„Całe to gadanie” o dobrostanie, bezpieczeństwie i komunikacji może budzić znużenie, szczególnie gdy nie zmienia codzienności pracy w kulturze. Co jednak dzieje się wtedy, gdy za deklaracjami pojawiają się konkretne narzędzia, a zmiana przestaje być tylko postulatem? Katarzyna Kuropatwa, absolwentka pierwszego rocznika podyplomowych studiów Akademii Bezpiecznej Kultury, pisze o swoim doświadczeniu.
I Perspektywa
Odpowiedzi na postawione w tytule pytanie próbuję udzielić z perspektywy absolwentki eksperymentalnego, pierwszego rocznika Akademii Bezpiecznej Kultury, rocznych podyplomowych studiów na Akademii Teatralnej im. Zelwerowicza w Warszawie. Mój tekst to zbiór obserwacji, refleksji, które nasunęły się po kilku miesiącach od zakończenia edukacji. Nie roszczę sobie prawa do narzucania mojej perspektywy. Zrezygnowałam także z naukowego podejścia, odwoływania się do bogatej listy lektur, powoływania na autorytety. Nie, to było moim celem. Zależało mi na przedstawieniu punktu widzenia kogoś, kto od ponad 20 lat pracuje, porusza się w różnych obszarach kultury, kto dostrzega zmiany, które zaszły i te, które powinny się dokonać. Kto potrafi zarówno zachować dystans, zdrowy sceptycyzm, jak i zaangażować się w sprawę, którą uważa za godną uwagi. Jednocześnie nie jest ani „demiurgiem sceny”, ani „osobą sprawującą władzę”, lecz kimś, kto funkcjonuje w środowisku kultury i wie, jak ważne dla niej są wartości, narzędzia i umiejętności przekazywane w ABK. To nie tylko kolejne wzniosłe deklaracje, mówienie, jak powinno być, „wybielanie się”, udawanie, że zawsze byliśmy tacy mądrzy. Nie. To przede wszystkim przemyślany program i ludzie, którzy dzielą się wiedzą, umiejętnościami, doświadczeniem. Są w tym skuteczni, życzliwi, konkretni.
II „Całe to gadanie”
Rozumiem jednak, że można być zmęczonym „tym całym gadaniem” o komunikacji, dobrostanie, bezpieczeństwie – dopóki pozostają one jedynie teorią. Frustracja bowiem rośnie, gdy dostrzegamy rozdźwięk między deklaracjami a codziennym doświadczeniem pracy twórczej, pracy w środowisku kultury. Nasuwa się wówczas pytanie: skoro wiadomo, jak powinno być, to czemu jest tak źle? Odpowiedź wydaje się oczywista: bo zmiany dokonują się powoli. Bo „samo mówienie” nie wystarczy. Ale bez mówienia, nie zbuduje się świadomości, bez świadomości, że może być inaczej – nie ma impulsu do wdrożenia zmiany. Bez wdrażania drobnych zmian, trudno zmienić system. Tym bardziej, że ww. triada (bezpieczeństwo, komunikacja, dobrostan) dotyczy relacji międzyludzkich i nie wskazuje drogi na skróty. Przynosi jednak efekty. Choć nie zawsze w pełni satysfakcjonujące i w tempie dostosowanym do potrzeb. Z perspektywy czasu i w porównaniu z tym, co stanowiło „normalną praktykę” 8–10 lat temu (i wcześniej), można powiedzieć, że mamy do czynienia z rewolucją. Zmiana dokonała się na wielu poziomach, nie tylko w jakimś ledwo dostrzegalnym wymiarze. Namacalnym przykładem zakresu zmian mogą być nowe przepisy Kodeksu pracy, wzmacniające ochronę pracowników przed mobbingiem, dyskryminacją i innymi formami przemocy w miejscu pracy – zaczną obowiązywać od 5 listopada 2026 r.
A zatem to nie tylko „gadanie”, ale transformacja sposobu myślenia i działania, prowadząca do konkretnych zmian w prawie, do opracowania procedur i wdrażania dobrych praktyk. Na co dzień niedostrzegalna, niekiedy przykryta frazesami wygłaszanymi przez tych, którzy istoty tych zmian nie rozumieją, czasem kojarzona jedynie z roszczeniami wysuwanymi przez tych, którzy opanowali „poprawność polityczną”, ale stracili z oczu drugiego człowieka, gdzieniegdzie zagłuszana narracją o „kalaniu gniazda”. Tymczasem to mrówcza praca, dzień po dniu, pełna zwątpień, rozczarowania, szukania rozwiązań i wsparcia, z przebłyskami poczucia satysfakcji, sprawczości, lepszego rozumienia siebie i innych. W strukturze większości instytucji/organizacji kultury, ten, kto ma więcej możliwości oddziaływania (celowo unikam słowa „władza”), ten więcej praktyk tworzących dobrostan, bezpieczeństwo czy przyjazną komunikację może wdrożyć. Nie jest to jednak coś „gotowego” czy „instant”, po co można sięgnąć i mieć od razu, to proces, który wymaga zaangażowania, motywacji, gotowości. W optymalnej wersji zmiana zaczyna się od osobistego doświadczenia osoby, która ma największe możliwości oddziaływania w instytucji/organizacji. W wersji najczęściej spotykanej zmiana zaczyna się od osoby, która dostrzega taką potrzebę, ma gotowość, aby rozwinąć swoje kompetencje, poznać nowe narzędzia i wytrwałość, aby z nich korzystać. Zasoby osobiste muszą być wystarczające, aby w tę drogę wyruszyć. Nie jest to wyzwanie dla osoby w kryzysie – niby oczywiste, ale warto przypomnieć. Nie idzie też o to, aby tylko ktoś syty i zadowolony ruszył po nowe kompetencje – jest szansa, że nie dostrzeże potrzeby zmian. Kto zatem? Ktoś, kto dostrzega obszary wymagające zmiany, coś go uwiera, a jednocześnie ma siłę, aby podjąć wyzwanie, chce poznać konkretne narzędzia, nauczyć się sprawnego posługiwania się nimi.
III „To nie ma sensu”
Niemniej w obliczu tego, co dzieje się wokół nas, niekończącej się listy potrzeb, zagrożeń, wojny, niepokoju, którym jesteśmy zewsząd karmieni, i który sami odczuwamy, starając się sprostać wyzwaniom teraźniejszości i myśląc o przyszłości, możemy dojść do wniosku, że zajmowanie się dobrostanem to mrzonki wielbicieli „late na owsianym” (sojowe stało się passé). I to jest dla mnie zrozumiałe. Nie idzie o to, żeby „ogniem nawracać”, siłą przekonywać. To byłoby sprzeczne z ideą ABK. Sama również cenię prawo do odmiennego zdania, do zachowania dystansu, potrzeby czasu na głębsze rozpoznanie i daleka jestem od obwieszania światu, że tylko ABK i nic więcej. Skłaniam się ku przekonaniu: wybierz to, co teraz dla Ciebie ważne, czego potrzebujesz. ABK to tylko jedna z opcji. Nie ma sensu na siłę zmieniać perspektywę, zmuszać się do czegoś, w co się nie wierzy. Punkt widzenia, w którym:
- dobrostan jawi się jako rodzaj utopijnej fanaberii ludzi odklejonych od rzeczywistości,
a
- dobra komunikacja interpersonalna przypomina zdrowy styl życia, czyli coś, o czym wszyscy wiedzą (albo kiedyś słyszeli), co nawet chcieliby wdrożyć, ale jak pojawi się głód, to sięgają po to, co jest pod ręką,
natomiast
- bezpieczeństwo (szczególnie psychologiczne) to nieuchwytny przedmiot wiary i pożądania,
...istniał, istnieje i pewnie istnieć będzie. Po prostu. Czasem jednak dobrze sobie (ponownie?) uświadomić, że poza śmiercią i podatkami pewna jest jeszcze zmiana. Nawet najbardziej zakorzenione poglądy, przekonania, tradycje ulegają zmianom, zyskują nowe konteksty, znikają, przekształcają się. Można albo wyjść im naprzeciw, albo czekać, aż zmiany przyjdą, gdy nie będziemy się ich spodziewać. Nie można przed nimi uciec. Według mnie warto się przygotować.
III Można się tego nauczyć i co zrobić z tą wiedzą?
Po pierwsze, warto uświadomić sobie, że nie idziemy do szkoły magii dla osób wybitnie uzdolnionych w tym kierunku, tylko na studia po konkretne narzędzia i rozwiązania, nauczenie się, jak sobie radzić w trudnych sytuacjach, w których zdarza się nam być w pracy i w życiu osobistym. Przekazywana wiedza, nabywane umiejętności są dostępne dla wszystkich. To nie jest wiedza tajemna, nie wymaga nadludzkich predyspozycji. W momencie, w którym nabieramy wprawy w stosowaniu poznanych technik i narzędzi, zaczynamy dostrzegać, że to „nie tylko gadanie”, ale zestaw konkretnych umiejętności, pomagających znaleźć skuteczne rozwiązania.
Krok po kroku można nauczyć się m.in. jak skutecznie przeciwdziałać przemocy, dyskryminacji oraz naruszeniom granic osobistych w instytucjach i organizacjach kultury oraz procesach twórczych. Można poznać narzędzia potrzebne do świadomego i efektywnego budowania środowiska pracy opartego na świadomej zgodzie, komunikacji bez przemocy oraz poszanowaniu autonomii osób zaangażowanych w procesy twórcze (po szczegóły warto zerknąć na stronę https://abk.at.edu.pl/)
Zdobyta wiedza, umiejętności, nawiązane relacje i kontakty przekładają się na:
- osobistą i zawodową sprawczość,
- bardziej skuteczne przeciwdziałanie przemocy i manipulacji
- zwiększenie swobody wyboru i wprowadzania zmiany,
- budowanie zdrowych relacji w zespołach,
- wzmocnienie kompetencji samoopieki i rezyliencji.
Poza tym pozostawiają wybór, po co komu (ten) dobrostan.