Logo
Magazyn

Mija 75 lat od premiery filmowej wersji „Tramwaju zwanego pożądaniem”

18.09.2026, 14:33 Wersja do druku

75 lat temu, 18 września 1951 r. w amerykańskich kinach pojawił się „Tramwaj zwany pożądaniem”. Oparty na dramacie Tennessee Williamsa film Elii Kazana, nagrodzony został czterema Oscarami, a Marlon Brando rolą Stanleya Kowalskiego zmienił historię aktorstwa. Pisze Mateusz Wyderka dla PAP-u.

fot. domena publiczna / wikicommons (cc)

Zanim „Tramwaj zwany pożądaniem” trafił do kin, sztuka Tennessee Williamsa święciła tryumfy w teatrze. Premiera wyreżyserowanego przez Elię Kazana spektaklu odbyła się 3 grudnia 1947 r. na Broadwayu, gdzie była grana nieprzerwanie do 17 grudnia 1949 r. goszcząc na deskach Ethel Barrymore Theatre aż 855 razy. Główne role zagrali Marlon Brando (Stanley Kowalski) i Jessica Tandy (Blanche DuBois).

Przyniosła Williamsowi Nagrodę Pulitzera. „»Tramwaj zwany pożądaniem« to genialna, bezlitosna sztuka o rozpadzie kobiety lub, jeśli wolisz, społeczeństwa; nie ma w niej żadnej potrzeby stosowania tego rodzaju pseudopoetyckich ozdobników, których bardziej płytcy autorzy tak często używają, by zamaskować swój fundamentalny brak refleksji” – ocenił na łamach „New Yorkera” Walcott Gibbs. „Uczyniła gwiazdą Marlona Brando, który został obsadzony po tym, jak John Garfield odrzucił tę rolę” – przypomniał w 2017 r. na łamach „Variety” Tim Grey.

Zdaniem kanadyjskiego teatrologa i historyka literatury Christophera Innesa dramat Williamsa „jak w soczewce skupia główne tematy i problemy jego dramaturgii”. „Neurotyczna, fałszywa Blanche DuBois, chowająca się za barierą wymyślonych iluzji, symbolizuje podupadającą świetność Południa. Mimo tych wad jet także depozytariuszką cywilizacyjnych wartości, wyobraźni i głębokiej prawdy uczuć. Stanley Kowalski, brutalnie i dosadnie zagrany przez Marlona Brando, reprezentuje normy nuworyszowskiego społeczeństwa – pozbawionego duszy, wulgarnego, polegającego na bezlitosnym wyścigu szczurów, niewykształconego i chamskiego, ale zarazem dynamicznego, pełnego seksualnego wigoru” – ocenił Innes.

„Jest tu ludzka seksualność, problem zdrady, zepsucie współczesnej Ameryki, konflikt między artystyczną wrażliwością a płaskim materializmem. Przedstawicielami tych dwóch skrajnych postaw są główni bohaterowie – Blanche i Stanley” – czytamy w „Historii teatru”, książce pod redakcją Johna Russella Browna.

Teatralny sukces skłonił producentów do przeniesienia sztuki na ekran. Produkcja, której premiera odbyła się 18 września 1951 r. szybko stała się przebojem. „To dramat w pełni dojrzały, znakomicie zrealizowany i oferujący głęboki wgląd w historię, której zasięg był siłą rzeczy ograniczony wymogami sceny teatralnej” – recenzowano w 1951 r. na łamach „Variety”.

W filmie swoje role sceniczne odtworzyli Brando, Hunter i Malden. Jedyną osobą, która nie wzięła udziału w projekcie, była Tandy – rolę Blanche zagrała Vivien Leigh, która wcześniej tworzyła tę postać w Londynie w spektaklu Laurence'a Oliviera (męża aktorki). Twierdziła, że Olivier lepiej przygotował ją do roli, niż później Kazan. Ten zaś miał odpowiedzieć, że aktorka „ma niewielki talent, ale ogromną determinację w dążeniu do celu i przeczołgałaby się po potłuczonym szkle, jeśli to miałoby uczynić jej występ lepszym”.

Członkowie Amerykańskiej Akademii Filmowej widzieli inaczej kwestię talentu Leigh, nagradzając jej kreację Oscarem za najlepszą rolę kobiecą. Film łącznie zgarnął cztery statuetki przy dwunastu nominacjach. „Leigh dokonuje czegoś więcej niż tylko godnego powtórzenia roli stworzonej na scenie przez Jessicę Tandy. (…) Stwarza na ekranie nową Blanche DuBois – kobietę o jeszcze bogatszej osobowości, a zarazem postać naznaczoną głębszym cierpieniem i tragizmem. (…) sprawia, że każdy gest i każda chwila tej postaci na ekranie stają się w pełni przekonujące” – recenzowano na łamach „New York Timesa”.

„Marlon Brando zbudował swojego Stanleya Kowalskiego na zasadzie kontrapunktu wobec eterycznej Leigh. Jest gruboskórny, nieokrzesany, witalny i zwierzęcy. Uosabia to wszystko, od czego ucieka i jednocześnie za czym tęskni zdesperowana Blanche” – ocenił w „Dzienniku” Łukasz Maciejewski.

Zdaniem Akademików nie zasłużyło to jednak na Oscara. „Marlon Brando nie zdobył Oscara w 1951 roku za rolę w filmie »Tramwaj zwany pożądaniem«. Nagrodę tę otrzymał Humphrey Bogart za rolę w filmie »Afrykańska królowa«. Można jednak z całą pewnością stwierdzić, że żadna rola nie wywarła większego wpływu na współczesne style aktorskie niż kreacja Brando w roli Stanleya Kowalskiego – szorstkiego, cuchnącego i przepełnionego seksualną energią bohatera Tennessee Williamsa” – podkreślił amerykański krytyk Roger Ebert, dodając, że w ciągu kilku lat „to właśnie jego styl zdominował hollywoodzką sztukę aktorską”.

„Ogromnym żalem trzeba powitać fakt, że Marlon Brando nie otrzymał Oscara za tę rolę” – ocenił w podcaście SpoilerMaster Michał Oleszczyk. Zdaniem filmoznawcy po latach bardzo wyraźne jest, że to właśnie rola Brando, a nie nagrodzonego Bogarta była bardziej znacząca i „stanowiła prawdziwą aktorską rewolucję w kinie amerykańskim”. „W zasadzie można dzielić filmowe aktorstwo amerykańskie na okres przed tą rolą i okres po niej” – podsumował Oleszczyk.

Zanim doszło do premiery obrazu, Elia Kazan, który nigdy wcześniej nie nakręcił filmu na podstawie sztuki, którą sam wyreżyserował, miał swoje wątpliwości. „To byłoby jak poślubienie tej samej kobiety po raz drugi. Nie sądzę, żebym znów był w stanie zmobilizować się do pracy nad »Tramwajem«” – czytamy w „Los Angeles Times”.

Na decyzji reżysera zaważyć miał sentyment, jakim darzył autora sztuki. „Osobiście czuję się bliżej Williamsa niż jakiegokolwiek innego dramaturga, z którym pracowałem. Być może wynika to z natury jego talentu – jest tak wrażliwy, tak obnażony – bardziej obnażony niż u kogokolwiek innego. Chciałem go chronić, troszczyć się o niego” – wyznał Kazan cytowany na łamach „Los Angeles Times”.

Pochodzący z południowej części Stanów Zjednoczonych dramatopisarz, ukazywał przemiany w amerykańskim społeczeństwie lat 40. i 50. XX wieku, posiłkując się przy tym często własnymi doświadczeniami. Największy wpływ na jego rozwój artystyczny miała najprawdopodobniej cierpiąca na schizofrenię siostra artysty – Rosa. Zdaniem badaczy to właśnie nieudana operacja, której skutkiem było jej ubezwłasnowolnienie, było główną przyczyną późniejszych problemów alkoholowych pisarza.

„Zdaniem Kazana cechą najbardziej charakterystyczną twórczości teatralnej i filmowej Williamsa jest jego emocjonalność. Ma on jakiś genialny zmysł dobierania tematów i postaci, w których perypetiach publiczność odnajduje cząstkę własnego doświadczenia i znajome cechy charakteru” – czytamy w „Dialogu” z 1957 r. „Luzie rozpoznają ludzi. Publiczność czuje instynktownie, że Williams pisze o konkretnych, obchodzących ich problemach, osobistych i społecznych. (…) Williams ma znakomite wyczucie sztuki filmowej” – podsumował reżyser.

W 1993 r. wydano tzw. wersję reżyserską filmu. Zawierała ona oryginalne, usunięte wcześniej przez cenzurę materiały, które cztery lata wcześniej zostały przypadkiem znalezione przez archiwistę filmowego Michaela Arica. W książce „A propos niczego. Autobiografia” Woody Allen ocenił film, jako „absolutną artystyczną doskonałość”.„To najdoskonalsze połączenie scenariusza, gry aktorskiej i reżyserii, jakie kiedykolwiek widziałem. (…) Wszystkie kreacje aktorskie są rewelacyjne. Vivien Leigh jest niepowtarzalna; wydaje się bardziej prawdziwa i wyrazista niż ludzie, których znam osobiście. A Marlon Brando był żywą poezją. To aktor, który pojawił się na scenie i zmienił historię aktorstwa” – recenzował reżyser.

„To film o walce niemożliwej do wygrania, o pogoni za młodością, która odeszła, o lęku przed samotnością, który często objawia się agresją i erotyczną prowokacją” – zauważył w „Filmie” Tomasz Jopkiewicz. „Jedna z najgłośniejszych sztuk Tennessee Williamsa ma wady i zalety większości jego dorobku scenicznego: skomplikowane, psychologicznie wiarygodne postaci wtłaczane są dość natrętnie w symboliczne układy. Upodobanie do histerii i »mocnych« scen ukazujących psychiczne załamanie wydaje się przesadne. A sztuczne, koturnowe chwilami dialogi nie pasują do żywego, codziennego języka, który Williams miał doskonale opanowany” – dodał krytyk.

Filmowa wersja przyczyniła się także do popularyzacji sztuki. Po dramat Williamsa chętnie sięgali także polscy reżyserzy. Mierzyli się z nią m. in. Zygmunt Hübner, Aleksander Bardini, Krzysztof Warlikowski i… Bogusław Linda. „Nie przeszkadzać autorowi - taka powinna być pierwsza zasada przy wystawianiu dramatów Tennessee Williamsa. Realizując »Tramwaj zwany pożądaniem« w warszawskim Teatrze Ateneum, Bogusław Linda nie przeszkadzał. No i obsadził Julię Kijowską w roli Blanche. Wystarczyło” – recenzował w 2014 r. Jacek Wakar. „Emocje, upał i blues - takie słowa przychodzą do głowy, kiedy ogląda się świetny »Tramwaj…« Lindy” – zauważył.

Sprzeczne reakcje wywołała natomiast wystawiana cztery lata wcześniej w Paryżu interpretacja Krzysztofa Warlikowskiego. „Litości! - krzyknął jeden z widzów (…) Trzeba od razu przyznać, że byliśmy po jego stronie. Modliliśmy się, by w końcu zatrzymał się ten tramwaj pędzący w kosmiczną próżnie” – oceniono w „Le Monde”. Natomiast według „Liberation” spektakl polskiego reżysera to „poruszająca podróż do kresu piekła”.

Premiera „Tramwaju” Warlikowskiego odbyła się w paryskim Teatrze Odeon – jednej z najważniejszych i najbardziej prestiżowych scen teatralnych w Europie. Stanleya Kowalskiego zagrał Andrzej Chyra, zaś w Blanche wcieliła się Isabelle Huppert. Wybitna francuska aktorka podkreślała, że Warlikowski podczas pracy nad spektaklem „powoływał się nie tylko na Tennessee Williamsa, ale też na Flauberta, Alexandre'a Dumasa, w których odnajdywał wspólne motywy czy współbrzmienia, które prowadziły nas do tematu głównego”. „Huppert po prostu imploduje, zapada się w siebie. I to jak! Nie będzie przesadą stwierdzić, że jeszcze nigdy nie widziano takiej Blanche DuBois” – recenzowano w tygodniku „Der Spiegel”.

Chyra specjalnie na potrzeby spektaklu rozpoczął naukę języka francuskiego. Aktor przyznał, że przygotowania do grania roli Stanleya po francusku zajęły mu ponad rok. – To było coś szalonego. Zaczynałem od zera, bo przed próbami nie znałem wcale francuskiego – zaznaczył wówczas w rozmowie z PAP dodając, że w swojej roli chciał oddalić się od legendarnej już kreacji Marlona Brando. – Jeżeli coś z Brando zostało, to przez przypadek albo przez samą istotę tekstu Williamsa – podkreślił Chyra, o którym recenzent „Libertion” napisał, że „może pozwolić sobie na włożenie podkoszulka Marlona Brando, gdyż odkrywa na nowo tę rolę, nie posuwając się do przesady”.

W 1998 r. powstała także wersja operowa „Tramwaju zwanego pożądaniem”. Skomponował ją laureat czterech Oscarów za ścieżki dźwiękowe Andre Previn.

Sam „Tramwaj zwany pożądaniem” zaś był pierwszym wielkim sukcesem późniejszego autora takich dramatów, jak „Kotka na gorącym blaszanym dachu” (1955) – za którą także otrzymał Nagrodę Pulitzera - a także „Słodki ptak młodości” (1959) i „Noc iguany” (1961).

Źródło:

PAP

Sprawdź także