Logo
Recenzje

Pół żartem… i pół sukcesu

1.11.2025, 10:00 Wersja do druku

„Pół żartem…” Petera Quiltera w reż. Olafa Lubaszenki w Teatrze Capitol w Warszawie. Pisze Wiesław Kowalski w Teatrze dla Wszystkich.

fot. Cezary Piwowarski / mat. teatru

W najnowszej premierze warszawskiego Teatru Capitol Olaf Lubaszenko sięga po tekst Petera Quiltera – autora sprawdzonego, choć od lat balansującego między lekką formą a emocjonalną głębią w wersji popularnej. Spektakl „Pół żartem…” miał być komediową opowieścią o rodzinie z problemami, gdzie humor staje się wentylem bezpieczeństwa, a sentyment do przeszłości miesza się z fantazją. Tyle że gdzieś po drodze gubi się nie tyle forma, co sens.

Brak pomysłu na „ducha”

Największym problemem spektaklu jest brak klarownej koncepcji reżyserskiej dotyczącej obecności ducha Marilyn Monroe. Ten wątek, centralny w strukturze sztuki Quiltera, zostaje potraktowany powierzchownie, niemal jak rekwizyt z innej konwencji. Lubaszenko nie rozstrzyga: czy Marilyn to majak starego ojca, objaw choroby, ucieczka w świat wspomnień, czy może symbol niespełnienia? Efekt? Widz nie wie, czy się śmiać, czy martwić.

A przecież właśnie ta dwuznaczność mogłaby sprawić, że postać Marilyn stanie się lustrem odbijającym rodzinne neurozy i niespełnione marzenia. Tymczasem u Lubaszenki to jedynie dekoracyjna fantazja, której znaczenie nie zostaje rozwinięte.

Psychologia postaci – na pół gwizdka
Quilter buduje swoje komedie na postaciach z emocjonalnymi pęknięciami. Nawet jeśli mają komediowy rys, nie mogą być jednowymiarowe. Tymczasem w „Pół żartem…” bohaterowie zostają zredukowani do sitcomowych stereotypów: mamy ojca oderwanego od rzeczywistości (Harry), syna-nieudacznika (Scott), córkę z ciętym językiem (Amy) i i jej kolejnego partnera, tępego osiłka (Max), którego ulubionym słowem jest „mega”. Aktorzy nie próbują się z tych schematów wyłamać.

Robert Janowski (w Harrego wciela się na zmianę z Olafem Lubaszenką) gra „kamerowo” – jakby nie wyszedł ze studia telewizyjnego. Emocje są ostrożne, gesty precyzyjne, ale wygładzone, jakby obawiał się przesady. Tymczasem jego bohater to człowiek na granicy – i tego rozedrgania brakuje. Przemysław Wieszczek (Max) popada w szarżę – przerysowuje jakby desperacko próbował wygenerować komediową energię. Efekt jest odwrotny: mamy poczucie sztuczności i braku zaufania do tekstu.

Scenografia i rytm – bez zaskoczeń
Scenografia – choć funkcjonalna – nie buduje nastroju dwuznaczności. Wiejski dom nie ma duszy, staje się jedynie zbiorem rekwizytów. Przestrzeń nie wspiera ani dramaturgii, ani gry aktorskiej.

Również rytm spektaklu nie sprzyja zaangażowaniu. Tam, gdzie powinno pojawić się zawieszenie – emocjonalna pauza, moment refleksji – wszystko rozładowywane jest dowcipem lub przeciągniętym dialogiem. Humor często brzmi zbyt przewidywalnie i jest nieosadzony w relacjach. Widać to zwłaszcza w finałowych scenach, które zamiast rezonować emocjonalnie, zostawiają widza w stanie umiarkowanej obojętności.

Quilter w wersji instant
Quilter potrafi pisać role wielowymiarowe. Nawet w lekkiej formie przemyca samotność, lęk i niespełnienie – co udowodniły „Boska!” czy „Na końcu tęczy”. W „Pół żartem…” ten potencjał został zmarnowany. Capitol serwuje Quiltera w wersji „instant” – bezpiecznej, uproszczonej, pod gust widza niedzielnego. Dla bardziej wymagającego odbiorcy to propozycja raczej irytująca niż relaksująca.

Nie do końca serio
„Pół żartem…” miało być sentymentalną podróżą w rodzinne meandry – z nutą absurdu i refleksji. Wyszła próba komedii środka, z niewykorzystanym potencjałem. Brak decyzji reżyserskich, płaska psychologia postaci i niezrównoważone aktorstwo sprawiają, że spektakl tonie w nijakości. Widz może się pośmiać, ale nie wyjdzie z teatru poruszony ani zaintrygowany.

A przecież nie o „czystą rozrywkę” chodzi w tej sztuce. Quilter, choć operuje prostymi środkami, pisze o rzeczach trudnych. Teatr Capitol potraktował je zbyt dosłownie. Wyszło pół żartem. Ale zupełnie nie na serio.

Tytuł oryginalny

Pół żartem… i pół sukcesu

Źródło:


Link do źródła

Autor:

Wiesław Kowalski

Data publikacji oryginału:

01.10.2025

Sprawdź także