EN
30.11.2022, 15:22 Wersja do druku

Mickiewicz odkurzony

„Ballady i romanse ver. 2022” w  reż.  Roksany Miner w Teatrze Lalki i Aktora w Wałbrzychu. Pisze Aleksandra Puk z Nowej Siły Krytycznej.

fot. Karol Budrewicz / mat. teatru

Twórcy spektaklu „Ballady i romanse ver. 2022” zajęli się utworami Adama Mickiewicza ze świadomością, jak odbiera klasyczne teksty młode pokolenie, które spotyka się z nimi na lekcjach polskiego – są to dla nich zakurzone wypociny starszego pana. Może przesadzam, może nie dla wszystkich. Autorka adaptacji i reżyserka Roksana Miner stara się odczarować tytułowe utwory, przy czym ani nie zastępuje spektaklem lekcji polskiego, ani nie chce wciągnąć widza w grę poprzez dekonstrukcję tekstu czy zmianę kontekstu na współczesny. Śmiem twierdzić, że to się jej udało.

Zdaje się, że twórcy premiery w wałbrzyskim Teatrze Lalki i Aktora chcieli pokazać, że treści zawarte w tym tomiku poezji nie są zarezerwowane tylko dla „poważnych i dojrzałych” osób i można wyjąć je z tej stereotypowej romantycznej bańki. Sprawić, by były pretekstem do pobudzenia wyobraźni także współczesnych dojrzewających odbiorców. Potraktowali ich poważnie, nie infantylizując gry, a dostarczając stymulujących bodźców. Dzisiejsze nastolatki może są w stanie polubić i Mickiewicza, a jeśli nie jego samego jako autora, ani nie jego teksty, to chociaż ich klimat i świat przedstawiony.

Nie skłamię, jeśli powiem, że ciała aktorów w układach choreograficznych Błażeja Twarowskiego malowały iście romantyczne obrazy, jak z podręcznikowych reprodukcji dzieł Eugène’a Delacroix czy Caspara Davida Friedricha. Początek i koniec to niemal cytat z „Tratwy Meduzy” autorstwa tego pierwszego. To piętrowa kompozycja postaci, pogrążona w mroku, rozpraszanym punktowym światłem. Ręce aktorów wyciągnięte w górę, jakby oczekiwały na pomoc. Stałym elementem scenografii Agnieszki Aleksiejczuk jest abstrakcyjna surowa forma, która niczym burzowa chmura, a innym razem jak widmo, unosi się nad bohaterami.

Co prawda oglądamy zombie, słuchamy techno, a kolorowe ledy raz przypominają światła dyskoteki, raz przecinają przestrzeń niczym laserowe pioruny, ale wciąż jesteśmy w świecie Mickiewicza. W scenie animowania „Rybki” aktorzy używają giętkiego lustrzanego tworzywa, które odbijaja światło, co sugeruje wodę. Efekt ten robi zaskakujące wrażenie dopiero w momencie, kiedy tafle tego materiału, niczym łuski, formowane są w syreni ogon.
Kwestie aktorów składają się z oryginalnej wersji ballad, nie są zmieniane, ale „Świteź”,
„Romantyczność”, „Lilije”, „Rybka”, czy „Świtezianka” są śpiewane w różnych aranżacjach. W kompozycjach Macieja Cempury znajdziemy zarówno motywy klasyczne, jak i ludowe, czy elektryczne brzmienia. Zaledwie godzinny spektakl nie dłuży się, trzyma w napięciu, które przełamują sceny humorystyczne. Tak, dobrze się zrozumieliśmy – Mickiewicz też może być zabawny, co potwierdza szczerze śmiejąca się młodzież.  
Może się zdawać, że opisując użyte środki wyrazu, podważyłam swoją tezę, że twórcy wałbrzyskiego spektaklu ani nie zdekonstruowali oryginału, ani nie umieścili go w nowym kontekście. Wciąż jednak uważam, że jest to klasyczny Mickiewicz, z tym że odkurzony.

Adam Mickiewicz
„Ballady i romanse ver. 2022”
adaptacja i reżyseria: Roksana Miner
premiera: 29 października 2022, Teatr Lalki i Aktora w Wałbrzychu

Źródło:

Materiał własny