Są w historii polskiego teatru momenty, które brzmią jak legenda, choć wydarzyły się naprawdę. Jednym z takich momentów jest powstanie Teatru Lalka — instytucji dziś zakorzenionej w gmachu Pałacu Kultury i Nauki, a narodzonej… w Samarkandzie. Ten fakt, powtarzany w jubileuszowych przemówieniach, wciąż brzmi jak metafora: teatr, który wyrósł na wygnaniu, przetrwał nie dzięki sprzyjającym warunkom, lecz pomimo ich braku.
Początek — w kraju, który nie był krajem
Rok 1945. Z kraju zrujnowanego wojną i ludzkiej rozpaczy wciąż niewiele zostało, ale w uzbeckiej Samarkandzie wśród polskich deportowanych rodzi się teatr lalek. Pomysłodawczynią i twórczynią pierwszego zespołu była Janina Kilian-Stanisławska — postać legendarna, jedna z tych kobiet, dzięki którym polska kultura mogła w ogóle odżyć po wojennej katastrofie.
Na pustynnym tle, pośród nędzy i niedostatku, pojawiają się pierwsze lalki, dekoracje, teksty. Wydaje się, że nic bardziej kruchego nie można wymyślić niż teatr w warunkach przymusowej emigracji. A jednak — to właśnie w takich warunkach powstała „Pani Twardowska”, pierwsza premiera rodzącej się sceny. Teatr dawał poczucie normalności, a jednocześnie tworzył przyszłość.
Rok później zespół wraca do Polski. Najpierw do Krakowa, gdzie krótko zakotwicza, by ostatecznie — w 1948 roku — osiąść w Warszawie. Od tego momentu historia Teatru Lalka staje się częścią większej opowieści: o polskiej kulturze, która po wojnie odradza się nie dlatego, że ma do tego warunki, ale dlatego, że nie ma wyjścia.
Złote lata — kiedy lalka była największą artystką
W pierwszych powojennych dekadach Teatr Lalka wkroczył na drogę rozwoju, która szybko wyprowadziła go poza schemat „sceny dla dzieci”. W dużej mierze był to efekt pracy wybitnych osobowości współtworzących jego repertuar i język artystyczny. Wśród nich szczególne miejsce zajmuje Adam Kilian — scenograf, reżyser i wizjoner — który kreował światy sceniczne do dziś wspominane z podziwem. Jego estetyka, malarska i metaforyczna, a jednocześnie lekka i pełna fantazji, na trwałe weszła do historii polskiego teatru lalek.
Do grona filarów teatru należeli także Jan Wilkowski i inni twórcy, którzy rozumieli, że lalka nie jest jedynie narzędziem narracji dla dzieci — jest pełnoprawną aktorką, bywa karykaturą świata, czasem jego czułym podsumowaniem.
W tym okresie powstał spektakl, który na trwałe zapisał się w historii polskiego lalkarstwa — „O Zwyrtale Muzykancie” (1958). Połączenie pomysłowości Kiliana z muzyką Krzysztofa Pendereckiego okazało się artystycznym przebudzeniem. Krytycy pisali o objawieniu. Publiczność — zarówno dzieci, jak i dorośli — odkryła, że lalka może nie tylko bawić, ale i wzruszać, uczyć, komentować świat.
To właśnie wtedy Lalka zaczęła być rozpoznawana za granicą. Zespół występował na festiwalach, zdobywał uznanie i budował prestiż polskiej szkoły lalkarskiej, której wyobraźnia i brawura sceniczna stały się znakiem rozpoznawczym.
Lalka w czasach przełomu — sztuka, która musi przetrwać
W kolejnych dekadach teatr musiał przejść próbę, która dotknęła wiele instytucji kultury: czas politycznych zawirowań, cenzury, zmieniającego się systemu, a później — wolnorynkowej transformacji.
Lalka, jak zawsze, przetrwała. Nie dzięki deklaracjom, lecz upartym ludziom, którzy wiedzieli, że teatr nie jest luksusem, tylko społeczną potrzebą. W latach 90. i później zespół musiał na nowo określić swoje miejsce w pejzażu teatralnym Warszawy: pomiędzy nowoczesnymi teatrami miejskimi, odradzającymi się prywatnymi scenami, a ogromną konkurencją w kulturze masowej.
A jednak Lalka zachowała to, co właściwe teatrowi lalek — przestrzeń dla wyobraźni, dla metafory, dla poezji sceny, która nie boi się jednocześnie eksperymentu.
80 lat — i ani trochę mniej potrzebna
Dziś Teatr Lalka wchodzi w ósme dziesięciolecie swojego istnienia. Mieści się w samym centrum stolicy — a przecież narodził się na emigracji. Codziennie odwiedzają go dzieci, które później, jako dorośli, wracają z własnymi dziećmi, pamiętając pierwsze teatralne wzruszenia. Taki teatr staje się częścią miasta i częścią biografii.
Jubileusz 80-lecia nie jest więc jedynie uroczystością rocznicową. Jest przypomnieniem, że sztuka lalkarska nie stoi na uboczu teatru. Jest jego rdzeniem tam, gdzie chodzi o czystą poezję animacji, o magię, która powstaje między aktorem a widzem — niezależnie od wieku.
Co zostaje?
Zostają setki premier, tysiące widzów i wspomnienia ludzi, którzy tworzyli ten teatr — czasem ze szmatki i drutu, czasem z wyobraźni większej niż możliwości. Zostaje tradycja, która nie boi się nowoczesności. I misja — bo w teatrze lalek cel się nie zmienia: uczyć mądrego patrzenia na świat i zobaczyć w nim to, czego nie widać na pierwszy rzut oka.
Wszystkie te lata można podsumować jednym słowem: ciągłość. Ciągłość sztuki, która zaczęła się w stepie, a zakorzeniła w sercu Warszawy.
I może właśnie to jest najpiękniejsze w 80-leciu Teatru Lalka: świadomość, że prawdziwy teatr — nawet ten najmniejszy, złożony z drewna, tkaniny i sznurka — jest trwalszy niż historia, która próbowała go przerwać.