Logo
Recenzje

Ożywić materię. Altera Teatr na pokładzie Verne’a

20.10.2026, 11:30 Wersja do druku

„Z pokładu wieczności: Verne i strażnik czasu” wg scen. i w reż. Karyny Aliievej-Holub z Altera Teatru na 32. Międzynarodowym Festiwalu Teatrów Lalek i Formy „Spotkania” w Teatrze Baju Pomorskim w Toruniu. Pisze Wiesław Kowalski.

fot. mat. teatru

W teatrze lalek moment ożywienia przedmiotu zawsze zawiera pewną tajemnicę. Widz wie, że ma przed sobą materię, ruch dłoni, mechanizm, odpowiednio poprowadzone światło. A jednak zaczyna widzieć kogoś: postać obdarzoną charakterem, emocjami, własnym sposobem istnienia. W spektaklu „Z pokładu wieczności. Verne i strażnik czasu” ukraińskiego Altera Teatru, pokazanym podczas Festiwalu Spotkania w Baju Pomorskim, ta elementarna właściwość teatru staje się zasadą całego widowiska.

Juliusz Verne jest tutaj patronem wyobraźni, która nie uznaje granic między tym, co możliwe, a tym, co dopiero przeczuwane. Pisarz wymyślający podróże podmorskie i kosmiczne dostarcza twórcom dogodnego punktu wyjścia do opowieści o potędze kreacji. Nie otrzymujemy jednak klasycznej biografii ani scenicznej adaptacji konkretnej powieści. Zamiast rozwijanej konsekwentnie fabuły spektakl proponuje ciąg obrazów, w których spotykają się teatr formy, animacja piaskowa i steampunkowa estetyka sceniczna.

Część przedstawienia powstaje na oczach widzów z piasku, światła i ruchu. Obrazy wyłaniają się, przekształcają i znikają, zanim zdążą utrwalić się w jednej postaci. Ich przemijalność nie jest jedynie efektem techniki, lecz źródłem poetyckiego napięcia. Scena staje się przestrzenią nieustannego stwarzania: to, co przed chwilą było nieczytelnym śladem, nabiera znaczenia, by za moment ustąpić miejsca kolejnemu obrazowi.

Drugim biegunem tej teatralnej rzeczywistości jest lalka animowana na nadgarstku, wykorzystująca rozwiązania kojarzone z techniką Władimira Zacharowa. Jej niewielki rozmiar nie ogranicza ekspresji. Przeciwnie, precyzja animacji pozwala wydobyć wrażenie odrębnego życia postaci, a drobny ruch może zastąpić rozbudowaną wypowiedź. W tej formie szczególnie wyraźnie widać, że teatr nie musi objaśniać wszystkiego słowami. Czasem wystarczy gest, rytm i skupienie uwagi, by uruchomić wyobraźnię widza.

Steampunkowa oprawa współgra z verne’owskim światem wynalazków i fantastycznych konstrukcji. Dawne mechanizmy, futurystyczne skojarzenia i teatralna umowność tworzą przestrzeń, w której technika nie przeciwstawia się magii, lecz staje się jej narzędziem. To zresztą jeden z ciekawszych paradoksów teatru formy: im więcej pracy, wiedzy i precyzji kryje się za scenicznym efektem, tym łatwiej uwierzyć w jego niezwykłość.

Nie wszystkie obrazy muszą jednak prowadzić do jednoznacznej opowieści. „Z pokładu wieczności” pozostawia widza raczej z wrażeniami niż z klarownym ciągiem zdarzeń. Poetyckość jest zarazem siłą i ograniczeniem przedstawienia: pozwala swobodnie operować skojarzeniami, ale nie zawsze zapewnia dramaturgiczną wyrazistość całości. Nie przekreśla to wartości widowiska. Przesuwa jedynie punkt ciężkości z fabuły na sam akt teatralnego tworzenia, z pytania o to, co się wydarzyło, na obserwację, jak scena potrafi powoływać do życia kolejne światy.

W przypadku Altera Teatru warto przyjrzeć się także temu, co dzieje się poza granicami przedstawionej historii. Zespół tworzą ukraińskie artystki, których obecność na polskich scenach wpisuje się w szersze zjawisko przemian współczesnego życia teatralnego. W rozmowach o ukraińskiej kulturze w Polsce łatwo skupić się na doświadczeniu migracji, wojny i konieczności odnalezienia się w nowym miejscu. To ważny kontekst, ale niewystarczający do opisania pracy artystów. Przyjeżdżają oni bowiem nie tylko z własnymi biografiami, lecz także z konkretnymi kompetencjami, metodami pracy i tradycjami artystycznymi. W przypadku teatru lalek szczególne znaczenie ma przekazywany między twórcami warsztat. Historia techniki Zacharowa, rozwijanej przez kolejnych wykonawców, pokazuje, jak sztuka może istnieć dzięki indywidualnemu wysiłkowi, spotkaniom, nauce i praktyce. Nie jest gotowym dziedzictwem zamkniętym w granicach jednego teatru czy kraju. Żyje wtedy, gdy kolejni artyści podejmują je na własny sposób.

Tę perspektywę warto zachować także w myśleniu o ukraińskich twórcach pracujących w Polsce. Ich obecność nie powinna być wyłącznie tematem osobnego nurtu życia kulturalnego, opisywanego w kategoriach integracji czy solidarności. Jest również częścią zwyczajnej, codziennej pracy teatralnej: prób, poszukiwania formy, spotkań z publicznością i sprawdzania własnych rozwiązań na scenie. Artyści nie muszą reprezentować niczego poza własną sztuką, choć ich doświadczenia mogą nadawać jej dodatkowe znaczenia.

Dlatego spotkanie z Altera Teatrem na toruńskim festiwalu jest interesujące także poza samą poetyką spektaklu. Pokazuje, że otwartość polskiej sceny nie musi polegać na ustanawianiu odrębnej kategorii dla twórców z Ukrainy. Ważniejsze jest dopuszczenie ich pracy do wspólnego obiegu, w którym przedstawienia podlegają uważnemu oglądowi, krytyce i porównaniu z innymi propozycjami artystycznymi. Właśnie tak buduje się rzeczywista obecność: nie przez deklaracje, lecz przez pracę i spotkanie z widzem.

„Z pokładu wieczności” nie jest przedstawieniem, które pozostawia po sobie gotową interpretację. Pozostawia obrazy, ślady i pamięć o materii poddanej teatralnej przemianie. Jego największa wartość tkwi w umiejętności budowania wizualnego świata oraz w kunszcie animacji, dzięki któremu nieożywione na chwilę zyskuje własną osobowość. W tym sensie tytułowa podróż przez czas staje się także podróżą przez możliwości samego teatru — sztuki, która trwa dzięki temu, że ktoś wciąż podejmuje trud ożywiania.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także