„Piaskowy Wilk” Åsy Lind w adaptacji i reż. Doroty Abbe w Teatrze Lalki i Aktora w Wałbrzychu. Pisze Wiesław Kowalski.
Najciekawsze w „Piaskowym Wilku” Doroty Abbe nie jest wcale to, że na scenie pojawia się niezwykły przyjaciel małej dziewczynki. Ciekawsze jest pytanie, jak wygląda świat, kiedy ogląda się go z wysokości dziecięcego spojrzenia. Świat nie jest wówczas jeszcze uporządkowany według hierarchii ważności dorosłych. Kamień może być stworzeniem, piasek może mieć pamięć, pytanie może być ważniejsze od odpowiedzi, a zwyczajna plaża – przestrzenią, w której za chwilę wydarzy się kosmos. Wałbrzyski spektakl nie próbuje tej dziecięcej perspektywy objaśniać. Wałbrzyski spektakl nie próbuje tej dziecięcej perspektywy objaśniać. Dorota Abbe buduje ją przede wszystkim poprzez obraz, ruch, rytm, dźwięk i materialność scenicznego świata. Słowo pozostaje ważne, ale nie jest jedynym przewodnikiem po świecie Karusi. Reżyserka zdaje się ufać, że młody widz nie potrzebuje wszystkiego nazwać, żeby coś zrozumieć. I właśnie z tego zaufania wyrasta główna strategia przedstawienia. Nie opowiadać dzieciom świata, tylko go uruchomić.
Opowiadania Åsy Lind są dla teatru bez wątpienia kuszące,
ale zarazem niełatwe do przełożenia na scenę. To przecież nie jedna fabuła,
lecz kolejne spotkania Karusi z Piaskowym Wilkiem, kolejne pytania, sytuacje i
małe odkrycia. Z takiego zbioru łatwo zrobić ilustrację książki albo serię
luźnych scenek. Abbe wybiera inną drogę. Nie tyle porządkuje literacki
materiał, ile buduje z niego własny rytm dziecięcego doświadczania świata.
Karusia nie przechodzi przez kolejne wydarzenia jak bohaterka klasycznej fabuły.
Raczej przemieszcza się między stanami ciekawości, zachwytu, lęku, zabawy i
zdziwienia. Jedna rzecz natychmiast wywołuje następną. To ważne, bo dziecięca
uwaga działa właśnie w ten sposób: potrafi być absolutnie skupiona, a sekundę
później przenieść się gdzie indziej. Reżyserka wykorzystuje tę zmienność w
budowaniu przedstawienia. Zmieniają się sytuacje, rytmy, sposoby obecności
aktorów, muzyka i plastyka. Scena pozostaje w ciągłym ruchu. Można więc
powiedzieć, że fabularną ciągłość zastępuje tu ciągłość wyobraźni. To również
tłumaczy, dlaczego przedstawienie nie próbuje z każdego epizodu wyprowadzać
osobnej lekcji. Abbe nie buduje spektaklu jak pedagogicznego wykładu, w którym
najpierw pojawia się problem, potem wyjaśnienie, a na końcu poprawny wniosek.
Bardziej interesuje ją sam proces poznawania: sytuacja, w której dziecko
jeszcze nie wie, co coś znaczy, ale już chce się temu przyjrzeć.
W centrum pozostają oczywiście Karusia i Piaskowy Wilk. Ich
relacja jest jednak ciekawa nie dlatego, że Wilk ma być tym, który wie więcej i
prowadzi Karusię przez świat. Przeciwnie: Filip Niżyński gra go tak, jakby jego
największą kompetencją była gotowość do wspólnej zabawy. Jego Wilk jest
energetyczny, fizyczny, chwilami niemal nieokiełznany. Nie wchodzi na scenę
jako wcielenie mądrości, które za chwilę wygłosi sentencję. Wchodzi jak ktoś, z
kim można pobiec, zatańczyć, wymyślić coś absurdalnego i dopiero przy okazji
zadać pytanie o naturę świata. Niżyński bardzo dobrze wykorzystuje tę
dwoistość. Jest w nim coś zwierzęcego i coś dziecięcego, ale także pewien
rodzaj scenicznej swobody. Dzięki temu Piaskowy Wilk nie staje się kolejną
postacią dorosłego, który pod pozorem zabawy przekazuje dzieciom gotowe
odpowiedzi.
Partneruje mu Ewa Sadowska jako Karusia. Jej aktorstwo
opiera się na szybko zmieniających się impulsach – dziewczynka potrafi być
uparta, zaciekawiona, zachwycona, zirytowana i bezczelna. Ważne jest też tempo
tych zmian. Aktorka nie próbuje psychologicznie tłumaczyć każdego zachowania
bohaterki. Pozwala jej po prostu być w danym momencie – reagować spontanicznie
i bezpośrednio, bez potrzeby dopowiadania wszystkiego widzowi. W tym sensie
duet Sadowska–Niżyński staje się motorem przedstawienia. Nie nauczyciel i
uczennica, nie dorosły i dziecko, ale dwoje partnerów, którzy wspólnie
uruchamiają wyobraźnię.
Ciekawie rozwiązana jest również obecność rodziców. Anna
Jezierska i Kamil Król nie próbują przejmować uwagi od głównej bohaterki. Ich
postaci należą do bardziej codziennego, przyziemnego porządku,
podporządkowanego obowiązkom, ale nie są przy tym czarnymi charakterami.
„Piaskowy Wilk” nie ustanawia więc prostego podziału, w którym dzieci mają
rację, a dorośli się mylą. Raczej pokazuje, że tę samą sytuację można zobaczyć
z zupełnie różnych perspektyw. Jezierska potrafi jednym gestem przejść od
rodzicielskiej powagi do komizmu, a Król dobrze odnajduje się w świecie, w
którym codzienność może nagle pęknąć i otworzyć przestrzeń dla fantazji.
Jeszcze dalej idzie Tomasz Frąszczak. Jego kolejne wcielenia – między innymi
Kapitan Piratów i Kometus – są świadomie przerysowane. Aktor nie ukrywa ich
teatralności, lecz właśnie ją eksponuje. Dzięki temu wyobraźnia staje się w
spektaklu nie ozdobą, ale siłą, która potrafi zwyczajną sytuację zamienić w coś
zupełnie nieoczekiwanego.
Szczególną uwagę zwraca ruch sceniczny Arkadiusza Buszki.
Ciało staje się tu jednym z podstawowych narzędzi narracji, reagując na
przestrzeń. Ruch pokazuje to, czego nie trzeba wypowiadać, i pozwala
materializować dziecięcą wyobraźnię. Nie jest więc ozdobnikiem, ale sposobem
poznawania. Podobnie działa muzyka Piotra Klimka, która współtworzy rytm i
zmienność przedstawienia, pomaga przełączać jego rejestry i budować kontakt z
widownią. Dobrze wypadają również partie wokalne, przygotowane przez Małgorzatę
Jaworską-Kaczmarek – piosenki nie są dodatkiem, lecz częścią konstrukcji
spektaklu.
Ważne jest też to, że wałbrzyski „Piaskowy Wilk” nie próbuje
wygrać z książką Åsy Lind jej własnymi środkami. Nie może być przecież równie
oszczędny językowo, bo teatr działa innymi narzędziami. Abbe wybiera więc
nadmiar – kolor, ruch, muzykę, fizyczność, aktorską energię. To świadomy wybór.
Można oczywiście powiedzieć, że taka strategia chwilami prowadzi przedstawienie
na granicę kontrolowanego chaosu. Ale być może właśnie w tym miejscu warto
spojrzeć na spektakl nie jak na serię komunikatów, które należy precyzyjnie
przekazać, lecz jak na doświadczenie dziecięcej uwagi. Dorota Abbe nie zawsze
ją dyscyplinuje. Czasami pozwala jej się rozproszyć. Bo Karusia nie poznaje
świata w uporządkowanych rozdziałach, lecz przez skojarzenia: od piasku do
morza, od morza do nieba, od nieba do gwiazd, od pytania do następnego pytania.
Dlatego „Piaskowego Wilka” warto oglądać nie jako spektakl, który ma dzieciom coś wytłumaczyć, ale jako przedstawienie, który chce im przypomnieć, że samo pytanie może być wydarzeniem. A dorosłym – że zanim zaczniemy odpowiadać, warto czasem pobyć chwilę w niewiedzy. W świecie Karusi nie jest to problem. To początek przygody.