Pamiętam jego intuicyjne podejście do samej natury pracy, które nazwałbym zgoła szamańskim. W tym sensie, że było głębokie, pełne nasłuchu i bliskie medytacji wschodniej, która jak wiadomo dąży do totalnego wglądu w naturę rzeczy – wspominał zmarłego reżysera Davida Lyncha aktor, reżyser i wykładowca Akademii Teatralnej w Warszawie, Krzysztof Majchrzak.
Inne aktualności
- Białystok. Premiera „Nie ma” Teatru Papahema. 20.10.2026 18:36
- Kraków. Odsłonięto mural poświęcony Andrzejowi Wajdzie 20.10.2026 17:12
- Warszawa. „Czarownice z Salem” w Teatrze Polskim 20.10.2026 16:22
- Warszawa. Nowa wystawa w Teatrze Polskim w Szczecinie 20.10.2026 16:04
- Gniezno. Ukazała się książka Igora Frendera „Pomiędzy zasadami. Siedem akcji teatralnych” 20.10.2026 15:46
-
Wrocław. Co zostaje po festiwalu? Poznaj ludzi, którzy tworzą Lelenfant – i dołącz do nich!
20.10.2026 15:17
- Warszawa. Program działań Sinfonii Varsovii do końca roku 2026 20.10.2026 15:02
- Karolin. „Mazowszem malowane – Wesele polskie”. Klasyka Wyspiańskiego w widowiskowej odsłonie zespołu „Mazowsze” 20.10.2026 14:53
- Lublin. W Teatrze Starym pokazy spektaklu o Marii Skłodowskiej-Curie 20.10.2026 14:40
- Lublin. Basia Małecka z piosenkami Osieckiej w Teatrze Starym 20.10.2026 14:15
- Szczecin. OKNO 2026: Teatr Kana i Komuna Warszawa. Dwa dni spotkań, wymiany praktyk i wspólnego działania 20.10.2026 14:03
- Kielce. Dziś debata: „Nowe spojrzenie na klasykę literatury polskiej” na 8. KMFT 20.10.2026 13:58
- Kraków. Brak instrukcji obsługi. Radosław Krzyżowski reżyseruje „List” w Bagateli 20.10.2026 13:31
- Szczecin. Wystartowały próby do „1984”. Czy miłość przetrwa w świecie totalnej kontroli? 20.10.2026 13:13
David Lynch, jeden z najbardziej znanych i oryginalnych amerykańskich reżyserów, autor "Człowieka słonia", "Miasteczka Twin Peaks", "Dzikości serca", "Blue Velvet" czy "Mulholland Drive" zmarł w czwartek w wieku 78 lat
Majchrzak, wspólnie z Karoliną Gruszką i nieżyjącym już Leonem Niemczykiem zagrał jedną ze znaczących ról w ostatnim kinowym filmie Davida Lyncha "Inland Empire", do którego zdjęcia częściowo powstawały w Łodzi.
Jak wspominał w piątek w rozmowie z PAP aktor, był zachwycony propozycją kontaktu z Lynchem, którą otrzymał poprzez szefa Camerimage Marka Żydowicza. "Potem pamiętam spotkanie w Los Angeles w przedpokoju domu Lyncha, gdzie mi pokazał na dzień dobry, w dzień zdjęć zresztą, kilka przedmiotów - po pierwsze jakieś patyczki, kawałki drewna, po drugie - wyprawiony kawałek skórki z sierścią, a po trzecie - żarówkę. I zapytał co z tego wybieram. Nie wiedziałem w ogóle o co chodzi, więc pomyślałem sobie, że żarówka będzie najlepsza, więc ją wybrałem. I tak powstał cudownie zaimprowizowany przez Davida Lyncha motyw tego wibrującego światła w Inland Empire" - opowiadał.
"Pamiętam też jego takie intuicyjne podejście do samej natury pracy, które nazwałbym zgoła szamańskim. W tym sensie, że było głębokie, pełne nasłuchu i bliskie medytacji wschodniej, która jak wiadomo dąży do totalnego wglądu w naturę rzeczy, jak mówi wschodnia duchowość" - powiedział Majchrzak.
Jak zaznaczył, Lynch miał również bezpośrednie podejście do natury każdego projektu. "Był zresztą osobą, która oddawała się często medytacji, co stwarzało taką płaszczyznę wygodną dla niego, że mógł na każdym etapie pracy być po prostu blisko serca i mózgu drugiego człowieka, a nie zajmował się jakimś umieszczeniem swoich filmów na półkach albo z komercją albo z dziełami artystycznymi. Jego bliskość była totalna, przez co czegokolwiek by nie powiedział, mówił to w sytuacji bliskości drugiego człowieka. W związku z tym był osobą, która w gruncie rzeczy jest rzadkością w tym napuszonym świecie elity filmowej czy też elity dotyczącej sztuki. Zresztą bardzo tej elity nie lubił, co na początku od razu skradło moje serce" - wspominał aktor.
"Poza tym miał on również jedną jeszcze wspaniałą cechę. Wiadomo, że zajmował się malarstwem, razem ze swoim sąsiadem Dennisem Hopperem. I to sprawiało, że on nie był artystycznym nierobem i wypijaczem kawy i koniaczków, tylko człowiekiem codziennej ciężkiej roboty" - opowiadał Majchrzak.
Jak dodał, bardzo podziwiał tę pracowitość Lyncha. "A on powiedział, że uwielbia pracować, bo praca jest warunkiem permanentnego rozwoju. Nie tylko rozwoju człowieka, ale i projektu. I doszedł do tego, z czego mi się zwierzył, że nienawidzi zdjęć. Strasznie mnie to zdziwiło i zapytałem dlaczego. A on odpowiedział bo zdjęcia zamykają okres permanentnego rozwoju. Ja nazywam zdjęcia pogrzebem idei. To była druga rzecz, która mnie do niego zbliżyła. Ja mam też nawyk ciężkiej roboty - czy przy fortepianie, czy na sali treningowej i gardzę nierobami, za to lubię robotę. Ale nie dlatego żeby na śmierć się zachetać, tylko żeby przeżywać nieustanne uniesienie i radość z powodu pracy" - mówił Majchrzak.
Ujmował go także - jak wspominał - sposób w jaki reżyser podchodził do drugiego człowieka. "Kiedy spotkaliśmy się pierwszy raz podał mi rękę i powiedział chłopie, ty wyglądasz jak milion dolarów. I nie mogłem zrozumieć o co mu chodzi, ale to było niesamowite. A nie miałem na sobie drogich ciuchów od Versace. Nie był taki napuszony jak jego koledzy z Beverly Hills tylko miał swój własny świat pełen codziennej pracy, był takim jakby drwalem, hydraulikiem kina. Robotę cenił nade wszystko, kochał ją i się w niej do oporu tarzał" - dodał Majchrzak.