Logo
Recenzje

Miłość po przejściach. O przyjemności, która zostaje w ciele

18.09.2026, 16:04 Wersja do druku

„Kocham balet” w choreogr. Ramony Nagabczyńskiej z Komuny Warszawa na Polskiej Platformie Tańca Wrocław 2026. Pisze Wiesław Kowalski.

fot. Wiktor Malinowski

Nie każdy spektakl pozostawia widza z gotową interpretacją. „Kocham balet” Ramony Nagabczyńskiej należy do tych przedstawień, po których wychodzimy z teatru z poczuciem, że zobaczyliśmy ciało, którego nie da się sprowadzić do jednej historii. Nie dlatego, że spektakl rezygnuje z wyrazistych tematów, ale dlatego, że potrafi przeprowadzić je przez ruch, humor, wysiłek i zachwyt, nie zamykając żadnego z nich w jednej odpowiedzi.

Spektakl obejrzałem podczas Polskiej Platformy Tańca Wrocław 2026, w Narodowym Forum Muzyki. I właśnie z tej perspektywy widza chciałbym o nim napisać: nie jako o kolejnym rozliczeniu baletu, lecz jako o spotkaniu z tańcem, który po latach powraca do swoich dawnych źródeł, ale nie zamierza już być im posłuszny.

Cztery artystki – Aleksandra Borys, Karolina Kraczkowska, Ramona Nagabczyńska i Iza Szostak – mają za sobą edukację baletową, a później długą drogę w tańcu współczesnym i choreografii eksperymentalnej. Ich powrót do klasycznej techniki nie jest próbą cofnięcia czasu, lecz sprawdzeniem, jak dawny język zachowuje się w ciałach, które przeszły już zupełnie inną drogę. Relacja artystek z baletem nie zostaje tu opowiedziana wprost — ujawnia się poprzez ciało, pamięć ruchu i fizyczny wysiłek. Staje się tworzywem, materiałem do przekształcenia, a czasami także źródłem autentycznej radości.

To ważne, ponieważ przedstawienie nie buduje swojej siły na prostym odrzuceniu klasyki. Balet pozostaje tutaj fascynujący. Nadal przyciąga precyzją, rytmem, szczególnym napięciem między pozorną lekkością a ogromnym wysiłkiem. Tancerki nie muszą udowadniać, że ta forma jest bezwartościowa, aby odzyskać prawo do własnego ciała. Przeciwnie – im wyraźniej pokazują jej ograniczenia i uwikłania, tym mocniej pozwalają nam zobaczyć jej możliwości.

Pierwsze partie spektaklu mają w sobie coś z oglądania pamięci, która nie przechowuje wydarzeń w sposób uporządkowany. Ciało przypomina sobie ustawienie, kierunek, zatrzymanie, mechanizm powtórzenia. Ruch pojawia się niekiedy jak odruch, zanim jeszcze stanie się świadomą decyzją. Tancerki nie są jednak dawnymi uczennicami odtwarzającymi ćwiczenia. Ich obecność na scenie zmienia sens tego, co wykonują. Wiek, doświadczenie i odmienna praktyka artystyczna sprawiają, że nawet gest rozpoznawalny z lekcji baletu przestaje być neutralny. Widać w nim historię, ale również możliwość wyboru.

To właśnie w tej szczelinie między pamięcią a decyzją spektakl odnajduje jeden ze swoich najciekawszych tematów. Co dzieje się z ruchem, kiedy przestaje być rozkazem? Czy można wrócić do techniki, która kształtowała ciało według określonych norm, i użyć jej do wyrażenia czegoś zupełnie własnego? Kocham balet nie udziela odpowiedzi w formie deklaracji. Odpowiada poprzez konsekwentną pracę performerek, ich sposób bycia razem, zmienność energii i stosunek do fizycznego wysiłku.

Ważna jest tutaj także obecność humoru. Tancerki potrafią potraktować baletową konwencję z dystansem, wydobywając jej sztuczność, przesadę i teatralny konwenans. Gesty, które w klasycznym repertuarze mają przekazywać uczucia, zostają poddane drobnym przesunięciom. Zamiast wzniosłej deklaracji może pojawić się niezręczność, zamiast romantycznej powagi – komizm. Nie jest to jednak kpina z samego tańca. Raczej próba uwolnienia go od obowiązku nieustannego prezentowania doskonałości.

W tym sensie spektakl ma w sobie niezwykłą otwartość. Nie zabiera widzowi piękna, żeby udowodnić mu, że piękno bywa podejrzane. Pozwala mu istnieć, ale zmienia warunki jego pojawienia się. Klasyczna figura może zostać wykonana z precyzją, a jednocześnie z przekorą. Ciało może wyglądać na niezwykle wyszkolone i jednocześnie ujawniać zmęczenie, ciężar, fizyczną granicę. Te elementy nie wykluczają się wzajemnie. Właśnie dzięki ich współobecności taniec staje się bardziej ludzki.

Szczególną rolę odgrywa scenografia i kostiumy Dominiki Olszowy. Nie tworzą one po prostu dekoracyjnego tła dla choreografii. Współuczestniczą w procesie odczarowywania baletowej estetyki. Pudrowe barwy, tiule, ozdoby i elementy kojarzące się z tradycyjnym wizerunkiem baleriny zostają zestawione z tym, co codzienne, nieidealne, czasem lekko absurdalne. W rezultacie scena nie staje się miejscem, w którym balet zostaje całkowicie odrzucony. Przypomina raczej przestrzeń zabawy jego znakami.

Ta zabawa ma jednak swoją cenę i swoje fizyczne konsekwencje. Najmocniej widać je w pracy z pointami. Zużyte pointy, zgromadzone na scenie, nie są tylko rekwizytem. Przypominają o czasie, jaki ciało spędza w służbie techniki, o pracy, która zazwyczaj pozostaje niewidoczna dla publiczności. Kiedy tancerki sięgają po pointy, nie otrzymujemy wyłącznie obrazu baletowego przygotowania. Dostajemy również moment konfrontacji z „instrumentem”, który przez lata był narzędziem ich edukacji.

To, co następuje później, jest jednym z najciekawszych przejść w przedstawieniu. Najważniejsze nie jest samo odrzucenie point, lecz chwila, w której tancerki zaczynają posługiwać się nimi na własnych zasadach. Zamiast podporządkowywać ruch określonej normie, stają się częścią innego, bardziej niepokornego działania. Klasyczna technika nie zostaje unieważniona. Zostaje przejęta. I właśnie to przejęcie wydaje mi się bardziej twórcze niż gest całkowitego zerwania.

Muzyka Daniela Szweda pomaga zbudować tę przemianę. Jej elektroniczna, chropowata faktura nie ilustruje tańca w tradycyjnym sensie. Wchodzi z nim w napięcie. Zestawienie baletowej techniki z dźwiękiem pozbawionym klasycznej elegancji pozwala zobaczyć ruch z nowej perspektywy. Zmienia się temperatura przedstawienia, jego dynamika, a także sposób, w jaki odbieramy ciało tancerek. W połączeniu ze światłem powstaje przestrzeń, w której delikatność i siła nie są przeciwieństwami, lecz stanowią dwa aspekty tego samego doświadczenia.

Warto podkreślić, że cztery tancerki nie występują tu jako cztery identyczne reprezentantki jakiegoś zbiorowego losu. Ich wspólna historia pozwala im działać razem, ale różnice między nimi pozostają istotne. Każda wnosi własną obecność, odmienny sposób gospodarowania energią, inną jakość ruchu. Kolektyw nie oznacza zatarcia indywidualności. Przeciwnie – siła grupy wynika z tego, że nie musi ona być jednolita.

Właśnie dlatego finał nie wydaje mi się jedynie ukoronowaniem krytycznej opowieści o balecie. Jest raczej momentem, w którym spektakl najpełniej ujawnia swoją podwójność. Tancerki wykonują wymagające sekwencje, a zarazem pozwalają, by ciało przestało udawać nieskończoną sprawność. Wysiłek nie niszczy piękna ruchu. Nadaje mu inną wagę. Każde zatrzymanie, każda utrata równowagi, każdy powrót do ruchu sprawiają, że oglądamy nie abstrakcyjną doskonałość, ale żywe osoby, które podejmują decyzję, by nadal tańczyć.

I być może tutaj znajduje się najważniejszy wymiar tego spektaklu. Kocham balet nie opowiada tylko o tym, co balet robi z ciałem. Pokazuje również, co ciało może zrobić z baletem, kiedy odzyska prawo do własnej interpretacji. W tym odwróceniu perspektywy kryje się zarówno krytyka, jak i czułość. Dawny język nie musi być unicestwiony, aby przestał być narzędziem podporządkowania. Można go rozmontować, przetestować, ośmieszyć, a następnie zbudować z jego fragmentów coś nowego.

Po wyjściu ze spektaklu pozostało we mnie przekonanie, że tytułowe wyznanie nie jest ani czystą ironią, ani prostą deklaracją miłości do klasyki. Jest pytaniem, które cztery artystki zadają własnym ciałom: co jeszcze możemy z tego odzyskać? Odpowiedź nie przychodzi w słowach. Przychodzi w ruchu, który jest jednocześnie świadomy przeszłości i wolny od obowiązku jej powtarzania.

To bardzo satysfakcjonujące spotkanie z teatrem tańca – nie dlatego, że zamyka temat baletu, ale dlatego, że otwiera go na kolejne odczytania. I dlatego, że przypomina o czymś, co w sztuce można łatwo przeoczyć: krytyczne spojrzenie nie musi odbierać przyjemności. Czasami dopiero ono pozwala przyjemności stać się naprawdę własną.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także