Logo
Recenzje

Kocurek w spódnicy

16.09.2026, 09:12 Wersja do druku

„Pani Doubtfire” Wayne'a Kirkpatricka i Kareya Kirkpatricka w reż. Łukasza Brzezińskiego w Teatrze Muzycznym w Poznaniu. Pisze Błażej Kusztelski.

fot. Dawid Stube/mat. teatru

Teatr Muzyczny w Poznaniu trzyma rękę na pulsie i właśnie wystąpił z polską prapremierą londyńskiego hitu – „Pani Doubtfire”. Brawo! Musical ten grany był od 2023 roku na czołowej scenie londyńskiego West Endu – wcześniej na nowojorskim Broadwayu – obecnie odbywa tournée po Wielkiej Brytanii. A światową premierę miał w 2019 roku.

PRZEBIERANKA ZA 2 KILO

Krytycy brytyjscy są zdania, że powodem ogromnego sukcesu przedstawienia w Londynie jest fenomenalna gra Gabriela Vicka w głównej roli i niesamowite triki sceniczne, które mu służą. Pewnie bez tych dwóch atrakcji musical przeszedłby bez echa. Wiadomo, czego od musicalu oczekuje każda publiczność: efektownych widowiskowo i muzycznie przedstawień, dobrej rozrywki i przemycania – jeśli się da – istotniejszych treści, choćby pobieżnie lub mimochodem. I tak właśnie skrótowo, po trosze komediowo, po trosze sentymentalnie czy melodramatycznie, musical „Pani Doubtfire” ilustruje zjawisko rozpadu rodziny, rozwodu, konfliktu stron w kwestii opieki nad dziećmi (w tym przypadku z winy męża, który zamiast być w pełni mężem, jest de facto niefrasobliwym, czwartym dzieckiem żony), ale który podejmuje skuteczną walkę o odzyskanie zaufania małżonki i odzyskania rodziny.

Pierwowzorem dla tego musicalu była komedia filmowa pod takim samym tytułem z Robinem Williamsem z 1993 roku. Ale choć humor oparty na przebieraniu się mężczyzny za kobietę jest trochę zwietrzały, a piosenki-hitu w tym musicalu nie ma (aczkolwiek jest kilka niezłych piosenek), to jednak cieszy się on w Wielkiej Brytanii wielką popularnością. Ale też Gabriel Vick w głównej roli dokonuje cudów: przeobraża się około 30 razy w starszą i korpulentną, acz bardzo dynamiczną nianię – lub na odwrót – każdorazowo w ciągu... 18 sekund (mając do pomocy za kulisami 3-4 garderobianych i niesamowicie skonstruowane „oprzyrządowanie” do zmiany płci). A dzięki jednemu z trików podczas nieumiejętnego przyrządzania kolacji przypala sobie biust, z którego w efekcie tryskają iskry, bucha dym, a na końcu sypie się popiół. I ponoć aktor po każdym spektaklu traci od 1,5 do 2,5 kg wagi.

DAJĄ CZADU...

A jak sobie poradził Teatr Muzyczny z tym musicalem? Różnie, miejscami bardzo sprawnie, miejscami słabo. Są też w przedstawieniu dłużyzny i martwe sceny, psujące konstrukcję i rytm przedstawienia. Tak więc skróty bardzo by się przydały. Najbardziej wyraziste postacie stworzyli: Michał Kocurek (Daniel, główny  bohater), Oksana Hamerska jako Miranda, żona Daniela (zwłaszcza w subtelnie zinterpretowanej balladzie „Let go” – „Odpuścić, „Pogodzić się z rozstaniem”) tudzież ich córka Lydia – Urszula Laudańska. Oczywiście w pełni na uznanie zasługuje orkiestra Teatru Muzycznego pod kierunkiem Jakuba Czerskiego – kiedy trzeba daje też czadu, czasem aż nadto, tak, że gubią się słowa piosenek. No chyba, że to pan akustyk porwany ostrym rytmem sypie do pieca.

fot. Dawid Stube/mat. teatru

 …A NIANIA SZCZEBIOCE

Znaleźć w Polsce równocześnie znakomitego parodystę i imitatora różnych głosów, do tego sprawnego aktora, tancerza i wokalistę to sprawa bardzo niełatwa. A jednak podjął rękawicę poznański aktor Michał Kocurek i zrobił wszystko, co mógł, aby wywiązać się jak najlepiej z tej bardzo trudnej technicznie i głównej roli. Jak na warunki polskiej sceny, przebieranka mężczyzny w starszą kobietę i na odwrót przebiega więc raczej sprawnie i udanie. A zatem nie tylko za odwagę, ale i za samą grę należą się brawa. I trudno mieć do niego pretensję o to, że nie jest Williamsem czy Vickiem. Nie mam więc do niego żalu o to, że „jego” niania (bo w nią wcielał się jako upadły mąż) szczebioce wysokim tonem. Ale cóż poradzę na to, że taką nianię akceptuję bez szemrania przez dwie-trzy sceny, potem trochę mnie jednak nuży.
 
Na marginesie wspomnę, że Michał Kocurek nie jest pierwszym w Poznaniu wykonawcą, który wdziewa spódnicę. Hen, hen w przeszłości pewien tutejszy teatr studencki wystawił komedię Gałczyńskiego „Babcia i wnuczek”, no i w roli Babci wystąpił całkiem udanie ówczesny student polonistyki Jacek Biniak, później przez wiele lat dziennikarz, także Radia Merkury.

TEATR MÓJ WIDZĘ OGROMNY

Zespołowi Teatru Muzycznego z pewnością nie brakuje entuzjazmu do pracy. Przygotował premierę w taki sposób, na jaki go w tym przypadku stać. Ale że stać go na dużo dużo więcej, świadczy o tym kilka świetnych premier, jakie powstały za obecnej dyrekcji. Dyr. Kieliszewski, sądząc z jego aktualnej wypowiedzi, trzyma teraz asy w rękawie i czeka na lepsze rozdanie, kiedy za trzy lata siądzie przy nowym zielonym stoliku (czytaj: wraz z zespołem przeniesie się z dotychczasowej siedziby do nowego, budowanego właśnie gmachu teatralnego z dwoma scenami i widownią na 1000 i na 300 miejsc; z nowoczesnym zapleczem technicznym.)  Będzie to największy teatr muzyczny w Polsce i bodaj najlepiej wyposażony technicznie. Już dziś dyr. Kieliszewski może więc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć za Wyspiańskim: „Teatr mój widzę ogromny”. I oby jeszcze okazało się, że realizowane w nim przedstawienia są równie efektowne jak sam budynek.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także