Spokojnie! Wszyscy na miejsca, powtarzam spokojnie! Duet Jolanta Janiczak i Wiktor Rubin wraca do dobrej formy po naszym ostatnim spotkaniu z koszmarną „Obywatelką Kane”, która doprowadziła mnie niemalże na skraj załamania nerwowego. „Gry wstępne” Teatru Muzycznego Capitol z Wrocławia to ewidentny dowód na to, że życie jest małą ściemniarą, bo, uwaga, zapowiadało się na potencjalne potknięcie, a okazuje się być pięknym wybiciem z progu do zgrabnego skoku wzwyż.
„Gry wstępne” bazują na realnej sprawie kryminalnej Gabby Petito, która postanowiła wyruszyć kamperem w podróż życia ze swoim chłopakiem przez Amerykę i relacjonować ich wspólną, piękną, romantyczną podróż na Instagramie. Jednak, jak wiemy z netflixowego dokumentu, zamiast pełnej miłości ekskursji, dostała w zamian nakręcającą się feerię przemocy, która zakończyła się jej śmiercią.
Janiczak nie ogranicza się w swoim tekście jedynie do nakreślenia tej jednej historii – jest ona tylko pretekstem do wiwisekcji tropu romantyzowania przemocy w związku. Chce też pokazać niewygodną prawdę: że rocznie prawie 50 tysięcy kobiet zgłasza przemoc w domu. W powietrzu zawisa pytanie: jak wiele z nich tego nie robi i dlaczego? Ważnym aspektem jest to, że dzięki wykorzystaniu tak widzialnego przykładu, jakim jest Gabby Petito, ta opowieść przestaje być statystyką, a staje się dla widza prawdziwym, namacalnym człowiekiem. Dodatkowo, w tekście pojawiają się historie innych kobiet, realnych i tych zmyślonych, które zginęły z rąk swoich partnerów; czy to Ana Mendieta, czy historia Carmen z opery o tym samym tytule. Dzięki takiemu zabiegowi następuje pewne zmieszanie tematu przemocy – pokazuje się jednocześnie uniwersalne i tożsame ze sobą tropy i schematy, ale też udowadnia, że każda ofiara i każdy oprawca są na swój sposób wyjątkowi i, pomimo utartych wzorców, działają na własnych, tylko sobie znanych zasadach.
Tak przedstawiona perspektywa nie skupia się jedynie na prostym epatowaniu przemocą i pokazywaniu jej w sposób aż tak realistyczny. Janiczak i Rubin zadają zasadne i niewygodne pytania: czemu kobiety nie uciekają i dlaczego normalizują oraz bronią swoich oprawców? Dlaczego społeczeństwo też pozwala sobie na ignorowanie jasnych sygnałów, że coś jest nie tak? Wyjątkowo uderzający był dla mnie moment, w którym matka mordercy zapewnia go, że zawsze będzie go kochać i jak trzeba będzie, to nawet ukryje z nim ciało. Rósł we mnie krzyk sprzeciwu: dlaczego kobieta kobiecie gotuje ten los, dlaczego ukrywa oprawcę, mogąc się z taką łatwością postawić na jej miejscu? Czemu miłość, będąca jednym z głównych wątków spektaklu, kolejny raz jest silniejsza od poczucia sprawiedliwości i zniekształca odbiór rzeczywistości?
Śledząc podróż Patty (bo tak tutaj przemianowano Gabby), widzimy mechanizm żaby gotowanej w garnku – zaczyna się niewinnie, od podniesionego głosu i trzaskania drzwiami, a potem przeradza się w rękoczyny, aż do uduszenia. Obserwujemy też schemat ciągłej próby naprawienia przemocowca przez ofiarę przemocy i doszukiwania się w sobie powodu tych wybuchów złości. Miałem wrażenie, że dramaturżka sprytnie uwikłała widownię w podobny schemat – nie przedstawia Patty jako krystalicznie czystej osoby. Ona też ma skazy, bywa wybuchowa z powodu swoich zaburzeń kompulsywnych, zdarza się jej być naprawdę męczącą w swojej obsesji na punkcie zrobienia idealnego ujęcia na Instagram, kiedy zmusza swojego chłopaka do wielokrotnego powtarzania sesji zdjęciowych, wciągając go siłą w świat, który zupełnie go nie kręci. Złapałem się w pewnej chwili na przemykającej mi przez głowę myśli: “ale irytujące babsko, Matko Boska, nie dziwię się chłopu, że puszczają mu nerwy”. I wtedy sam siebie pacyfikowałem – zaraz, przecież nie mogę obwiniać ofiary, nic nie usprawiedliwia przemocy. Sprytny ruch wywołujący w widzu gryzące poczucie winy i wytrącający z komfortu, bo przypadkowo sami stajemy się elementem problemu, o którym mówi spektakl.
Dodatkowo ciekawym elementem jest rozbicie na scenie głosów aktorów i aktorek towarzyszących głównej parze na dwa chóry, niemalże jak w greckiej tragedii – jest trzyosobowa grupa ofiar i trzyosobowa grupa oprawców, stojąca po przekątnych stronach sceny, dodająca różne perspektywy zbrodni. Komentuje to, co zachodzi i uściśla, co dokładnie dzieje się też w głowie Patty.
Poza naprawdę, naprawdę dobrze napisanym tekstem, „Gry wstępne” niosą doskonała muzyka Krzysztofa Kaliskiego i brawurowe wykonanie piosenek, bo do tego momentu to ukrywałem – jest to spektakl z elementami musicalowymi, co może wydawać się dziwne, biorąc pod uwagę tematykę, ale taka forma klika od razu i pasuje idealnie. Jest jeden zgrzyt: według mnie tekst Janiczak nie zawsze pasuje do muzyki; bywa, że jest zbyt arytmiczny, żeby go wepchnąć w ciasne ramy piosenki, i to momentami psuło mi odbiór.
Obsada „Gier wstępnych” miażdży i nie bierze jeńców; razem komponują grający zgodnie organizm teatralny. Jednak w moim sercu na zawsze pozostanie duet Rafał Derkacz i Paulina Walendziak w tytułowych rolach – mają między sobą niepokojącą energię, która gęstnieje coraz bardziej. Zresztą, co ja będę tutaj udawał, jestem totalnie zakochany w tym, jak Derkacz śpiewa – porwał mi serce w „Gracjan Pan. Musical” kilka lat temu i trzymał do teraz, a w „Grach wstępnych” dał kolejny porywający pokaz swoich możliwości.
Serduszko rwało się też bez przerwy do Katarzyny Pietruskiej, która odgrywała role obu matek – Patty i Brada. Podobało mi się, jak pokazała na scenie to, że pomimo różnic między nimi i tego, jak się zachowywały w obliczu tego wydarzenia, były napędzane dokładnie tym samym: miłością do swojego dziecka.
Dostałem więc piękny prezent od jednych z moich ulubionych twórców. „Gry wstępne” robią wszystko to, co próbowały robić ich “Dead Girls Wanted” z Teatru Zagłębia w Sosnowcu, z tą różnicą, że robią to dobrze. „Gry wstępne” wybiły mnie mocno z mojego komfortowego fotelika widza i zadały kilka uwierających pytań, jednocześnie będąc solidnym spektaklem z punktu widzenia realizatorskiego – Mamma Mia! Jak on jest oświetlony (brawo Monika Stolarska!) i jak pysznie wyśpiewany (brawo wszyscy!) i łapczywie obejrzany (brawo ja!). Jeden z moich spektakli roku.