EN
12.03.2021, 09:18 Wersja do druku

Koronawirus przeniósł kulturę do internetu. "Do kultury sprzed czasów pandemii już nie wrócimy"

12 marca 2020 roku na konferencji prasowej rządzący podjęli decyzję o lockdownie kraju, który miał wejść w życie następnego dnia. Zamrożone zostały wszystkie dziedziny życia, w tym - kultura. Rok po tej decyzji Pomorze po raz trzeci będzie zamknięte.

fot. Katarzyna Wołodźko

Dokładnie 12 marca Marta Szadowiak, strateżka komunikacji i doktorantka Uniwersytetu SWPS, w mediach społecznościowych zamieściła spis wydarzeń kulturalnych online. Aktualizowana codziennie lista tego, co można zobaczyć w sieci, stała się viralem. Koncerty berlińskich filharmoników, spektakle teatrów z Poznania i Warszawy, aktywności dla dzieci Kutnowskiego Domu Kultury.  

Na pytanie, jaki był miniony rok, Szadowiak odpowiada - nierówny. - Nikt nie przewidział, no bo jak ktoś mógł przewidzieć, że będzie to trwać tak długo. Co więcej - nie widać końca. Jest dużo niepewności, niestabilności. Musimy pamiętać też o tym, że wielu artystów i artystek zostało z dnia na dzień pozbawionych możliwości zarabiania. Wielu świetnych ludzi pracujących w kulturze z uwagi na panującą sytuację musiało się przebranżowić. To pokazało i pogłębiło nierówności panujące w branży kulturalnej - mówi strateżka.  

- Dla mnie to był rok zastoju, ale i szansa na kreatywność w wymyślaniu nowych sposobów dotarcia do odbiorców - mówi Jakub Knera, dziennikarz, socjolog, organizator wydarzeń kulturalnych. - Nie było spektakli, koncertów, festiwali. Najmocniej ucierpiały sztuki performatywne, które wymagają obecności na scenie, występu na żywo i żywej reakcji publiczności. Na początku byłem zszokowany i lekko wytrącony z równowagi ze względu na plany działań, ale też uczestnictwa w festiwalach - potem trzeba było się do tego przyzwyczaić i uczestniczyć w tym, co było możliwe i na warunkach dyktowanych przez pandemię.

Utrzymać uwagę odbiorców

Tak jak mamy teraz trzecią falę pandemii, to kultura online też miała kilka fal. W wiosennym lockdownie internet zalała fala amatorskich filmów, koncertów, czytań performatywnych nagrywanych z bezpiecznej przestrzeni salonu czy sypialni. Pisarze i pisarki przez platformy komunikacyjne łączyli się z czytelnikami i czytelniczkami po drugiej stronie, muzycy robili live na Facebooku lub Instagramie, instytucje kultury sięgały do swoich archiwów, jeśli takie miały.  

A nie zawsze miały, bo jak mówi Szadowiak, przed pandemią ułamek instytucji myślał o profesjonalnej archiwizacji treści i odpowiednich zapisach w umowach wskazujących internet jako dodatkowe pole eksploatacji treści. Pierwsze jaskółki profesjonalizacji treści, jakościowego podejścia do prezentowanego w internecie materiału przyszły pod koniec wiosennego lockdownu i w pełni rozwinęły się w drugim, jesiennym lockdownie, na który większość instytucji była już przygotowana. 

W jakim punkcie, w porównaniu do marca 2020, jest teraz kultura, która na Pomorzu po krótkim rozprężeniu ponownie jest zamykana?  

Marta Szadowiak: - Zastanowienia się, dokąd idziemy. W 2020 roku wiele rzeczy było robionych z rozpędu, wszystko było nowe i działaliśmy po omacku. Teraz wiemy, czego mniej więcej możemy się spodziewać i czego oczekiwać. A widz oczekuje dobrych, jakościowych treści, które przykują jego uwagę.  

Jak mówi Szadowiak, wyzwaniem dla organizatorów i organizatorek wydarzeń będzie utrzymanie uwagi internetowej publiczności. - Widz online ma wiele dystraktorów, nie jest skupiony wyłącznie na tym, co ogląda. I musimy pamiętać, że zawsze może “wyjść”, przełączyć się na inne wydarzenie, jeśli nie będzie zainteresowany tym, co my mu proponujemy. Utrzymanie widza jest teraz jeszcze większym wyzwaniem. Często wydarzenia, które są dostępne jednorazowo, tu i teraz, nie są później archiwizowane, cieszą się większym zainteresowaniem, mają większą oglądalność. Widz ma świadomość tego, że nie będzie w stanie wrócić do tych materiałów w weekend, nadrobić zaległości później - mówi Szadowiak.  

Knera dodaje: - Nie można działań działań online przenosić do internetu w skali 1 do 1, tak jak działo się to na żywo czy też offline. Na godzinnym koncercie w klubie będziemy się świetnie bawić, przy trwającej tyle samo czasu transmisji w sieci nie. Trzeba się nagłówkować, jak przykuć uwagę widza - czasem krótszą formą, czasem inną perspektywą. Większość wydarzeń opiera się na formie wizualnej, bo żyjemy w kulturze obrazkowej. A minione miesiące pokazały, że ta forma trochę się przejadła - warto pamiętać, że czasem podcast, słuchowisko, nagrany koncert, webinar albo cykliczna audycja może być o wiele ciekawsza.

Inkluzywność kultury online

Wiele instytucji bało się działań w internecie. Pojawiały się argumenty, że spłaszcza on przekaz, odbiera widownię. Kultura musiała przeprosić się z internetem. Zarówno Szadowiak, jak i Knera podkreślają, że uczestniczenie w kulturze na żywo ma wymiar rytualny i żaden spektakl, koncert czy festiwal filmowy online nie zastąpi wizyty w teatrze, sali koncertowej czy kinie.  

- Kultura online nie zastąpi realnego uczestnictwa w wydarzeniach na żywo. To poszerzenie pola działania, pokazanie innych aspektów współczesnej kultury, ale też sposób na dotarcie do nowych odbiorców - także tych spoza miasta, w której funkcjonuje instytucja. Teraz, ze względu na demokratyczny dostęp do działań na całym świecie, wezmą udział w projektach w sieci, ale może kiedyś odwiedzą taką  instytucję na żywo - mówi Knera. - Dlatego warto działalność w sieci pielęgnować i rozwijać - to promocja miejsca, okazja do zdobywania nowych odbiorców, ale przede wszystkim okazja do propagowania kultury w nieznany dotąd sposób. Jeśli dyskusję w sieci ogląda 5 tys. osób zamiast 50 na sali, a koncert 30 tys. zamiast 300, widzimy, jak wielka jest skala zasięgu. Nie wyobrażam sobie, że skończy się pandemia i nagle wszystkie formy aktywności kulturalnej online znikną. Podobnie jak nie wyobrażam sobie, że ci, którzy oglądają koncerty online, nie będą chcieli w nich uczestniczyć na żywo, gdy będzie to możliwe.

Internet w swojej powszechnej dostępności jest demokratyczny i inkluzywny. Łatwo dostępne są wydarzenia zarówno krajowe, jak i z drugiego końca globu. Jedno kliknięcie przenosiło na spektakl National Theatre, festiwal muzyczny w Brazylii czy do Tate Modern. Działania online dały też poczucie bycia we wspólnocie pomimo przymusowej izolacji.

- Sytuacja pandemiczna pokazała, że tylko małe wspólnoty mogą nam dać poczucie bezpieczeństwa - mówi Marta Szadowiak. I dodaje z pełnym przekonaniem: - Nie wrócimy do tej formy kultury, którą znamy sprzed pandemii. Musimy zacząć postrzegać kulturę online jako kulturę równoległą. Robić wydarzenia hybrydowe, wszystko nagrywać nie tylko po to, żeby kultura online stanowiła nasze archiwum, ale żeby sprofilować dwa rodzaje publiczności: tę, która chce uczestniczyć w kulturze, ale jest z innego miasta, kraju, kontynentu czy z różnych powodów nie może się pojawić fizycznie i kupuje bilet online, i tę, która fizycznie pojawi się na spektaklu czy koncercie. Online zarabia na instytucję długofalowo. I nie jest dla nikogo zagrożeniem.

Czas refleksji i redefinicji

I chociaż kultura online może przynieść długofalowe korzyści dla instytucji, to pojawia się też  czerwona lampka. - Zastanawia mnie to, na ile kultura jest dla ludzi niezbędną wartością do życia, za którą oni ponownie będą chcieli płacić. Wiele rzeczy w internecie jest dostępnych za darmo bądź za symboliczną opłatę, a uczestniczenie w kulturze na żywo często jest znacznie droższe - mówi Szadowiak. - Sposobem jest przyzwyczajanie widzów i widzek, że za kulturę online również się płaci.  

O jakich pozytywach pandemii i kultury online można mówić?  

Marta Szadowiak: - To przyspieszyło rewolucję technologiczną w instytucjach, zaczął się proces poszerzania publiczności, który umożliwił inkluzywny dostęp do wydarzeń kulturalnych. Uprzywilejowane były duże ośrodki, w których dzieje się więcej, uprzywilejowane były osoby, które stać na wyjście do teatru, filharmonii czy opery, na koncert czy do galerii sztuki. Internet zniwelował te różnice.  

Jakub Knera: - To był czas przedefiniowania, przemyślenia, jak uczestniczymy w kulturze, czego nam trzeba, czy kultura na żywo jest nam potrzebna, skoro tyle się dzieje online. Niezbyt przyjemna sytuacja, którą jest pandemia, zmusiła każdego z osobna do refleksji nad tym, co daje mu kultura i czy jej potrzebuje. Reakcje, wyświetlenia i feedback pokazuje jednak, że tęsknimy za wydarzeniami na żywo, a te online są dla nich wartościowym uzupełnieniem.

Goyki 3 Art Inkubator w piątek, 12 marca, o godz. 11 wyemituje debatę "#KulturaWCzasachPandemii. Zwinne instytucje kultury. Rzeczywistość czy marzenie?". Materiał będzie dostępny w mediach społecznościowych instytucji.

Tytuł oryginalny

Koronawirus przeniósł kulturę do internetu. "Do kultury sprzed czasów pandemii już nie wrócimy"

Źródło:

Gazeta Wyborcza - Trójmiasto online

Link do źródła

Wszystkie teksty Gazety Wyborczej od 1998 roku są dostępne w internetowym Archiwum Gazety Wyborczej - największej bazie tekstów w języku polskim w sieci. Skorzystaj z prenumeraty Gazety Wyborczej.

Wątki tematyczne