 Wersja do druku

„Il Signor Bruschino” Gioachina Rossiniego w reż. Jitki Stokalskiej w Polskiej Operze Królewskiej w Warszawie. Pisze Wiesław Kowalski w Teatrze dla Wszystkich.

fot. Natalia Kabanow

Ocena recenzenta/tki: (7/10) – dobry

Premiera „Il Signor Bruschino” w Polskiej Operze Królewskiej pokazała, że komediowe opery Rossiniego – nawet te rzadziej goszczące na afiszach – potrafią dziś brzmieć świeżo, lekko i bezpretensjonalnie. Po tę jednoaktową farsę z 1813 roku Stokalska sięga po raz kolejny, pozostając wierna swojej od lat konsekwentnie realizowanej strategii inscenizacyjnej: budowaniu świata zawieszonego między realnością a teatralną umownością, operowaniu świadomym przerysowaniem i precyzyjnie dawkowanym absurdem.

Reżyserka nie próbuje „aktualizować” Rossiniego na siłę ani nadpisywać libretta współczesnymi aluzjami. Zamiast tego rozwija dobrze rozpoznawalny z jej wcześniejszych realizacji koncept teatru jako gry konwencji – przestrzeni, w której bohaterowie balansują między szczerością uczuć a maską farsy. W „Bruschinim” wyraźnie wybrzmiewa gra pozorów: kto kogo udaje, kto daje się zwieść, a kto w istocie steruje wydarzeniami. Jednocześnie to muzyka pozostaje najważniejszym nośnikiem dramaturgii. To Rossini buduje napięcie z charakterystyczną dla siebie precyzją, a reżyserka uważnie wpisuje się w rytm i puls jego muzyki.

Ogromną rolę w budowaniu tego świata odgrywa scenografia Wojciecha Stefaniaka – przemyślana, klarowna formalnie, operująca skrótem i kolorem, a przy tym niezwykle funkcjonalna wobec dynamicznie zmieniających się sytuacji scenicznych. Przestrzeń jest zarazem „osiemnastowieczna” i umowna, lekko przerysowana, jakby wyjęta z komiksu czy teatralnej zabawy w epokę. Ten wizualny dystans znakomicie współgra z koncepcją Stokalskiej. Bardzo dobrze sprawdzają się również projekcje Wojtka Kapeli – nie jako dekoracyjny dodatek, lecz jako ironiczny komentarz do wydarzeń. Multimedia z humorem dopowiadają to, co dzieje się między słowem a muzyką, nie zagłuszając przy tym żywego planu.

Pod względem muzycznym wieczór należał do wykonawców, którzy potrafili połączyć rossiniowską wirtuozerię z wyczuciem stylu buffa. Gwiazdą premiery była bez wątpienia Aleksandra Kubas-Kruk jako Sofia. Jej aria „Ah, donate il caro sposo” zabrzmiała z imponującą swobodą frazy, lekkością koloratur i starannie prowadzoną kantyleną. Sopran artystki jest nośny, lecz nieprzerysowany; potrafi rozbłysnąć w górze skali, a jednocześnie zachować miękkość i liryczną delikatność w bardziej intymnych fragmentach. W duecie z Florville’em (Sylwester Smulczyński) stworzyła przekonujący, pełen wdzięku obraz młodzieńczej namiętności. Ich głosy dobrze się komponowały – tenor prowadził linię z elegancją i stylistyczną świadomością, unikając nadmiernego forsowania brzmienia.

Na osobne wyróżnienie zasługuje Paweł Michalczuk jako Gaudenzio – zarówno wokalnie, jak i aktorsko jedna z najbardziej wyrazistych postaci przedstawienia. Jego baryton brzmi szlachetnie i sprężyście, a komizm budowany jest nie grubą kreską, lecz precyzją reakcji i wyczuciem rytmu scenicznego. W tercetach – zwłaszcza w „Per un figlio già pentito” – a także w duecie z Sofią („È un bel nodo”) pozostaje czujnym partnerem, a jednocześnie zachowuje indywidualny rys postaci.

Po raz kolejny z rolą Bruschina Padre mierzy się Witold Żołądkiewicz – i znów z powodzeniem. Jego interpretacja balansuje między autentycznym oburzeniem a groteskową bezradnością wobec lawiny nieporozumień. W rozbudowanych scenach zespołowych, szczególnie w „Ho la testa o è andata via?”, potrafi wydobyć zarówno komiczny nerw, jak i muzyczną klarowność partii.

Porywająca uwertura, ze słynnym perkusyjnym efektem uzyskiwanym przez uderzanie smyczkami o pulpity, zapowiadała wieczór pełen energii – i taka też była ta premiera: żywa, rytmiczna, w duchu rossiniowskiej lekkości. Młodzieńcza bezczelność kompozytora, jego instynkt teatralny i zamiłowanie do muzycznej gry z publicznością wybrzmiały tu wyraźnie.

Spektakl Stokalskiej potwierdza, że jej konsekwentnie rozwijana linia reżyserska – świat trochę prawdziwy, trochę przerysowany, ironia podszyta czułością wobec bohaterów – znajduje w rossiniowskiej farsie idealne pole do realizacji. Przedstawienie nie sili się na odkrywczość za wszelką cenę ani nie ucieka w efekciarstwo. Proponuje natomiast inteligentną, muzycznie dopracowaną zabawę w teatr, w której – jak przystało na operę buffa – ostatecznie triumfują miłość, spryt i śmiech.

Polska Opera Królewska

Tytuł oryginalny

Śmiech w rytmie smyczków

Źródło:

Teatr dla Wszystkich

Link do źródła

Autor:

Wiesław Kowalski

Data publikacji oryginału:

21.02.2026

Sprawdź także