EN
03.03.2022, 09:15 Wersja do druku

Higieniczni

„Pomiłość. Przeraźliwie kiczowate i banalne historie” Artura Pałygi w reż.  Agaty Kucińskiej,  spektakl dyplomowy studentów IV roku Wydziału Lalkarskiego Akademii Sztuk Teatralnych we Wrocławiu. Pisze Jacek Sieradzki, członek Komisji Artystycznej 28. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

fot. Natalia Kabanow / mat. teatru

Jakaż frajda dla dziadersów przebrzydłych, zagonionych w kozi róg przez postępowy świat. Artur Pałyga, człek dorosły, daleki od młodzieńczych egzaltacji, napisał lekki – przynajmniej w moim, bardzo przychylnym odbiorze – nieco tylko uszczypliwy pamflet na nowe pokolenia śmiertelnie przestraszone koniecznością identyfikacji płciowej, a i generalnie wszelkim uczuciowym zaangażowaniem bądź podejmowaniem wyzwań, jakie zawsze stawiała i stawia miłość. Umieszczona w roku 2222 grupa miłych młodych ludzi, zwracająca się do siebie w zadekretowanym rodzaju nijakim, rozkoszuje się pełną wolnością od miłosnych udręk. Jedno z nich napisało o tym sztukę, drugie go za to serdecznie chwali:

LUNA Sveto napisało o uczuciach najbardziej cenionych w naszej zdrowej kulturze. O poczuciu bezpieczeństwa, o dobrej, nietoksycznej przyjaźni, o radości, wolności, niezobowiązaniu do niczego, o nieskrępowanej rozkoszy bezpiecznej, nietoksycznej, niekrzywdzącej erotyki, jaką zapewnia nam najnowsza VR technologia, o euforii spokojnego, sprawiedliwego życia społecznego.

SVETO Upersonifikowałom te cnoty i przekonująco uzasadniłom ich słuszność.

Pomiłość

fot. Natalia Kabanow / mat. teatru

Czyści młodzieńcy i cne niewiasty noszą imiona nawiązująca do starożytnych myślicieli, od Swetoniusza do Petroniusza. I właśnie Petroniu skłania zebranych, by wbrew obronnemu odruchowi niechęci i obrzydzenia wysłuchali – a w rzeczywistości scenicznej odegrali parę opowieści z czasów „naszych babciów i dziadkiń”. Pałyga w kolejnych etiudach przedstawia więc bardzo różne przypadki uczuć szczęśliwie już w nowym świecie zakazanych. Miłość sześciolatków, taką, w której nie ma żadnych podjętych skądinąd wzorców – bo skąd? Jest tylko czysty instynkt. Namiętności wpisywane do pamiętników, kreowane i wręcz ucieleśniane w sekretnym dialogu z samym sobą. Ostatnie westchnienia w sanatorium spokojnej choć smutnej starości („Wraca kuracjusz, kuracjuszka. Osobno! Do swojego łóżka. I śnią, że tańczą! Bardzo śmiało. Ciało się wtula w drugie ciało.”) Mamy portret miłosnego narcyzmu samotnicy, co kocha się w swojej lodówce tudzież w aktorze z serialu na lodówce nalepionym. Mamy miłość skamieniałą, dosłownie, w rutynie i znudzeniu. Podtytuł sztuki brzmi Przeraźliwie kiczowate i banalne historie; autor asekurancko podstawia się pod ciosy, neutralizując je i wybijając broń z ręki niechętnych. Komu ta (rzekoma) kiczowatość i (rzeczywista) banalność przeszkadza, będzie milczał. A ktoś, kto wciąż nie znudził się teatralnymi wizerunkami uczuciowych wygibasów, będzie szczęśliwy, że jego potrzeby raz wreszcie ktoś w teatrze wziął w obronę.

Artur Pałyga napisał ten scenariusz specjalnie na potrzeby dyplomu wrocławskiego Wydziału Lalkarskiego Akademii Sztuk Teatralnych z Krakowa. Agata Kucińska zrobiła z niego porządne egzaminacyjne przedstawienie z paroma kapitalnymi etiudami spod znaku gry z przedmiotem. Rewelacyjna scena z lodówką, marszczącą i wyginającą swe masywne ciało w odpowiedzi na zaloty pani Narcyzki, etiuda dwójki ex-zakochanych wrośniętych w kamienie z papier mâché i pięknie, skrępowanym gestem, rozgrywających swą skamieniałość. Gra z podłużnymi balonikami jako ekwiwalent inicjacji, misie przytulanki przywołane w kawałku o przedszkolu, piłkarzyki wzięte z sanatoryjnej świetlicy jako brawurowe narzędzie opowieści o spóźnionych amorach pacjentów. Siódemka wykonawców świetnie sobie daje rady z tymi zadaniami i indeksy bez wątpienia ma już podpisane.

Czego więc brakuje? Czegoś, za co niepodobna winić ani reżyserki-pedagożki, ani jej uczelnianych podopiecznych. Dystansu. Jeśli się gra pamflet, powtarzam, nijak nie złośliwy, ot, lekką kpinę, to tak czy inaczej trzeba umieć uśmiechnąć się ze swoich postaci, lekko podkolorować ich komediowość, dać znać widowni, że bierzemy ich w sympatyczny acz wyraźny nawias. A wrocławscy adepci aktorstwa, bez wątpienia dobrze przygotowani do przyszłego zawodu, tego akurat wprowadzić do roli nie umieją. Nie umieją? Może nie chcą? Może nie znajdują w sobie powodu, żeby zażartować z postaci rówieśników, do których postaw jest im zwyczajnie bliżej, niż autorowi, może sami nie byliby dalecy od podpisania się pod afirmacją rozkoszy bezpiecznej, erotyki nietoksycznej i wszystkich innych „uczuć najbardziej cenionych w naszej zdrowej kulturze”, o których sztukę napisało Sveto? Posuwam się w tej supozycji dość daleko, jeśli fałszywie to bardzo przepraszam i z chęcią się wycofuję, ale jeśli nie, to tylko świadczyłoby o celności i wadze obserwacji Artura Pałygi.

O wykonawcach przy dyplomach staram się pisać ostrożnie, pierwsze wrażenia bywają mylące, łatwo kogoś nie dojrzeć. Moją uwagę przykuwała Alicja Helfojer mająca w sobie jakiś taki pysznie spontaniczny zapał do grania, zabawna i autentyczna. Nikola Czerniecka dostała rolę, która zawsze jest najkorzystniejsza – buntownicy przeciw wszystkim, ale na dobrą wykonawczynię trafiło: jest w niej i bunt, i dystans, i ironia. Z panów siłą wyrazu energią przekonał mnie Maciej Szczepanik, doproszony tu z trzeciego roku. Ale wymienię wszystkich Zuzannę Wiatr i Annę Sienicką, Wojciecha Parszewskiego i Jakuba Ignasiaka, nikt tu nie odstawał, wszystkich warto będzie szukać na scenach.

Artur Pałyga, Pomiłość. Przeraźliwie kiczowate i banalne historie. Reżyseria: Agata Kucińska, kostiumy, scenografia: Karolina Kempińska, reżyseria światła i wideo: Klaudia Kasperska, choreografia: Marysia Bijak, muzyka: Ignacy Wojciechowski. Prapremiera w Akademii Sztuk Teatralnych we Wrocławiu 17 grudnia 2021.

Źródło:

Materiał własny

Wątki tematyczne