22.06.2021, 12:22 Wersja do druku

Odejście Minettiego

"Minetti. Portret artysty z czasów starości" Thomasa Bernharda w reż. Andrzeja Domalika w Teatrze Polonia w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w Przeglądzie.

fot. Katarzyna Kural-Sadowska

To piękny tekst, rzadki dowód dobrych uczuć Thomasa Bernharda do teatru i aktorów. Przede wszystkim do aktorów, a w tym przypadku do legendy niemieckiej sceny - Bernharda Minettiego, którego nazwisko dramaturg dał bohaterowi jednej z najlepszych swoich sztuk. W roli tej króluje Jan Peszek. Jako Minetti przybywa do hotelu w Ostendzie na domniemane spotkanie z dyrektorem teatru, by uzgodnić warunki występu. Krąży po hotelowym holu podniecony wizją powrotu na sceny po 30 latach wygnania. Ale dyrektor nie nadchodzi.

To wielka rola - pokaz siły, jaką potrafi wzniecać teatr, jaką dysponuje aktor o tak potężnej skali emocjonalnej i rozpiętości środków jak Jan Peszek. Wszystko w tej roli ze sobą współpracuje: słowo, gest, ruch, modulacja głosu, spojrzenie - istny gejzer sposobów usidlenia publiczności, z którą zawsze aktor się zmaga. Peszek odstania niesłychanie trudną do ujarzmienia amplitudę uczuć, wątpliwości, lęków i sprzecznych dążeń, które się mnożą. Reszta aktorów towarzyszy artyście w roli świadków spowiedzi z czasów starości. Młodzi podpatrują Mistrza. Ale z boku przygląda mu się także Maestra - Małgorzata Zajączkowska, która z epizodycznej roli Damy tworzy majstersztyk. Kiedy już znużona szampanem Dama wsiada do hotelowej windy, jej ukłon i pożegnanie z Minettim prowadzą bohatera do kresu opowieści-losu. On też będzie musiał się pożegnać.

Tytuł oryginalny

Odejście Minettiego

Źródło:

Przegląd nr 26