Ocena recenzenta/tki:(9/10) – rewelacyjny
Gorący manifest na rzecz tolerancji z 1779 roku, oświeceniowy utwór – poemat Gottholda Ephraima Lessinga – jest rodzajem filozoficznej przypowieści, która kojarzy się z tekstami Woltera, mądrą baśnią o postępowym, humanistycznym przesłaniu.
Dzieło wybitnego dramatopisarza, ideologa i teoretyka teatru ma w sobie ujmującą moc szekspirowskiego dramatu, z elementami subtelnej kruchości i dydaktyzmu. Pięcioaktowy dramat Lessinga stał się podstawą najnowszej adaptacji scenicznej autorstwa Piotra Kurzawy, tym razem w Teatrze Powszechnym w Radomiu. Reżysera nie zniechęciła trudna tematyka, filozoficzny charakter tekstu oraz przewidywalna akcja. Przeciwnie – dostrzegł w nim ponadczasowy potencjał, zawarty w opowieści o miłości i zrozumieniu, które pozwalają wznieść się ponad własny egoizm i zaciekłość. Jego „Natan” dobrze wpisuje się w obraz współczesnej rzeczywistości, konfliktów zbrojnych i nietolerancji na tle religijnym czy rasowym.
Akcja dramatu rozgrywa się w średniowiecznej, wielokulturowej Jerozolimie – mieście trzech religii, odmiennego pojmowania świata oraz zróżnicowanego patrzenia na innych mieszkańców. Tytułowy bohater, bogaty żydowski kupiec Natan, wraca z podróży handlowej i dowiaduje się, że jego córka Recha została uratowana z płonącego domu przez młodego templariusza. Z kolei odważny młodzieniec zawdzięcza swoje życie muzułmańskiemu władcy Saladynowi. Istotnym elementem, esencją przesłania dramatu, jest słynna przypowieść o pierścieniu z trzeciego aktu, która dobrze obrazuje sposób myślenia wyznawców judaizmu. Oczywiście opowiadania przekazywane ustnie są doniosłe w każdej kulturze, jednak w żydowskiej pełnią rolę zupełnie wyjątkową, ponieważ za pomocą nieraz fantastycznych fabuł wyjaśniają niezrozumiałe wydarzenia. Autor tekstu wykorzystuje tę zaletę, a reżyser Piotr Kurzawa szczególnie ją eksponuje, dokonując koniecznych skrótów oraz nadając spektaklowi większe tempo i rytm. Jego inscenizacja zyskuje charakter szekspirowskiego dramatu, wprowadzając nieodparte wrażenie ponadczasowości i uniwersalności. Wydarzenia i postaci służą tu przekazaniu uniwersalnych prawd filozoficznych, moralnych i religijnych, mówiących o postawie życiowej, losach ludzkich i prawdach egzystencji człowieka. „Więcej warte jest nabycie mądrości niż złota, a cenniejsze jest nabycie rozumu niż srebra” (z biblijnych przypowieści Salomona).
Dzięki zastosowaniu prostych środków, takich jak współczesny kostium oraz symboliczno-alegoryczna scenografia, wykreowana przez Małgorzatę Pietraś w formie stwarzającej głęboką perspektywę metalowej amfilady, spektakl pozostaje metaforyczny. Dominuje w nim surowość z koniecznymi ozdobnikami, które zanurzają widzów w orientalnym klimacie. Podobną rolę pełni oniryczna, przesiąknięta wschodnimi dźwiękami muzyka Piotra Salabera.
W klasyczny, czytelny i nieskomplikowany schemat komediowy, tak dobrze znany z dramatów Szekspira, bardzo dobrze wpisują się aktorzy. Natan Łukasza Węgrzynowskiego to darzony szacunkiem mędrzec, człowiek w sile wieku, wyciszony, o naturze refleksyjnej, obserwujący rzeczywistość z wyrozumiałością, ale też niepokojem. A świat obok niego pogrąża się w wojnach i konfliktach. Aktorowi brakuje nieco wyrazistości w tytułowej, niełatwej kreacji, ale jego powściągliwy, skupiony i skoncentrowany na treści sposób gry trafnie oddaje osobowość Natana. W jego przybraną córkę, młodziutką Rechę, wciela się Laura Pajor – z pełnym emocji wdziękiem i stanowczą naturalnością wykorzystuje szansę, jaką tej postaci daje reżyser, nie obawiając się – i słusznie – pewnej przesady w wizerunku swojej bohaterki. Z kolei Daja Izabeli Brejtkop dobrze oddaje charakter chrześcijańskiej wdowy. Templariusz Tomasza Wóltańskiego niemal rozsadza scenę swoją brawurową energią, w młodzieńczej zapalczywości skrywając gorące, dobre serce. Marek Braun jako Saladyn mocno zapada w pamięć – to otwarty na innych ludzi, wyrozumiały władca Jerozolimy, przedkładający ideały etyczne ponad ignorancję i bezduszne prawa. Anna Podolak w roli siostry Saladyna, Sittah, jest zaskakująco wyemancypowaną, intrygującą i niejednoznaczną kobietą. Mateusz Paluch jako skromny braciszek wprowadza nutę ujmującego humoru, przeciwstawionego demonicznemu Patriarsze, którego niewielką, acz silnie zaznaczoną rolę błyskotliwie gra Piotr Kondrat. Jego postać to gorzka satyra na hipokryzję wszelkich instytucjonalnych prób narzucania społeczeństwu niemożliwej do urzeczywistnienia ideologii.
Autor „Natana” używa słowa „tolerancja” tylko raz. Reżyser dostrzega jego głęboką myśl i skupia się na niej. Chodzi mu o ludzką sprawiedliwość, zrozumienie i dialog, aby – w duchu pełnego humanistycznego szacunku wobec każdego człowieka – móc żyć ponad podziałami, w gotowości do przyjaznej rozmowy i wzajemnego poznania się. W rezultacie powstał spektakl nader aktualny, zrozumiały dla szerokiej publiczności, traktujący o wciąż ważnych problemach i oparty na pozbawionym ignorancji stosunku do przeszłości.