W rocznicę śmierci Jerzego Jurandota przypominamy postać twórcy, który ocalił sens teatru nawet w najmroczniejszych czasach – pisze Wiesław Kowalski w Teatrze dla Wszystkich.
Inne aktualności
- Warszawa. Skwer im. Kazimierza Dejmka 09.06.2026 19:06
- Gdańsk. Jubileuszowy Festiwal Szekspirowski rozpocznie się 23 lipca 09.06.2026 18:44
- Gdańsk. Lato w Teatrze Wybrzeże 09.06.2026 16:40
- Warszawa. Cykl zajęć ruchowych z elementami teorii w Zachęcie - Narodowej Galerii Sztuki 09.06.2026 16:17
- Białystok. Ireneusz Gliniecki od września dyrektorem Teatru Dramatycznego im. A. Węgierki 09.06.2026 14:21
- Bielsko-Biała. Dziesięciu kompozytorów w finale Preisner Scoring Competition 09.06.2026 14:18
- Olsztyn. „Stabilizacja. Donosiciele kruchości” gościnnie w Olsztyńskim Teatrze Tańca 09.06.2026 14:06
- Warszawa. „Osiecka. Dzikość serca”: Teatr Rampa rozpoczyna próby do najnowszej premiery 09.06.2026 14:00
-
Opole. Już w czwartek rozpocznie się 50. edycja Opolskich Konfrontacji Teatralnych
09.06.2026 13:55
-
Wrocław. Otwarty nabór do programu szkoleniowego dla praktyków teatru
09.06.2026 13:50
-
Wrocław. W Operze „Sen nocy letniej”. Szekspir, Mendelssohn i współczesna opowieść o młodości, pragnieniach i chaosie uczuć
09.06.2026 13:13
- Lublin. „Już prawie, Tygrysie!” Kameralna premiera Kajowego Centrum Choreograficznego 09.06.2026 12:25
- Gdańsk. Pokaz filmu „Do widzenia, do jutra” Janusza Morgensterna na Festiwalu Kultury Ocalonej 09.06.2026 12:25
-
Warszawa. Konferencja naukowa „Wiercińscy. Nowa idea teatru”
09.06.2026 12:00
W polskim teatrze XX wieku nie brakowało wyrazistych osobowości, ale Jerzy Jurandot był kimś więcej niż tylko utalentowanym autorem. Był świadkiem i uczestnikiem historii, której okrucieństwo nie zdusiło jego poczucia humoru ani zamiłowania do sceny. Dziś, w kolejną rocznicę jego śmierci, warto przypomnieć postać, która – choć przez dekady obecna w życiu kulturalnym Polski – zdaje się zbyt rzadko wracać na należne jej miejsce w panteonie teatru.
Urodzony w 1911 roku w Warszawie jako Jerzy Glejgewicht, od najmłodszych lat lawirował między światem nauki a literaturą. Studiował matematykę i chemię, ale prawdziwą jego pasją była satyra – błyskotliwa, cięta, a jednocześnie podszyta empatią i głębokim zrozumieniem ludzkiej natury. Debiutował w wieku 18 lat i bardzo szybko trafił na sceny najmodniejszych teatrzyków literackich Warszawy lat 30. – „Cyrulika Warszawskiego”, „Małego Qui Pro Quo”, „Morskiego Oka”. Współtworzył klimat międzywojennej kabaretowej Warszawy, pełnej elegancji, subtelnego dowcipu i artystycznego fermentu.
Ale historia nie oszczędziła tego subtelnego ironisty. W czasie wojny, wraz z żoną – równie znaną Stefanią Grodzieńską – trafił do warszawskiego getta. Tam, wśród wszechobecnej śmierci i rozpaczliwej codzienności, stworzył jedyny w swoim rodzaju teatr – najpierw Melody Palace, a potem Femina. Teatr w getcie – brzmi jak oksymoron, a jednak był prawdziwy. Dawał uwięzionym namiastkę normalności, przestrzeń dla oddechu, chwilowego zapomnienia. Jurandot, pisząc i wystawiając spektakle w miejscu tak nieludzkim, pokazał czym może być prawdziwa rola sztuki: ocaleniem człowieczeństwa.
Po wojnie, mimo traumy i zgliszcz, wrócił do pisania, tworzenia, budowania. W Lublinie odbudowywał struktury Polskiego Radia, w Łodzi zakładał Teatr „Syrena” – scenę, która wkrótce przeniosła się do Warszawy i do dziś nosi jego ślady. W czasach PRL był aktywny, choć nie zawsze widoczny – bo Jurandot nie pchał się na afisz, nie szukał łatwego poklasku. Jego teksty ukazywały się w „Szpilkach”, trafiały na estrady i sceny, ale ich wartość polegała nie na głośnych tytułach, lecz na precyzji języka, błyskotliwości obserwacji i – co najważniejsze – humanizmie.
Teatr Jurandota był zawsze „blisko człowieka”. Niezależnie, czy pisał scenariusze kabaretowe, czy dialogi filmowe, czy też prowadził instytucje kultury – zawsze był wierny idei teatru jako miejsca dialogu, śmiechu i refleksji. Jego spuścizna literacka i teatralna wciąż czeka na pełne odkrycie – zarówno przez badaczy, jak i przez reżyserów, którzy mogliby sięgnąć po jego teksty i dać im nowe życie na współczesnej scenie.
W czasach, gdy słowo traci na znaczeniu, a ironia coraz częściej staje się bronią, a nie narzędziem analizy – warto wracać do Jurandota. Do jego języka, w którym cięty dowcip sąsiadował z liryzmem. Do jego biografii, która przypomina, że teatr nie zawsze bywa ucieczką od rzeczywistości – czasem staje się jej ostatnią linią obrony.
W rocznicę jego śmierci – pamiętajmy. Bo Jerzy Jurandot to nie tylko przeszłość polskiego teatru. To jego sumienie.