Logo
Recenzje

Kto trzyma ster?

23.04.2026, 15:37 Wersja do druku

„AI nadchodzi” wg scen. i w inscenizacji Magdaleny Engelmajer, i Szymona Turkiewicza, współpraca Teatru ME/ST i Teatru Scena Współczesna w Warszawie. Pisze Marek Zajdler na stronie NaszTeatr.

fot. mat. teatru

Scena Współczesna jest od lat domem rozśpiewanego inteligentnego humoru. Od jakiegoś czasu wokalny talent Moniki Mariotti wspomaga tu swym głosem Anna Mierzwa, ostatnio w „Całej prawdzie o kłamstwie” można było usłyszeć rewelacyjną Żanetę Rus, lecz gdy zapowiedziano „AI nadchodzi”, nową premierę realizowaną we współpracy z Teatrem ME/ST, w tym akurat aspekcie nie obiecywałem sobie zbyt wiele. Do momentu, gdy nie usłyszałem Pauliny Sobiś-Majchrzak we wkomponowanych w spektakl piosenkach Szymona Turkiewicza. I choć nie od tego zwykle wypada zaczynać, to tym razem zakłócę recenzencki algorytm. 

Aż chciałoby się bowiem, żeby Szymon Turkiewicz skupił się na basie, a perkusję i klawisze oddał innym muzykom, by aranże wybrzmiały w pełni, bez sztucznych podkładów i zawężonego instrumentarium. Istnieje jednak ryzyko, że przy rozbudowanej oprawie muzycznej piosenki zanadto zdominowałyby aktorską treść spektaklu, więc może jednak mierzmy siły na zamiary. Nie jesteśmy w Romie. Paulina Sobiś-Majchrzak porywa miękkim, swingującym jazzowo wokalem, porusza emocjonalnym głosem nuty współczesnego R&B, sprawnie rapuje, pokazuje rockowego pazura, by za chwilę przejść do nostalgicznej ballady. Niezwykle się cieszę, że rzeszowska aktorka wpadła do stolicy, by podzielić się swoją muzyczną wrażliwością, a przedstawienie zyskało dzięki tej oprawie piękny uzupełniający komentarz. 

A o czym jest rzecz? O tym mówi już sam tytuł. „AI nadchodzi”, a twórcy, czyli ME/ST – Magdalena Engelmajer i wspomniany Szymon Turkiewicz, zastanawiają się z przymrużeniem oka, czy jako ludzkość nie popełniamy przypadkiem wielkiego błędu nie instalując zabezpieczeń. Czy w pogoni za szybciej i lepiej, w zachwytach nad rosnącymi ciągle możliwościami sztucznej inteligencji, w coraz częstszym sięganiu po telefon zamiast po rozum, nie doprowadzamy przypadkiem do „degradacji intelektualnych możliwości” człowieka. Bawią muzyczne umizgi do popełniającego błędy chata GPT, w końcu „kłamie o nas najpiękniej”, tuszuje braki i swymi okrągłymi wypowiedziami powoduje, że czujemy się wyjątkowi. A jednocześnie dzięki narzędziom AI korporacje gromadzą dane, śledzą zachowania i przyzwyczajenia, dostosowują algorytmy, by łapać nas w konsumencką i dopaminową pułapkę. Czy więc kontrolujemy jeszcze nasze zachowania, czy jesteśmy już całkiem świadomie sterowani?

Humorystyczno-przestrogowy wydźwięk ma też historia scenicznej rodziny Szotów. Mama, czyli Magdalena Engelmajer, urzeczona ekspresowym zredagowaniem własnego CV wpada w zachwyt nad „globalnym przeskokiem kwantowym” i postanawia przenieść rodzinny dom w erę przyszłości. Ach, ileż emfatycznych ogólników i pustych frazesów rodem z social mediowych poradników znawców wszelakich wypowie. Zainstalowani agenci AI, przypisani i sprofilowani do poszczególnych sfer życia przejmują pomału kontrolę nad wyżywieniem, aktywnością fizyczną, kontaktami rodzinnymi, rozrywką, a nawet snem domowników. Sztuczna inteligencja, która miała usprawnić funkcjonowanie we współczesnym świecie i zaoszczędzić czas, panoszy się, narzuca swą wolę i odbiera wolność wyboru. Ale w zamian rozdaje złote gwiazdki. Początkowo sceptyczny wobec jej zastosowań tata Michał – w tej roli Bartosz Mazur – przyparty do muru potrzebą napisania w trzy dni konkursowego scenariusza filmowego o nieodkrytych przestrzeniach mitologii prasłowiańskiej, oczywiście z uwzględnieniem inkluzywności i obecności środowisk wykluczonych, ostatecznie także się łamie. Odtąd dorośli w każdej kwestii radzić się będą  osobistego elektronicznego boga i słuchać cyfrowego lania wody. Ową fascynację przeniosą z czasem na swego dziewięcioletniego syna Maksa (któż nie marzyłby o długopisie AI do odrabiania lekcji?), którego perypetie szkolne i miłosne, miast rodzicielską mądrością, będą chcieli zastąpić gotowymi odpowiedziami z telefonu. W rolę chłopca wciela się Maksymilian Turkiewicz, z dziecięcą naturalnością i odwagą bawiący się rolą – choć czasem brakuje mu nieco siły głosu, to scenicznej żywiołowości i wzbudzania sympatii publiki dorośli mogą mu pozazdrościć. Rodzinne otrzeźwienie przychodzi stopniowo. Błagalna rozmowa o pracę, którą w całości przejęło AI jest tylko preludium. Ale rozgniecenie na miazgę niewinnego kołatka pomylonego przez algorytm z pluskwą daje już do myślenia. Bo skoro margines błędu dopuszcza pośrednio unicestwienie owada, to czemu nie miałby doprowadzić do znacznie poważniejszych tragedii? Jak można oddać własne myślenie i odpowiedzialność czemuś, co nie czuje? „Chcę mieć odwagę do własnych błędów, a nie tylko lęk do cudzych rozwiązań” - mówi z przejęciem Engelmajer. Bohaterowie budzą się pomału z cyfrowego letargu, a nawet potrafią przyznać do błędów. Choć akurat znajomości poznanego w międzyczasie koreańskiego nikt im nie odbierze.

Scenografię spektaklu, obok nieśmiertelnej kanapy i rodzinnego stołu, uzupełniają spore ekrany wyświetlające projekcje – te z gatunku popularnonaukowych mądrości sztucznej inteligencji, jak i poetyckie obrazy rodzącej się przyrody. Do tego bowiem w rezultacie namawiają nas twórcy. Do odsapnięcia od technologii, zrzucenia butów i dotknięcia ziemi. Wrócenia choć na chwilę do natury, porozkoszowania się jej pięknem i ułożenia świata na nowo. Swoją cegiełkę do tej odezwy dorzucają też uczestnicy warsztatów teatralnych „Zagraj życie po swojemu”, którzy dość nieoczekiwanie uczestniczą we fragmentach spektaklu. Choć akurat w Scenie Współczesnej należy oczekiwać nieoczekiwanego.

„AI nadchodzi” z pomysłem, humorem i odrobiną demonicznej przesady pokazuje zagrożenia płynące z zachłyśnięcia się technologią artificial intelligence. Spektakl silnie rezonuje ze współczesnością, z ludzką skłonnością do zachwytu nad technicznymi nowinkami i relatywizacją skutków ich nadmiernego, bezkrytycznego używania. Teatr ME/ST wraz ze Sceną Współczesną wystawiły okraszoną znakomitymi muzycznymi wstawkami słodko-gorzką historię o potrzebie zachowania zdrowego dystansu, powrotu do międzyludzkich relacji i ograniczonego zaufania do mądrości cyfrowych narzędzi. „Kto trzyma ster, czy to jeszcze człowiek, czy szereg jedynek i zer?” -  pytają autorzy i z tym zawieszonym w przestrzeni pytaniem zostawiają widzów. Każdy ma wybór. Można czerpać z dobrodziejstw nowoczesnych technologii, ale warto utrzymywać zdrową samokontrolę. Niekoniecznie czytać skład batonika przed zjedzeniem. A nie wszystkim jest to obce. Jeśli nie skusi Was muzyka, to ta właśnie scena powinna. I ewentualny darmowy Snickers. O ile przejdzie przez gardło. 

Tytuł oryginalny

Kto trzyma ster? - "AI nadchodzi" Teatru ME/ST w Scenie Współczesnej, recenzja

Źródło:

NaszTeatr

Link do źródła

Autor:

Marek Zajdler

Sprawdź także